piątek, 22 lipca 2016

Chiny niszczą akademię buddyjską

Chiny zaczęły burzyć wielki ośrodek studiów buddyjskich w Syczuanie 


W połowie lipca 2016 rozpoczęła się nakazowa rozbiórka części największego tybetańskiego ośrodka studiów buddyjskich i buddyjskiego ruchu oporu w Larung Gar w autonomicznej tybetańskiej prefekturze Garze (tyb. Kardze) w Syczuanie. Larung Gar (pinyin: Larong Wuming foxueyuan) było w przeszłości obszarem, na którym dochodziło do licznych samobójczych samospaleń w rzekomym proteście przeciwko niszczeniu tybetańskiej kultury i religii. Duchowni lamowie apelują do studentów o zachowanie spokoju, gdyż wszelkie samobójcze incydenty jedynie pogorszą sytuację tybetańskich buddystów. Chińscy robotnicy w asyście policji i żołnierzy rozpoczęli rozbiórkę największego tybetańskiego ośrodka studiów buddyjskich Larung Gar w Syczuanie. Jest domem dla 10 tysięcy tybetańskich mnichów - poinformował tybetański rząd na wygnaniu. Prowincja jest znana z powstania tradycji niebiańskich mistrzów taoistycznych - Tianshi Dao w pinyin Zheng Yi Dào. 

Akademia buddyjska Larung Gar - Syczuan
Chińczycy wyjaśniają wyburzanie względami bezpieczeństwa i rzekomą koniecznością budowy drogi, która została zaplanowana w tym celu, aby ośrodek pustelniczy buddyzmu tybetańskiego do współczesności niedostosowanego przestał istnieć. Na zboczach doliny na wysokości 4 tysięcy m n.p.m. piętrzą się ciasno jeden nad drugim malutkie jednopiętrowe domki pomalowane na czerwono i kryte czerwonymi dachami, przedzielone drogą na kwatery dla mężczyzn po jednej, a dla kobiet po drugiej stronie. Leżący w dolinie Larung w powiecie Seda (tyb. Serthar, Sertar) ośrodek nauk buddyjskich nazywany jest także Buddyjską Akademią lub ośrodkiem Sertar. Oficjalnie w prowincji Syczuan, zaledwie 10-12 procent ludności wyznaje jakąkolwiek religię, zwykle buddyzm lub taoizm, a pozostałych około 88-90 procent ludności to bezwyznaniowcy: ateiści, maoiści. Można się tam porozumiewać głównie dialektami sino-tybetańskimi, a syczuańsko-mandaryński jest tam lingua franca - dialektem porozumienia w którym wszędzie można się dogadać. 

Jak podaje portal rządu tybetańskiego na wygnaniu w indyjskiej Dharamśali, duchowni nauczyciele w Larung wezwali studentów do zachowania spokoju i powstrzymania się od protestów oraz samobójstw. Larung Gar było w przeszłości obszarem, na którym dochodziło do licznych samospaleń w proteście przeciwko niszczeniu tybetańskiej kultury i religii. Tybetańczycy (1,5 mln ludzi) stanowią trzy czwarte mieszkańców syczuańskich autonomicznych prefektur Aba i Garze, obejmujących łącznie powierzchnię równą terytorium Wielkiej Brytanii. Obszar ten tradycyjnie wchodził w obręb historycznego regionu Kham, słynącego z bitnych wojowników - Khampów, którzy mają bardzo silne poczucie tożsamości tybetańskiej. Niestety owi Khampowie jakoś nie kwapią się do realnej ochrony i obrony buddyzmu w Tybecie, a to można czynić jedynie silną walką partyzancką - jak dowodzi historia. Powierzchnia prowincji Syczuan to 480 tysięcy km kwadratowych,a zatem więcej niż Polski i dwa razy tyle co Wielkiej Brytanii, ludność Syczuanu to 87,25 mln (2004) osób. 

środa, 20 lipca 2016

Poznań - siatka pedofilska ujawniona

Polska mafia pedofilska ścigana przez CBŚP z Poznania! 


Policjanci z polskiego biura CBŚP rozpracowali w latach 2014-2016 kilkusetosobową siatkę niebezpiecznych pedofilów. Policja publikuje zdjęcia dziewięciu zboczeńców molestujących dzieci i produkujących pornografię z dziećmi. 

Zboczeńcy seksualni zajmowali się rozpowszechnianiem i utrwalaniem pornografii dziecięcej w internecie. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji wytropili siatkę zbrodniarzy podejrzanych o pedofilię. Zatrzymali do połowy lipca 2016 roku 15 mężczyzn z Polski i zagranicy. Jednocześnie ustalili ich internetowe powiązania z blisko 750 osobami - amatorami pedofilskiej pornografii. Teraz śledczy apelują o zgłaszanie się pokrzywdzonych w tej sprawie, publikując wizerunki zatrzymanych zboczeńców.

Poznań - wielka barbarzyńska mafia pedofilska ujawniona przez sąd
Międzynarodową grupę osób, powiązanych z bestialskimi wobec dzieci zachowaniami pedofilskimi, rozpracowali funkcjonariusze CBŚP z Poznania, zajmujący się cyberprzestrzępczością. Nad sprawą pracowali od blisko dwóch lat. – Trafili na międzynarodową siatkę osób, które zajmowały się utrwalaniem czyli nagrywaniem i rozpowszechnianiem pornografii dziecięcej w internecie. Część z nich podejrzewana jest także o zbrodnicze kontakty z nieletnimi. Trwa wciąż zbieranie kolejnych dowodów w tej sprawie – mówi Onetowi komisarz Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP. 

Pierwsze zatrzymania miały miejsce we wrześniu i listopadzie 2014 roku. Wtedy to w ręce policjantów z CBŚP wpadło dwóch pedofilów płci męskiej, mieszkańców województwa wielkopolskiego i dolnośląskiego. Jak ustalili funkcjonariusze policji, ten drugi należał do zbrodniczej międzynarodowej siatki pedofilskiej. 

W 2015 roku złapano kolejnych 12 mężczyzn pederastów zatrzymanych za zbrodnie pedofilskie. Jednym z nich był 17-latek namówiony przez osobę dorosłą do oddawania się pedofilskiemu zboczeniu. Jego sprawą zajął się niestety tylko sąd rodzinny i nieletnich, chociaż w cywilizowanych krajach odpowiadałby jak zbrodniarz dorosły. Dwóch Polaków przebywających za granicą funkcjonariusze namierzyli z kolei na przełomie i początku 2016 roku, kiedy ci odwiedzali swoich bliskich w kraju. – W sumie zatrzymanych zostało na razie 15 pedofilów płci męskiej w wieku od 17 do 46 lat. To mieszkańcy siedmiu województw naszego kraju, a także Norwegii i Irlandii. W niespełna dwa lata funkcjonariusze ustalili internetowe powiązania ponad 750 osób – wylicza Agnieszka Hamelusz. 

poniedziałek, 18 lipca 2016

Bąki gówno odbyt anal dupa fekalia

Gówno, bąk, dupa czyli odbyt, kał i gazy jelitowe - naukowa świadomość analno-wulgarna


Pojęcia odbyt, gówno, kał, bąk, dupa, dupsko, pierdnięcie są związane z frazeologią analnej cywilizacji i odbytniczej kultury czy tam świadomości. Jest to całe bogactwo pojęć i zwrotów oraz sporo wiedzy naukowej! Czytać należy z przymrużeniem oka. Artykuł popularno-naukowy zawiera wiedzę naukową oraz potoczną, w tym luźne skojarzenia osobników ludzkich, nie zawsze trzeźwych. 


Dupa to encyklopedycznie tylna część ciała, która z pozoru tylko siedzi i gówno robi czyli kał wypuszcza. Dupa jest zakończeniem jelita grubego czyli kałowodu. Miejsce o bardzo ciekawej i bogatej florze bakteryjnej, ewentualnie faunie, ulubione przez owsiki (wtedy swędzi). Niekiedy nazywana „bułeczką” lub „jabłuszkiem”, przedzielona przedziałkiem, posiada krater, z którego wydobywają się chemiczne gazy o przykrym zapachu, substancje stałe o podobnym nieprzyjemnym zapachu i ciemnej barwie lub w skrajnych przypadkach ciecze. Miejsce erogenne, na które często mimochodem pada wzrok lub dłoń napalonego osobnika, wrażliwe na ból, często atakowane w akcie przemocy. Niektórzy uczeni sądzą, że dupę odkrył radziecki uczony Wołow, dlatego mówimy – dupa Wołowa. W języku dolnołużyckim słowo "dupa" oznacza chrzcielnicę! 

Odbyt (łac. anus) to w anatomii końcowy otwór przewodu pokarmowego. Odbyt zamykany jest przez wieniec silnych mięśni tworzących zwieracz odbytu. Podstawową funkcją odbytu jest wydalanie kału w procesie defekacji. Odbyt odgrywa także rolę w seksualności. Jednak stosunek do seksu analnego jest różny, a w niektórych krajach ta forma seksu jest nawet zakazana i karana śmiercią jako kalającą penisa gównem. Tak jak nie podaje się ręki którą się dupę podciera, tak w wielu kulturach ludzie brzydzą się kuśki w gównie nurzanej. 

Słowo "Dupa" wymawiamy akcentując pierwszą sylabę. Dupa to najczęściej pośladki lub odbyt, ale także potencjalna partnerka seksualna. Także oferma czyli osoba niezaradna, także w zwrotach złożonych określenie kobiety: np. fajna dupa, stara dupa, zajechana dupa, zarżnięta dupa, gruba dupa, tłusta dupa. Potocznie okrzyk wyrażający porażkę, przegraną, np. dupa zimna, ale dałem dupy, dupa zbita, dostali w dupę... 

wtorek, 28 czerwca 2016

Jezus Chrystus - komunizm chrześcijański

Jezus Chrystus - komunizm chrześcijański i antyklerykalizm 


Jezus Chrystus wedle swoich nauk był komunistą i antyklerykałem, chociaż nie wszystkim łatwo się z tym pogodzić... 

"Między nimi nie było żadnej różnicy i żadnego ze swych dóbr nie uważali za swoją własność, lecz wszystko było wspólne." - Ojciec kościoła Cyprian, 210-258 r., (De opere et eleemosynis 25) 

"Naśladujmy członków pierwszej gminy chrześcijańskiej, którzy mieli wszystko wspólne." - Nauczyciel kościoła św. Bazyli Wielki (330-379) 

"Chrystianizm najdawniejszych chrześcijan był w istocie tożsamy z socjalizmem." - teolog Overbeck, "I znowu zapiał kur" — Krytyczna historia kościoła 

"Wyzbycie się wszelkiej własności stanowiło nieuchronny obowiązek wyznawców pierwotnego chrześcijaństwa." - teolog Lohmeyer 

Jezus Chrystus głosił powszechną równość wszystkich ludzi, stawiał na równość kobiet i mężczyzn, deprecjonował wartości materialne. Kościoły chrześcijańskie, a szczególnie Watykan o tym często zapominają. Mistyk czy gnostyk jest jednym z pierwszych, który przywraca wagę wartości duchowych. Nauka Jezusa Chrystusa jest postępowa i proekologiczna, choć są też elementy, które świadczą o jego ortodoksji (etyka, moralność). Pozostaje faktem niezaprzeczalnym, że religia chrześcijańska u swego zarania głosiła i wcielała w czyn idee, które później rozwinęła idea komunistyczna. Jezus Chrystus był nie tylko komunistą, zwolennikiem wspólnoty majątkowej czy jak kto woli własności społecznej, uspołecznionej, ale także był wyrazistym antyklerykałem, który wielokrotnie w czambuł potępiał i przeklinał cały współczesny kler państwowej religii politycznej (faryzeusze i saduceusze).  

Komunizm pochodzi od łacińskiego communis, czyli wspólny, ogólny, powszechny, był systemem poglądów nawołującym do zniesienia ucisku i wyzysku warstw najuboższych przez bogaczy (kapitalistów, burżujów). Komunistom chodziło o stworzenie społeczeństwa, w którym nie będzie klas społecznych i wszyscy będą sobie równi względem prawa i społecznej wspólnoty. Wszystko miało być wspólne, a dobra miały być rozdzielane sprawiedliwie pomiędzy obywateli (każdemu wedle jego potrzeb), tak jak w komunie założonej przez Jezusa Chrystusa, a opisywanej w Dziejach Apostolskich. 

Komunizm chrześcijański – to ideologia głosząca idee wspólnoty dóbr (komunizm) oraz wiarę chrześcijańską. Komunizm chrześcijański był i jest praktykowany wśród anabaptystów (historycznie - Komuna w Münster, współcześnie - huteryci) i w innych protestanckich grupach religijnych w USA w XIX i XX w. np. w osadach szejkersów. Ponieważ pierwsze gminy chrześcijańskie wprowadzały zasadę współposiadania (jest o tym mowa w Dziejach Apostolskich), w odniesieniu do wczesnego chrześcijaństwa mówi się czasem o „pierwotnym komunizmie chrześcijańskim”. 

niedziela, 26 czerwca 2016

Warszawa - policjant lży partię Razem

Warszawa: Policja złapała młodzieńca za znaczek partii Razem. 

Policjant agresywnie dopytuje: „Bzykasz się z Zandbergiem?”


Stołeczna policja - niczym gestapo hitlerowskie z czasów okupacji Polski przez katolickich nazistów hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy Niemieckiej zatrzymała 20-letniego sympatyka lewicowej i prosocjalnej partii Razem, który nosił przypięty do plecaka emblemat formacji (znaczek partii Razem). Matka młodzieńca przekazała numer odznaki policjanta 965830 oraz zamieściła w internecie pełen oburzenia wpis na temat zbrodniczości policji polskiej pod rządami PiS. 


Chłopak nie był pod wpływem alkoholu ani nie używał słów wulgarnych, ale przyjął mandat za wprowadzenie funkcjonariusza w błąd i używanie słów uznanych za obraźliwe, paradoksalnie żeby nie słuchać dłużej wyzwisk i gróźb karalnych ze strony prawicowego policjanta. Według matki, większą kwotę niż powinien nawet gdyby podobne wykroczenie popełnił. Wpis kobiety wygląda na reakcję szokową z powodu sytuacji i zawiera tylko w pełni prawdziwe informacje, podała numer służbowy policjanta, który brutalnie i chamsko oszukał i obrażał jej syna słownictwem kościelnej mafii pedofilskiej ukształtowanej w czasie służenia do mszy, na zakrystiach i plebaniach prawicowego reżimu katolickiego. Oznacza to, że rozmawiamy o konkretnym funkcjonariuszu, który w razie czego może w ramach amoku katolickiego hitleryzmu bronić swego rzekomo "dobrego imienia" przed sądem - jak neohitlerowcy miewają w zwyczaju. Z relacji wynika bowiem, że policjanci nie przestrzegali prawa, a jedynie stosowali typowe neohitlerowskie wyzwiska wobec lewicowego światopoglądu. Poniżej zamieszczamy jej wypowiedzi. 

– Serdecznie dziękuję policjantowi o numerze służbowym: 96 58 30 i Polskiej Policji za skuteczne zniwelowanie 20 lat mojej pracy wychowawczej. Wracającego znad Wisły 20-latka policja zaprosiła do radiowozu za znaczek Razem na plecaku. ZA ZNACZEK NA PLECAKU. Tam, w zaciszu, bez świadków, policjant-kozak mówił, że nie lubi lewackich kur*w i peda*ów. Zapytał, czy młody lubi w dupę i czy bzyka się z peda*em Zandbergiem. Zapytał, czy jest komunistą czy tylko lewacką spierd*liną. Pierwszy błąd — delikwent założył, że nie zrobił nic złego i może nie mieć dowodu. Drugi błąd, że potem jednak ten dowód znalazł – pisze oburzona matka, Anna Maria-Siwińska. 

– Panowie policjanci mu do wyboru mandat albo Kolska. Błąd trzeci — młody mandat przyjął, chociaż pałowania i paralizatorów w ofercie nie było, ale może był to pakiet specjalny. Błąd czwarty — uwierzył w to, co mówił policjant, że mandat 200 zł i podpisał nie sprawdzając kwoty. W efekcie dostał mandat za 600 zł za „wprowadzenie funkcjonariusza w błąd i używanie słów uznanych za obraźliwe”. Jeśli nie dopisali znieważenia funkcjonariusza na służbie, to znaczy, że musiał mówić „do kroćset”, „olaboga” i „sacrebleu” – dodaje. 

sobota, 25 czerwca 2016

Racja Polskiej Lewicy

Antyklerykalna Partia Postępu "RACJA" 


Późniejsza Racja Polskiej Lewicy, a także Racja PL, Racja Lewicy; nazwa stylizowana: RACJA Polskiej Lewicy – pierwsza polska prawdziwie lewicowa partia polityczna powstała po 1989 roku o programie antyklerykalnym i socjalno-demokratycznym, istniejąca od 8 sierpnia 2002 do 23 listopada 2013, najpierw jako Antyklerykalna Partia Postępu "Racja". Inicjatorem i patronem medialnym jej powstania był na początku 2002 ruch środowiskowy czytelników antyklerykalnego tygodnika "Fakty i Mity" mającego siedzibę w Łodzi w którym znacząco przeważali członkowie Antypedofilskiego Bractwa Himawanti.  Okazjonalnie wówczas żartowano, że Antypedofilskie Bractwo Himawanti zamieniło się na Antyklerykalne Bractwo Himawanti, podobnie jak w Nepalu i Indii oraz kilku innych krajach. 

Pierwsze logo antyklerykalnej partii APP Racja
Partia założona przez łącznie ponad 6 tysięcy członków założycieli, w tym około 5 tysięcy członków Antypedofilskiego Bractwa Himawanti (ABH) - została zarejestrowana sądownie 8 sierpnia 2002 pod nazwą Antyklerykalna Partia Postępu "Racja" (APP "Racja", APP, APPR, APP RACJA). APP Racja powstawała od wiosny 2002 roku z inicjatywy Mohana Ryszarda Matuszewskiego - jednego z liderów Antypedofilskiego Bractwa Himawanti zajmującego się zwalczaniem pedofilii kleru katolickiego i walką o godziwe odszkodowania dla tysięcy ofiar molestowania seksualnego w kościele katolickim. APP "Racja" domagała się od początku swego istnienia m.in.: likwidacji Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, likwidacji kaplic w obiektach państwowych, usunięcia pomników i symboli religijnych z urzędów państwowych, szkół i szpitali, usunięcia lekcji religii katolickiej ze szkół i przedszkoli publicznych, uznania przez państwo wszystkich religii i wyznań za równoprawne oraz znowelizowania obowiązującej średniowiecznej restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej narzuconej przez kler w ramach okupacji Polski po 1989 roku. 

Koncepcja powstania partii antyklerykalnej zrodziła się pod koniec 2001. Autorem tej inicjatywy był Mohan Ryszard Matuszewski z poparciem medialnym Romana Kotlińskiego "Kotleta" – redaktora naczelnego tygodnika antyklerykalnego "Fakty i Mity". Od marca 2002 z inicjatywy Mohana Ryszarda Matuszewkiego i Romana Kotlińskiego "Kotleta" zaczęto zbierać podpisy pod deklaracją członkowską dla powstającej partii antyklerykalnej. W maju, czerwcu i lipcu 2002 odbyły się kolejno trzy zjazdy założycielkie poświęcone opracowaniu założeń programowych APP Racji oraz ustanowieniu nieformalnych struktur terenowych. Partia APP RACJA od początku domagała się, aby najistotniejsze decyzje dla kształtowania stosunków społecznych, jak na przykład w sprawie legalizacji prostytucji, dopuszczalności aborcji, dopuszczalności eutanazji, in vitro, były rozstrzygane w obowiązkowym referendum. 

APP "Racja" od początku chce m.in. szybkiej likwidacji całkowicie zbędnego Senatu, zmniejszenia liczby posłów do 360,likwidacji  powiatów, likwidacji większości państwowych agencji i funduszy oraz szkodliwego społecznie Instytutu Pamięci Narodowej (IPN). APP RACJA opowiada się też za usprawnieniem organów ścigania, rozwojem budownictwa mieszkaniowego, pobudzeniem małej i średniej przedsiębiorczości, szerokim dostępem do edukacji wszystkich obywateli oraz za pełnym równouprawnieniem kobiet i mężczyzn na wszystkich płaszczyznach. APP RACJA sprzeciwiała się takze odwołaniu do tradycji chrześcijańskiej w preambule przyszłej konstytucji europejskiej oraz domagała się, aby obecność Polski w Iraku, Afganistanie i innych okupowanych krajach ograniczyła się jedynie do pomocy humanitarnej i udziału w odbudowie danego kraju. 

Dnia 8 sierpnia 2002 Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował partię pod nazwą Antyklerykalna Partia Postępu "Racja". Założycieli było ponad 6 tysięcy, w większości członkowie Antyklerykalnego Bractwa Himawanti (około 80 %), a pierwszym przewodniczącym partii był Roman Kotliński ksywa "Kotlet". Pierwsze koła powstały w Łodzi, Katowicach, Zgierzu, Częstochowie, Krakowie, Gdańsku i Gliwicach. W dniach 16–17 maja 2003 odbył się czwarty z kolei w Piotrkowie Trybunalskim Kongres Antyklerykalnej Partii Postępu "Racja", podczas gdy pierwszy był już wiosną w roku 2002. Rozwiązania postulowane przez APP "Rację" przewidywały zniesienie sektowego Funduszu Kościelnego, likwidację ulg celnych i ulg podatkowych dla kościoła katolickiego oraz zniesienie finansowania nauki religii katolickiej w szkołach publicznych i współfinansowanych przez państwo. 

środa, 22 czerwca 2016

Wesoła pedofil zatrzymany za siedmiolatka

Areszt dla podejrzanego o pedofilię. Miał wykorzystać 7-​letniego chłopca. 


Około 20-letni Robert M. trafił do aresztu tymczasowego. Mężczyzna wyznania rzymsko-katolickiego jest podejrzany o wykorzystanie seksualne 7-latka. Policjanci z Wesołej zatrzymali 20-letniego Roberta M. Mężczyzna jest podejrzany o dopuszczenie się innej czynności seksualnej wobec 7-latka, co oznacza podejrzenie o zbrodnię pedofilii. Został ujęty zaraz po tym, jak funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o sprawie i wysłuchali relacji rodziców chłopca. 

Robert M. - podejrzany o pedofilię z Wesołej
Będący w wieku około 20-lat zboczeniec trafił do policyjnej celi izby zatrzymań czyli na tzw. dołek. Po skompletowaniu stosownego materiału dowodowego doprowadzono Roberta M. do prokuratury. Mężczyzna usłyszał we wtorek 21 czerwca 2016 roku zarzut kryminalny i trafił do aresztu tymczasowego. Z niektórych informacji, jednak niepotwierdzonych wynika, że podejrzany może być klerykiem, który wpadł w czasie przepustki z seminarium. 

Śledczy z komisariatu przy ulicy 1 Praskiego Pułku w Wesołej skompletowali materiał dowodowy i doprowadzili zatrzymanego do prokuratury. Dwudziestolatek usłyszał zarzut, a w dalszej kolejności sąd przychylił się do wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec podejrzanego. 

czwartek, 16 czerwca 2016

CBA odzyskuje ukradzione miliardy

CBA kontroluje, bada, śledzi i odzyskuje ukradzione miliardy złotych...


Zmasowane kontrole CBA: Agenci weszli do 16 urzędów marszałkowskich. Chodzi o 17 mld euro zmalwersowanych przez lokalnych polityków. 

To pierwsza taka w 2016 roku i za rządów PiS systemowa i koordynowana "superkontrola" Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Agenci weszli jednocześnie do 16 urzędów marszałkowskich w całej Polsce. Sprawdzają, jak wydawane były pieniądze unijne, które w wielu wypadkach są malwersowane. W grę wchodzi kolosalna kwota – 17,3 mld zł. Funkcjonariusze prześwietlą też oświadczenia majątkowe marszałków. Poza tym CBA weszło do PZU i straży miejskiej w Warszawie.

Dziś agenci Biura rozpoczęli "superkontrolę" - jak sami ją określają - w całej Polsce. Weszli do urzędów marszałkowskich województw: podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, śląskiego, świętokrzyskiego, małopolskiego, lubelskiego, łódzkiego, lubuskiego, wielkopolskiego, podkarpackiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, opolskiego i mazowieckiego. 

Agenci CBA prześwietlają marszałków


- Kontrolą objęte są określone przepisami prawa procedury podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie wsparcia finansowego udzielanego przez urzędy marszałkowskie w ramach wybranych programów operacyjnych na lata 2007-2013. Łączna suma środków zaangażowanych w 16 programów regionalnych w tych latach wyniosła 17,3 mld euro – poinformował prasę publiczne Wydział Komunikacji Społecznej CBA. 

Szczególnemu badaniu Biura Antykorupcyjnego będą podlegać programy, w których beneficjentami są same urzędy marszałkowskie. - Konkretnie chodzi o te wielkie pieniądze z programów unijnych UE, które urząd marszałkowski przyznawał sam sobie, sam je realizował i później sam rozliczał. Kontrole obejmują m.in. przestrzeganie prawa zamówień publicznych, zasad konkurencyjności, dotrzymywanie harmonogramu realizacji projektu, weryfikację zmian w projekcie, poprawność dokonywania płatności, osiąganie wskaźników (czyli rezultatu i produktu), zadeklarowanych we wniosku o dofinansowanie czy weryfikację przedstawianych do refundacji kosztów kwalifikujących się do objęcia wsparciem unijnym – wylicza CBA w odpowiedzi na pytania dziennikarzy.

Jak podkreśla Biuro Antykorupcyjne, kompleksowe i systemowe kontrole obejmą także osoby odpowiedzialne za podejmowanie decyzji w instytucjach uczestniczących we wdrażaniu programu operacyjnego - od  etapu samego podjęcia decyzji o dofinansowaniu projektu do weryfikacji wniosku o płatność. 

- Równolegle do wszczynanych postępowań kontrolnych przeprowadzane będą analizy oświadczeń o stanie majątkowym marszałków województw. Zarządy województw odgrywają kluczową rolę w zarządzaniu i wdrażaniu Regionalnych Programów Operacyjnych – tłumaczy CBA. 

Jak zaznaczają funkcjonariusze, w przypadku ujawnienia w toku kontroli innych nieprawidłowości, CBA rozszerzy zakres zaangażowania. We wszystkie te działania będą zaangażowani wyspecjalizowani agenci Departamentu Postępowań Kontrolnych i wszystkich delegatur CBA.

- Jesteśmy przyzwyczajeni do takich kontroli. Są instytucje, które mają prawo i obowiązek kontrolować, a my za każdym razem współpracujemy. Okazaliśmy niezbędną dokumentację - mówi w rozmowie z dziennikarzami Gabriela Wiatr, rzeczniczka Zachodniopomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. - W 2015 roku takich kontroli w naszym urzędzie było 38, dzisiejsza ma numer 22. w tym roku. To standardowa procedura - dodaje w rozmowie z reporterką Onetu Alicją Wirwicką.

wtorek, 14 czerwca 2016

Orlando - klub gejowski rozstrzelany w USA

W USA na Florydzie zamachowiec ludobójca rozstrzelał nocny klub gejowski


Jak oficjalnie podano 50 osób zostało zabitych (w tym sam zamachowiec) w strzelaninie w nocnym homoseksualnym klubie dla gejów i LGBTQ w Orlando na Florydzie w USA. Sprawca nie żyje zastrzelony przez oddział komandosów SWAT. Wcześniej miał zabarykadować się w budynku i przetrzymywać około 300 zakładników. Do strzelaniny doszło w nocy z soboty na niedzielę czasu lokalnego dnia 11/12 czerwca 2016. Do strzelaniny doszło w gejowskim klubie Pulse w Orlando w Stanach Zjednoczonych około godziny 2 w nocy czasu miejscowego (8 rano w Polsce), operacja policyjna zakończyła się około 5 rano (11 czasu polskiego). 

Ludobójca z Orlando na Florydzie - Omar Mateen
Policja amerykańska stanu Floryda poinformowała, że sprawca nie żyje. Burmistrz miasta Orlando Buddy Dyer poinformował w niedzielę, że w strzelaninie w klubie nocnym zginęło 50 osób (w tym 11 zmarło już w drodze do szpitala lub w szpitalu), a 53 zostały ranne, wykonano 26 operacji pacjentów w stanie ciężkim. Wcześniej policja mówiła o 42 rannych. Amerykańskie FBI - odpowiednik polskiego CBŚP wszczęło już dochodzenie w sprawie rzekomego terroryzmu. Śledczy badają m.in., czy sprawca był "samotnym wilkiem" czy też miał wspólników. Napastnik został zidentyfikowany przez media jako Omar Mateen, obywatel USA pochodzenia afgańskiego.

USA. Strzelanina w nocnym klubie w Orlando na Florydzie. Jak podaje Reuters, powołując się na relacje świadków, napastnik oddał blisko czterdzieści strzałów pojedynczych i parę krótkich serii. - Widziałam dwie bronie, strzały były regularne - mówił inny klubowicz Javer Antonetti w rozmowie z dziennikarzem gazety "Orlando Sentinel". "Ludzie krzyczeli, że wewnątrz są martwi". "NYT" o sprawcy z Orlando: Nie jest jasne, czy faktycznie działał na zlecenie salaficko-wahabickiej sekty ISIL zwanej Daesh. 

Afgański, skrajnie prawicowy nowy Breivik z USA stał się mordercą dla 49 osób (50-ty zabity to sam zamachowiec), a postrzelił 53, co oznacza że miał dobre przeszkolenie strzeleckie. W klubie było około 320 osób, co oznacza, że około jedna trzecia została postrzelona lub zastrzelona. Informacje o tym, że napastnik z Orlando zadeklarował wierność salaficko-wahabickiej sekcie Państwo Islamskie - ISIL znane jako Daesh, wywołały pytanie, czy faktycznie działał na jego rozkaz, czy też jedynie szukał rozgłosu, zemsty i aprobaty dżihadystów dla osobistego aktu nienawiści lub zemsty . - pisze w komentarzu "New York Times". 

W związku ze skalą tragedii burmistrz wprowadził w mieście stan wyjątkowy i zwrócił się do gubernatora Florydy, by uczynił to samo w całym stanie. Wielu rannych w szpitalach jest w stanie krytycznym. Obawiam się, że bilans ofiar śmiertelnych wzrośnie - powiedział agencji Associated Press chirurg Mike Cheatham. Wśród rannych jest policjant, który ma rany postrzałowe twarzy. 

Sprawca został przez amerykańskie stacje telewizyjne zidentyfikowany jako Omar Seddique Mateen, obywatel amerykański pochodzenia afgańskiego, urodzony w 1986 roku. Napastnik był uzbrojony w karabin automatyczny i broń krótką, które są niestety w USA powszechnie dostępne i doprowadzają często do rzeźniczego ludobójstwa. Rocznie w całych USA, w wyniku użycia broni palnej ginie niestety ponad 30 tysięcy ludzi, w tym przynajmniej 15 tysięcy zostaje zamordowanych, a reszta to przypadkowe ofiary strzelanin, zabici przez policjantów, którzy muszą strzelać jak ktoś wymachuje pistoletem, dzieci bawiące się bronią itp. 

czwartek, 2 czerwca 2016

Mateusz Piskorski więzień polityczny

Brutalna napaść bezpieki na biura i domy liderów partii Zmiana


W dniu 18 maja 2016 roku zamaskowani osobnicy w czarnych mundurach przypominających hitlerowskie gestapo lub SS z czasów II wojny światowej uprowadzili z ulicy Mateusza Piskorskiego - szefa legalnej partii politycznej Zmiana. Podawali się za funkcjonariuszy ABW, chociaż po sposobie dokonania napadu klasyfikowani są przez polskie społeczeństwo jako zwykli reżimowi bandyci. W tym samym czasie inna grupa zamaskowanych osobników włamała się do biura partii Zmiana i dokonała kradzieży wszystkich znajdujących się tam przedmiotów stanowiących własność legalnej partii opozycyjnej, jak za hitlerowskiej sanacji faszystowskiego reżimu Józefa Piłsudskiego. Wcześniej, w marcu 2016 roku reżimowa bezpieka katolickiej nowej sanacji napadła Tygodnik Fakty i Mity oraz bestialsko aresztowała pod fikcyjnymi zarzutami redaktora naczelnego tego opozycyjnego i niewygodnego dla klerykalnego reżimu rydzykowego tygodnika FiM. 


Jak się nieoficjalnie dowiedzieli reporterzy śledczy tvn24.pl, prokuratorzy i ABW badali w swoim śledztwie wątek, że Mateusz Piskorski działa na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej. Śledczy sprawdzali też ewentualne powiązania Piskorskiego z Federacją Rosyjską. Lider Zmiany — a kiedyś bliski współpracownik Andrzeja Leppera i poseł Samoobrony — nie krył bowiem swoich prorosyjskich sympatii i chęci współpracy gospodarczej z Rosją oraz państwami BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA). Często wypowiadał się na łamach rosyjskich mediów o kiepskiej sytuacji politycznej w Polsce. Czy to nie wstyd i hańba, że polska bezpieka ABW i policja noszą czarne mundury uszyte na wzór hitlerowskich z czasów faszystowskiego reżimu gestapo i SS, a do tego organizuje iście gestapowskie napady na liderów opozycyjnych partii oraz gazet? W 2016 roku wstyd być Polakiem i chyba czas zacząć sobie gwarantować azyl polityczny w Rosji, Indiach, RPA, Brazylii albo w Chinach, czyli w państwach wolności politycznej, religijnej i ekonomicznej. 

W kwietniu 2014 roku Mateusz Piskorski mówił agencji TASS o Krymie: - Referendum na Krymie było zgodne z międzynarodowymi normami, w pełni odpowiadało procedurom demokratycznym, bo taka jest prawda. Mateusz Piskorski był wtedy szefem misji międzynarodowych obserwatorów zaproszonych przez Rosję na Krym w trakcie referendum. 

wtorek, 10 maja 2016

Czym jest eurokomunizm?

Eurokomunizm - nie taki zły jak go malują prawicowi faszyści i naziści


Kilka encyklopedycznych, dobrze opracowanych naukowo, faktów historycznych na temat tak zwanego eurokomunizmu czyli komunizmu pokojowego, demokratycznego i parlamentarnego, działającego w granicach prawa dla dobra ludzi pracy. 

Eurokomunizm zwany także neokomunizmem – nurt ideowo-programowy przyjęty w połowie lat 70-tych XX wieku przez część partii komunistycznych Europy Zachodniej (z Hiszpanii, Grecji, Włoch, Belgii, Wielkiej Brytanii, w nieco mniejszym stopniu Francji), a także przez partie spoza starego kontynentu, m.in. z Japonii, Australii i Meksyku. Samo pojęcie stworzył w 1967 jugosłowiański dziennikarz Frane Barbieri na określenie strategii politycznej stosowanej przez Włoską Partię Komunistyczną. W 1975 roku partie francuskie i włoskie wydały tzw. Manifest eurokomunizmu. Jego założenia zostały przedstawione w pracy przywódcy KPH Santiago Carrillo Eurocomunismo y estado (Eurokomunizm a państwo) (1977). Głównymi teoretykami eurokomunizmu byli także Enrico Berlinguer i Georges Marchais, w Polsce zaś prof. Adam Schaff. W 1980 eurokomunizm został uznany na XV zjeździe Włoskiej Partii Komunistycznej za koncepcję strategiczną tej partii. Nurt ten reprezentowała działająca na emigracji Polska Partia Komunistyczna - zakazana przez władze w Polsce w czasach PRL. 

Eurokomunizm poza Europą nazywany neokomunizmem, a także akcją antyfaszystowską, stworzył alternatywną drogę rozwoju ruchu komunistycznego w stosunku do partii komunistycznych bloku wschodniego. Zakładał pozostanie na gruncie marksizmu (ale reformowalnego z duchem czasów), odrzucenie leninizmu radzieckiego (jako totalitaryzmu), ideologii rewolucji społecznej i dyktatury proletariatu. Odmawiał radzieckiej KPZR prawa kierowania ruchem komunistycznym i Międzynarodówką Komunistyczną. Potępiał interwencje radzieckie na Węgrzech (1956), w Czechosłowacji (1968) i w Afganistanie (1979–1985) oraz łamanie praw człowieka. Przeprowadził krytykę realnego socjalizmu oraz dzikiego kapitalizmu. Zakładał, że socjalizm jako ustrój Sprawiedliwości i Prawa można wprowadzić w ramach demokracji parlamentarnej. Opowiadał się za systemem wielopartyjnym, za pluralizmem w polityce i negocjacjami. Rzecznik rozdziału kościołów i wyznań religijnych od państwa, utrzymania świeckiego państwa, a także bezwzględnej swobody religijnej. W polityce zagranicznej eurokomuniści stawiali na NATO i EWG - dlatego nie byli popularni w radzieckiej strefie wpływów politycznych czyli w Układzie Warszawskim i RWPG. 

W ekonomii – eurokomuniści to rzecznicy gospodarki mieszanej, rządzonej przez prawa popytu i podaży, zwolennicy integracji europejskiej. Wspomagali ruch dysydencki w krajach radzieckiego bloku państw dyktatury proletariatu, w tym chadecką "Solidarność" w Polsce. Partie eurokomunistyczne przychylnie odnosiły się do działalności opozycji w krajach bloku sowieckiego, jednoznacznie potępiły wprowadzenie 1981 stanu wojennego w Polsce. 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Kukiz'15 niebezpieczną sektą polityczną

Kukiz '15 - niebezpieczna sekta polityczna nazistowskiej Młodzieży Wszechpolskiej


Atak głupoty, ciemnoty i nazistowskiej inkwizycji Adama Andruszkiewicza! 

Poseł Kukiz'15 pyta: Czemu nazwy pociągów PKP promują okultyzm i pogaństwo? Z pytania wynika, że ów poseł to członek niebezpiecznej terrorystycznej sekty inkwizycyjnej. Interpelacje poselskie to narzędzie, które pozwala parlamentarzystom zadać ważne pytania ministrom. Z tego narzędzia skorzystał zbrodniczy jak widać szef Młodzieży Wszechpolskiej - członek niebezpiecznej sekty Kukiz '15, sekty politycznej, narzędzia pedofilsko-katolickiej zbrodniczej nazistowskiej inkwizycji. Chce on bowiem dowiedzieć się od resortu infrastruktury, dlaczego pociągi nazwane są na cześć takich postaci polskiej literatury, jak Witold Gombrowicz czy Władysław Broniewski, a także dlaczego nazwy składów promują komunizm czy pogańskie i mityczne bóstwa. Gdyby ów poseł sekty Kukiz '15 uciekł z zakładu dla chorych psychicznie w Tworkach, jego pytanie nie zdziwiłoby nas. Okultyzm od tysięcy lat jest najwyższym dobrem ludzkości do którego należą elity ludzkości. 

Inkwizycyjnym niebezpiecznym zbrodniarzem i pomyleńcem okazuje się poseł Adam Andruszkiewicz, który w interpelacji, którą w pierwszej połowie kwietnia 2016 roku wysłano z Sejmu do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa zajął się ważnym problemem nazw pociągów dalekobieżnych. Zwyrodniały szef niebezpiecznej sekty Młodzieży Wszechpolskiej i jej pomylonej umysłowo politycznej sekty Kukiz '15 uważa bowiem, że miana te powinny być elementem polityki historycznej i kształtowania w pamięci pasażerów i kolejarzy tożsamości narodowej. Nie podoba mu się więc, że od 13 grudnia 2015 koleje łamią tradycję. Zbrodniarz z terrorystycznej sekty Młodzieży Wszechpolskiej, młodzieżowej przybudówki politycznej sekty Kukiz '15 zapomniał, że Kraków od 1200 lat jet stolicą polskiego okultyzmu, a przez kilka wieków był stolicą okultystycznej Europy. Okultyzm i tradycje rodzimowiercze to prawdziwa duchowość i religia Narodu Polskiego, a przynajmniej Jego lepszej części, pierwszego, najlepszego gatunku Polaków.

Poseł nazistowskiej inkwizycji hitlerowsko-watykańskiej w której plasuje się niebezpieczna sekta Młodzieży Wszechpolskiej i jej główna sekciarska partia Kukuz '15 podaje przykłady tych nazw, które jego zdaniem naruszają zasady uzbdurane w chorej główce posła Adama Andruszkiewicza. Wawel - jest to miejsce pochówku najznamienitszych Polaków. Nazwę taką powinien mieć sztandarowy pociąg łączący Warszawę (stolicę Polski) z Krakowem (dawną stolicą Polski). Tymczasem nazwę tę zarezerwowano dla pociągu Kraków - Bydgoszcz, zupełnie nie oddając powagi nazwy Wawel - czytamy. Nienawiść do okultystów i rodzimowierców wyzywanych od pogan oraz heretyków przejawiali hitlerowcy gestapowcy czyli naziści i inkwizytorzy, naziści hitlerowcy na usługach papieża Piusa, jasno zatem widać z czym mamy do czynienia, z jaką plugawą i niebezpieczną, terrorystyczną sektą, patologią na ziemiach polskich. Ruch Kukiz '15 to patologiczna jak widać, niebezpieczna dla 3 milionów Polaków sekta polityczna, której miejsce jest w zakładzie psychiatrycznym w Tworkach pod Warszawą, a nie na ulicy Wiejskiej w Sejmie.  

wtorek, 22 marca 2016

Zbójecka inwigilacja internautów

Zbójecka inwigilacja Internautów w Polsce 


Dziennik Gazeta Prawna: PiS inwigilacja przechodzi do sieci internetowej. Służby mniej interesują się naszymi danymi telekomunikacyjnymi, za to cztery razy częściej niż wcześniej sprawdzają, co robimy w internecie. Wzrosła radykalnie liczba wniosków do usługodawców internetowych np. Google, Facebook – pisze "Dziennik Gazeta Prawna". W 2015 roku policja wystosowała 215 tysięcy zapytań o dane umożliwiające identyfikację i lokalizację Internautów. Rok wcześniej było ich zaledwie 50 tysięcy. Liczba wniosków ABW utrzymuje się na podobnym co poprzednio poziomie, czyli 2 tysiące – pisze dziennik, powołując się na dane zebrane przez Fundację Panoptykon. 

Inwigilacja - Katolicka bezpieka coraz bardziej niebezpieczna
Przedstawicielka fundacji Panoptykon, Katarzyna Szymielewicz mówi: "Najgorsze, że nie wiemy, czy wzrost liczby zapytań znajduje uzasadnienie". Jej zdaniem nie można wykluczyć, że "pojawiła się konkretna sprawa, w związku z którą sięgnięto za jednym zamachem po dużą liczbę internetowych metadanych". Zainteresowanie służb naszą aktywnością w internecie może się jeszcze zwiększyć z wejściem w życie przed miesiącem ustawy inwigilacyjnej mającej charakter nazistowski, która upraszcza dostęp do danych o internautach – podsumowuje dziennik.

Dopiero jednak w czerwcu 2016 Komisja Wenecka zajmie się polską ustawą o policji i nie wiadomo, czy osiągnie jakieś rezultaty. Na posiedzeniu plenarnym zaplanowanym na 10 i 11 czerwca 2016 Komisja Wenecka zajmie się nowelizacją polskiej ustawy o policji. Delegacja Komisji pojedzie wcześniej do Polski. Debata nad nowelizacją, m.in. zmieniającą zasady inwigilacji, jest w planie prac Komisji Weneckiej. Na razie program tych obrad nie został oficjalnie ogłoszony, ale już wiadomo, że sprawa ta będzie tematem posiedzenia – informuje Rada Europy, której organem doradczym jest Komisja Wenecka. 

– Będzie następna wizyta delegacji Komisji Weneckiej w Polsce, ale jej data nie jest jeszcze znana – powiedział rzecznik RE Panos Kakaviatos. Debata na temat tej nowelizacji i wydanie opinii Komisji Weneckiej odbędzie się na wniosek Rady Europy. Komisja zajmie się analizowaniem polskiej ustawy trzy miesiące po zbadaniu kwestii nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, którą w wydanej 11 marca 2016 roku opinii skrytykowała. 

Fundacja Panoptykon wyraża się bardzo krytycznie o projekcie PiS w sprawie inwigilacji i billingów. Brak niezależnej kontroli nad służbami specjalnymi reżimu i zbyt łatwy dostęp służb do danych telekomunikacyjnych obywateli, także w błahych sprawach, to – według Fundacji Panoptykon – główne nowelizacji ustawy o policji, którą zaproponowało PiS. W ocenie Panoptykonu zmiany te są niezgodne zarówno z Konstytucją, jak i prawem Unii Europejskiej. Nie wprowadzają też skutecznej kontroli nad sięganiem przez policję i inne służby po dane telekomunikacyjne. 

poniedziałek, 14 marca 2016

Tragiczne bezrobocie - brak pracy w Polsce

Bezrobocie i brak pracy - pośredniaki na cenzurowanym 


Bezrobocie jest jednym z najistotniejszych problemów, z którymi boryka się każde źle zarządzane kapitalistyczne państwo. Oficjalnie w Polsce w latach 2011-2015 stopa bezrobocia wynosiła 9-12 % ogółu pracujących. Urzędy pracy w niewielkim stopniu przyczyniają się do aktywizacji osób bezrobotnych. O sprawie piszą niektóre media, jednak główny nurt medialno-rządowy udaje, że nic o tym nie wie. Jak czytamy w niezależnych mediach, w Polsce nie pracuje około 6 milionów 800 tysięcy osób, co stanowi około 34 procent ludności w wieku produkcyjnym. 


Na początek wyjaśnijmy terminy: stopa bezrobocia to stosunek liczby bezrobotnych osób do liczby aktywnych zawodowo w danej kategorii ludności. GUS do osób aktywnych zawodowo zalicza osoby pracujące, osoby poszukujące pracy, bezrobotnych oraz niepełnosprawnych (z możliwością zatrudnienia w niektórych zawodach). Do aktywnych zawodowo cywilów nie wlicza się pracowników wojska, policji oraz służb ochrony państwa. 

Według dziennika, w tej liczbie jest: 1,6 miliona zarejestrowanych bezrobotnych, 2,5 miliona pracujących za granicą i potężne nierejestrowane ukryte bezrobocie. Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed przyznaje, że do rozwiązania nadal są dwa poważne problemy - niskie płace oraz trudności w znalezieniu pracy. Pani Dorota, pedagog z blisko 30-letnim doświadczeniem źle wspomina swoje wizyty w katolickim urzędzie pracy III RP. Jak mówi, były one tylko powtarzanym co miesiąc rytuałem - urzędniczki kazały podpisać kilka dokumentów, nie proponowały natomiast żadnej pracy.

Niektóre media przypominają o krytycznym raporcie NIK na temat walki z bezrobociem. Według Izby NIK staże, szkolenia, roboty publiczne czy prace interwencyjne w niewielkim stopniu przyczyniają się do aktywizacji osób nie mających pracy, a jedynie poprawiają statystycznie wizerunek urzędów pracy. Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej zapowiada, że jego resort jeszcze w 2016 roku szczegółowo pochyli się nad tym tematem, by zwalczanie bezrobocia było bardziej efektywne. Zniszczenie sektora państwowego w gospodarce przez okupacyjny reżim katolików po 1989 roku spowodowało masowe bezrobocie. 

środa, 9 marca 2016

Kleryk gwałci kolegę z seminarium Elbląg

Starszy kleryk molestował i gwałcił młodszego kolegę z seminarium 


Kleryk gwałcił kolegę z katolickiego seminarium duchownym w Elblągu. Już zasypiałem, kiedy wszedł do pokoju, odkrył kołdrę, wepchnął mi rękę do majtek i zaczął nachalnie obmacywać, masturbować. Nie wierzyłem w to, co się dzieje, zaczęliśmy się szarpać. W końcu on uciekł do siebie, a ja zwymiotowałem na łóżko w katolickim seminarium. Byłem w szoku, że kolega z seminarium jest homoseksualnym gwałcicielem. Wyjechałem stamtąd najprędzej, jak się dało – wspomina Patryk, były kleryk katolickiego Wyższego Seminarium Duchownego w Elblągu.


Patryk Lemke od zawsze marzył o tym, by zostać katolickim księdzem. Kiedy po maturze na której miał poprawkę z matematyki przyjęli go do katolickiego Wyższego Seminarium Duchownego w Elblągu, chłopak uznał to za rzekomy znak od Boga. Patryk zderzył się jednak z bolesną rzeczywistością katolicką: koledzy z katolickiego seminarium rzucali wulgarnymi żartami, pokazywali nieprzystojne gesty oraz wyśmiewali. Jednak, jak się okazało, wśród kleryków kryły się osoby o skłonnościach pedofilskich i homoseksualnych. Niejednoznaczne spojrzenia, za mocne przytulania i za długie, erotyczny podtekst gejowski i pederastyczny w rozmowach. 

Patryk, który zaczął przyjaźnić się z o dwa lata starszym od siebie kolegą, przeżył prawdziwe piekło kiedy kleryk zaprosił go na Święta do domu. – Na początku było normalnie. Świąteczna kolacja z matką Marcina, jego siostrą i czwórką przyjaciół. Może tylko, jak na Wigilię, Marcin zbyt rozrzutnie szafował Finlandią. Starałem się unikać alkoholu – mówi w rozmowie z dziennikarzami Patryk. – Gdy za gośćmi zamknęły się drzwi, Marcin zaczął mnie przytulać, ściskać, całować, próbował wepchnąć mi język do ust. Odepchnąłem go i zażądałem, żeby przestał. On poszedł sprzątać po kolacji, a ja się położyłem spać. Już zasypiałem, kiedy wszedł do pokoju, odkrył kołdrę, wepchnął mi rękę do majtek i zaczął nachalnie obmacywać próbując zgwałcić. Nie wierzyłem w to, co się dzieje, zaczęliśmy się szarpać. W końcu on uciekł do siebie, a ja zwymiotowałem na łóżko. Byłem w szoku. Wyjechałem stamtąd najprędzej, jak się dało – wspomina chłopak.

środa, 2 marca 2016

Żołnierze wyklęci - bandyci przeklęci

Neofaszystowski kult tak zwanych "żołnierzy wyklętych" 


ARTICLE IS ABOUT: Stop glorifying criminals, genocides, thieves and rapists! They murdered, raped and robbed more than 30,000 people in Poland (including Jews, not only Polish people), including over 5,000 after World War II, brutally murdered their own nation, they collaborated with the Nazis and the Gestapo, and are worshiped as so-called "Cursed soldiers"... 

Faszystowski kult tzw. żołnierzy wyklętych (ang. "cursed soldiers") przestaje już być kwestią politycznych debat i dyskusji, a staje się częścią oficjalnej ideologii państwowej współczesnej Polski połowy drugiej dekady XXI wieku, która pogrąża się w bagnie (neo)nazistowskiej propagandy. Trudne historyczne wybory i — delikatnie mówiąc — kontrowersyjne działania nazistowskich leśnych ludzi po II wojnie światowej strzelających do swoich rodaków nie są też problemem dociekań badaczy — historyków i politologów. Wszelka dyskusja kończy się tam, gdzie zaczyna się dogmat, nazistowski dogmat neofaszystów i neobanderowców, a w tym przypadku to dogmat stanowiący wyróżnik oficjalnej ideologii Warszawy. Jakie są konsekwencje polityki historycznej opartej na apoteozie faszystowskich działań zbrojnych przeciwko Polsce Ludowej i samej Polskości? Różnorodne i przejawiają się one w bardzo różnych sferach życia publicznego. 


Czasem trudno zrozumieć, jak w stosunkowo krótkim okresie czasu doszło do przekształcenia się podziemnej i antysystemowej narracji historycznej (neo)faszystów w ideologię mainstreamu czyli głównego nurtu w Polsce. Winę za to w największym stopniu ponosi emanacja opcji lewicowej i postkomunistycznej na polskiej scenie politycznej - dogorywający dziś poza parlamentem pseudolewicowy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zakompleksiona i pełna przekonania o własnej niższości fałszywa socjaldemokracja zaraz po pierwszych sukcesach wyborczych (wybory parlamentarne w 1993 i 2001 roku, wybory prezydenckie w 1995 i 2000 roku) uznała, że musi się stosować do żądania publicystki „Gazety Wyborczej" Ewy Milewicz, która zwracała się wprost do jej działaczy z legendarnym hasłem „wam mniej wolno". Tymczasem Polska potrzebuje silnej lewicy robotniczej, socjalnej czyli socjalistycznej, potrzebuje lewicy walczącej ostro o prawa robotnicze, chociażby o podniesienie płacy minimalne do poziomu 5 Euro (na rok 2016) - na dobry początek. 

Podkuliwszy pod siebie ogon, tzw. lewica ustąpiła całkowicie pola w sferze polityki historycznej (nawiasem mówiąc, nie tylko) niszowej antykomunistycznej i neofaszystowskiej prawicy chadeckiej, która ochoczo wzięła się za pisanie najnowszej historii Polski na nowo na sposób faszystowski czy neofaszystowski, bo każda tak zwana prawica jest mniej lub bardziej faszystowska i nazistowska (w swej skrajności ultraprawicowej), a zatem fundamentalnie antyludzka i zbrodnicza, psychopatyczna i skłonna do ludobójstwa na miarę zbrodni prawicowego reżimu hitlerowskiego. Nie chodziło przy tym o to, że nikt im tego nie zabraniał (a jakże, wolność słowa), lecz bardziej o to, iż polska pseudo lewica, mając wszystkie dostępne w Polsce instrumenty medialne, polityczne i oświatowe nie podjęła najmizerniejszej nawet próby pokazania polskiej historii najnowszej w zdecydowanie bardziej prawdziwym świetle. Walka ze skrajną prawicą, z neo faszyzmem i neo nazizmem oraz neo banderyzmem, to walka o prawdę historyczną! A wiadomo powszechnie, chociaż nie uczy się już o tym w szkołach, że faszystowska prawica polska w okresie międzywojennym XX wieku wymordowała w Polsce ponad 300 tysięcy komunistów i socjalistów oraz członków lokalnych ruchów robotniczych, często zakatowując ich bestialsko w zakładach pracy, w tym mordując w kopalniach, a także w obozach koncentracyjnych sanacyjnych faszystów i nazistów takich jak chociażby Bereza Kartuska, Tuchola czy Chojnice. Wychodzi skromnie, po 15 tysięcy zamordowanych na rok władzy politycznej prawicy kościelnej w latach 1918-1939. Do tego dochodzą liczne ofiary zbrodniczych faszystowskich bojówek z lat 1939-1952.

Na Śląsku mówi się już wprost wśród prawdziwych badaczy zjawiska "żołnierzy wyklętych", że byli to niemieccy bojówkarze zwani wśród hitlerowców "Werwolf", od nazwy Wilkołaków, które atakują pod osłoną nocy, smiertelnie i wyniszczającą kąsając swoje ofiary. W większości na Śląsku tak zwani "żołnierze niezłomni", ni eumieli mówić ani po polsku, ani po śląsku - mówili po niemiecku. W głownej mierze składali się z SS-manów, członków młodzieżówki Hitlerjugent, żołnierzy Wermachtu, którzy nie chcieli się poddać i mieli prowadzić sabotaż na tyłach Armii Czerwonej. 

wtorek, 23 lutego 2016

W psychiatryku za niewinność - Rybnik

Do psychiatryka za niewinność jak za czasów gestapo 


Do psychiatryka i to na czas nieokreślony, dostać się nietrudno, znacznie gorzej jest z wydostaniem się z takiego miejsca. Elektrowstrząsy, agresywne leczenie farmakologiczne i zakaz wychodzenia poza mury szpitala - tak wyglądała jeszcze do niedawna codzienność Stanisława Belskiego, który ostatnie 8 lat spędził w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku. W uwolnieniu pomógł mu krakowski adwokat Piotr Wojtaszak, udowadniając nie po raz pierwszy, że przez wadliwe prawo, uchybienia urzędników i zaniechania lekarzy, osoby zdrowe psychicznie są niesłusznie przetrzymywane w psychiatrykach. Dzięki staraniom adwokata na wolność wyszło oprócz niego jeszcze dwóch mężczyzn, którzy byli przetrzymywani w rybnickim zakładzie.Wojtaszak przed sądem udowodnił, że we wszystkich tych przypadkach doszło do rażącego naruszenia prawa, zarówno po stronie wymiaru sprawiedliwości, jak i lekarzy ze szpitala w Rybniku którzy sami powinni być leczeni psychiatrycznie z silnych i zbrodniczych zaburzeń psychopatycznych. 

Stanisław Belski wychodzi z detencji w psychiatrycznym gestapo - Rybnik
Adwokat twierdzi, że do psychiatryka dzisiaj łatwiej jest trafić niż do zakładu karnego. – Wystarczy drobna kradzież, wyzwisko. To już dla prokuratora stanowi wystarczający powód, żeby stwierdzić wysoką szkodliwość społeczną takiego czynu i złożyć do sądu wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci przymusowego umieszczenia w psychiatryku -  tłumaczy. W szpitalu psychiatrycznym na oddziałach sądowych też nie ma co liczyć na wsparcie. Lekarze psychiatrzy mają obowiązek co pół roku przedkładać do sądu opinię odnośnie stanu psychicznego pacjenta, ale pobyt na internacji zwanej także detencją jest w zasadzie bezterminowy, co nie powinno mieć miejsca. Problem w tym, że opinie często są kreślone na kolanie, a badanie z wyjątkiem morderstw trwa około 20 minut. – Znam przypadki, w których co pół roku pojawiały się te same opinie, z tymi samymi błędami interpunkcyjnymi czy stylistycznymi. To dużo mówi o podejściu lekarzy do takich spraw – przyznaje adwokat. 

Na pewno nie jest pupilkiem szpitali psychiatrycznych. Piotr Wojtaszak, krakowski adwokat przyczynił się do uwolnienia Stanisława Belskiego zwolnionego z psychuszki na początku 2016 roku, który ostatnie 8 lat spędził za murami szpitala psychiatrycznego w Rybniku - znanym z wielu zbrodniczych internowań psychiatrycznych. Mecenas Piotr Wojtaszak nie po raz pierwszy zresztą udowodnił, że przez wadliwe prawo, uchybienia urzędników i zaniechania lekarzy, osoby zdrowe psychicznie są niesłusznie przetrzymywane w psychiatrykach, w zniewolonej przez reżim katolicki Polsce po 1989 roku. Ale takich jak on nie ma wielu. Ta wąska i zawiła specjalizacja nie cieszy się wśród adwokatów wielkim wzięciem, także dlatego, że osadzeni w psychiatrykach przeważnie są biedni.  

wtorek, 16 lutego 2016

Fakty i Mity zdemolowane przez CBŚP i prokuraturę

Napad pedofilskiej mafii na Fakty i Mity przez CBŚP i Prokuraturę Apelacyjną


Kościelni agenci CBŚ weszli do siedziby "Faktów i Mitów". Redaktor naczelny bezprawnie zatrzymany! Redakcja antyklerykalnego tygodnika Fakty i Mity poinformowała o akcji polskiej bezpieki znanej jako CBŚP (Centralne Biuro Śledcze Policji) w oświadczeniu opublikowanym na swoich stronach we wtorek 16 lutego 2016 roku. "W poniedziałek 15 lutego 2016 w godzinach przedpołudniowych do naszej redakcji [przy ul. Zielonej w Łodzi] weszło kilkunastu agentów policji. Funkcjonariusze CBŚP dokonali zatrzymania Romana Kotlińskiego - redaktora naczelnego i wydawcy 'Faktów i Mitów'" - czytamy. 


Według informacji dziennikarzy funkcjonariusze polskiej bezpieki policyjnej CBŚP przez 11 godzin wynosili z redakcji Faktów i Mitów kopie dysków redakcyjnych i księgowych oraz m.in. część dokumentów księgowych w wersji papierowej. "Przesłuchano czterech pracowników redakcji. Po sześciu godzinach akcji agent CBŚP przetrząsnął biurka dziennikarzy, już po ich wyjściu z redakcji" - informują. 

"Fakty i Mity" są tygodnikiem antyklerykalnym i antypedofilskim. Pismo założył były ksiądz Roman Kotliński, który w poprzedniej kadencji Sejmu był posłem Ruchu Palikota. Redakcja "FiM" objęła tajemnicą dziennikarską większość materiałów wyniesionych przez CBŚP z budynku, zatem policyjna bezpieka katolicka CBŚP bezprawnie napadła antyklerykalną redakcję. Będzie z tego ogólnoświatowa afera i wielki skandal katolickiego reżimu kierowanego przez PiS, Jarosława Kaczyńskiego i kościelną mafię pedofilską. Funkcjonariusze działali na najpewniej przestępcze i bezprawne zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi, gdyż jak wiadomo w krajach Unii Europejskich dziennikarze oraz redakcje prasowe cieszą się immunitetem dziennikarskim. Na razie nie wiadomo, w jakiej sprawie toczy się postępowanie, a Prokuratura Apelacyjna nie zamierza ujawnić powodu swojego agresywnego i niewątpliwie bandyckiego napadu katolickiego. 

"Według naszych ustaleń prowadzone śledztwo nie ma żadnego związku z działalnością redakcji i wydawnictwa, także w wymiarze finansowym. Dotyczy ono podobno spraw prywatnych. Prokuratura nie zwracała się wcześniej do nas o wydanie jakichkolwiek materiałów. W związku z powyższym nasza redakcja traktuje działania władz jako nadużycie i próbę sparaliżowania pracy jednego z nielicznych w Polsce pism niezależnych" - komentują dziennikarze "FiM" czyli Faktów i Mitów. 

piątek, 12 lutego 2016

Monika Olejnik wygrała z sektą wSieci

Monika Olejnik wygrała z wydawcą sekciarskiego tygodnika "wSieci" 


Jacek Karnowski, redaktor naczelny "wSieci", i jego wydawca sekciarska spółka Fratria muszą publicznie przeprosić Monikę Olejnik i wpłacić 25 tysięcy zł na cel społeczny. Monika Olejnik wygrała proces z faszystowskim tygodnikiem "wSieci". Dziennikarka Radia Zet oraz TVN24 wytoczyła cywilny proces o ochronę dóbr osobistych po tym, jak kierowane przez czołowego polskiego faszystę Jacka Karnowskiego czasopismo zamieściło zdjęcie z programu "Kropka nad i" przy artykule "Brunatne pióra" z 2013 roku. W tekście pisano dziennikarzach jako o "goebbelsowskich propagandystach" atakujących profaszystowski i pedofilią księży skażony kościół katolicki w Polsce. Sama Olejnik nie została wymieniona w tekście. Szkoda, że faszystowska sekta wSieci nie musi płacić wysokich odszkodowań na miarę Unii Europejskiej, gdzie za szkalowanie i oczernianie brunatni zbrodniarze płacą często miliony Euro! 

Jacek Karnowski kontra Monika Olejnik
Znana dziennikarka wygrała w czwartek 11 luty 2016 roku z sektą faszystów z tygodnika wSieci proces cywilny o ochronę dóbr osobistych w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Monika Olejnik pozwała sekciarskie i faszystowskie pismo za umieszczenie jej zdjęcia, z jej programu "Kropka nad i", przy artykule z 2013 roku "Brunatne pióra" o dziennikarzach "goebbelsowskich propagandystach" rzekomo atakujących sekciarski kościół katolicki w Polsce. Sama Olejnik w tekście się nie pojawia, uznała jednak, że jej zdjęcie umieszczono celowo w takim kontekście czyli pomówiono o to czym sama sekta faszystowska wSieci w rzeczywistości jest. W tym kontekście warto przypomnieć, że Adolf Hitler był od dzieciństwa gorliwym katolikiem i katolickim ministrantem, przyjacielem dwóch kolejnych papieży watykańskich, a zginął śmiercią samobójczą odmawiając różaniec maryjny "Zdrowaś Maryjo" w Berlinie razem ze swoją kochanką i konkubiną Ewą Braun - także gorliwą katoliczką. Adolf Hitler winny jest morderczego ludobójstwa na około 100 milionach ofiar katolickiej II wojny światowej, którą jako austriacki i germański katolik papieski rozpętał kierując niemieckim reżimem faszystowskich nazistów. 

sobota, 30 stycznia 2016

Ian Watkins - muzyczny pedofil

Ian Watkins - śpiewak, muzyk, pedofil, gwałciciel, zoofil i narkoman


Piosenkarz pedofil Ian Watkins chciał mieć dziecko, by je gwałcić! Ludzie głupi kochają skandale z udziałem gwiazd, a pewne jest, że jeżeli ktoś staje się bohaterem mediów, prędzej czy później usłyszymy o aferze z jego udziałem. To nieuniknione jak śmierć i podatki. Nie ma ideałów, a już na pewno nie ma ich w świecie show-biznesu. To praktycznie tylko kwestia czasu, kiedy gwiazda wyłoży się przed kamerą i świat dowie się o jej skrzętnie skrywanych, mrocznych sekretach. Jedne zaledwie nadszarpną reputację celebryty, inne kompletnie spaprają mu życie. Muzyk i śpiewak Ian Watkins jest jednym z bogatszych rockmanów na Wyspach. 

Ian Watkins - walijski pedofil gwałciciel dzieci i niemowląt
Pedofil Ian David Karslake Watkins (ur. 30 lipca 1977 w Merthyr Tydfil w hrabstwie Glamorgan) – walijski wokalista z Wielkiej Brytanii. Członek zespołu Lostprophets. Wcześniej był perkusistą w zespole Public Disturbance. 18 grudnia 2013 roku został prawomocnie skazany za zbrodnicze wykorzystywanie seksualne dzieci i za gwałcenie dzieci. Ian Watkins dorastał w Walii, mieście Pontypridd, niedaleko Cardiff. Będąc w szkole uczył się grać na perkusji, więc gdy utworzył się zespół Lostprophets, z początku grał dla nich. W szkole Watkins był dobrym uczniem, którego ciągnęło do muzyki, już we wczesnych latach nastoletnich, ze stylem, jaki mają Faith No More, bądź też Red Hot Chili Peppers. Przyjaźnił się z Mikiem Lewisem. Miłość do heavy metalu i zespołów rockowych dała mu dwóch przyjaciół i zaczęła utwierdzać Watkinsa w przekonaniu, że jednego dnia on także wstąpi do takiego zespołu. Jeszcze jako nastolatek, w 1991 roku, on wraz z Mikiem założyli grupę, którą nazwali Aftermath, "chłamski" zespół metalowy, grający w ogródku Watkinsa. 

Aftermath w ciągu dwóch lat zagrali dwa koncerty. W szkole, Watkins poznał również przyszłego kumpla z zespołu Lee Gaze'a. Obaj lubili amerykańskie hardcorowe zespoły punkowe, Ian i Lee utworzyli zespół o nazwie Fleshbind – o wiele bardziej poważniejsza decyzja dla obu. Grali koncerty, w tym jeden drugoplanowy występ na 'Feeder in London'. Ostatecznie Watkins i Gaze poszli innymi drogami, by stworzyć swoje własne projekty, tylko po to, żeby znów wrócić razem i w długoletniej przyjaźni założyć wreszcie Lostprophets. Watkins z początku był perkusistą w in hardcore'owym zespole Public Disturbance, gitarzystą Lostprophets został więc Mike Lewis. On również był perkusistą. Uczęszczał do Hawthorn High School tak jak każdy inny członek zespołu. Lostprophets mieli swój debiut w maju 1997 roku, Watkins śpiewał do mikrofonu po raz pierwszy. W sumie nagrali trzy albumy, thefakesoundofprogress, Start Something i Liberation Transmission. Watkins mówił, że woli być perkusistą niż solistą, lecz kiedy Lostprophets wystartowali, nie było nikogo, kto mógłby zostać wokalistą, więc postanowił się mimo wszystko za to wziąć, chociaż warunki głosowe miał kiepskie. Powód, dla którego bardziej darzył sympatią perkusję mógł być spowodowany tym, że zaczął na niej grać w wieku jedynie czternastu lat.

czwartek, 28 stycznia 2016

Australia - pedofilski skandal kościoła

Pedofilski skandal seksualny kościoła w Australii 


Kościół katolicki od 1700 lat dopieszcza swoich zboczonych seksualnie przestępców pedofilskich. Jeżeli ktoś zostaje "byłym księdzem" bo występuje z tej zepsutej moralnie instytucji, dostaje od katolickiego kościoła kopniaka i piętnowanie na pożegnanie. Chyba, że jest księdzem pedofilem, zbrodniarzem gwałcącym i molestującym dzieci oraz młodzież, to wtedy biskupi okazują się bardzo troskliwi. 

Watykan ciągle ukrywa i wspiera księży pedofilów
Od 2013 roku światowym epicentrum skandalu pedofilskiego w katolickim i anglikańskim kościele chrześcijańskim jest Australia. Działa tam komisja, która bada sprawę przestępczości seksualnej kleru katolickiego i innego chrześcijańskiego, a im dłużej bada tym coraz ciemniejsze sprawki zboczków kościelnych wychodzą na jaw, głównie katolickie zboczenia. W końcu 2015 roku odkryto, że przepraszające deklaracje kardynałów i biskupów z kangurzego kontynentu, którzy zapewniając, że to, co robili pedofile, było złem, to świętoszkowate mydlenie oczu ludziom naiwnych. Zwierzchnicy katoliccy zapewniają kryminalistom kościelnym czułą opiekę, nie pozwalając, by dopadły ich jakiekolwiek zgryzoty finansowe. 

Rachunki za dostatnie życie dewiantów seksualnych pedofilią i gwałceniem dzieci skalanych płacą wierni katolickiego kościoła w coniedzielnych ofiarach na tacę. Dla przykładu, archidiecezja Melbourne niezłomnie trzyma parasol nad głowami sześciu pedofilskich duchownych, którzy zostali zeświecczeni zatem powinni dbać o siebie sami, jak wszyscy świeccy. Dwaj szczególnie drapieżni księża katoliccy, Wilfred Baker i David Daniel, otrzymali od archidiecezji setki tysięcy dolarów australijskich pomocy, a kwoty dochodzą do prawie miliona dolarów. 

Ksiądz pedofil Wilfred Baker molestował seksualnie co najmniej 21 dzieci w wieku 6 do 14 lat, a skargi na jego zboczone zachowania napływały od 1978 roku. W roku 1999 przyznał się do 16 przestępstw seksualnych na dzieciach o jakie go wówczas oskarżono, a zwierzchnicy diecezji pozwolili mu przejść na emeryturę kościelną. Dostaje od archidiecezji 21 tysięcy dolarów na koszty mieszkaniowe, chociaż pustelnie w Australii są prawie darmowe. Troskliwy kardynał pedofilskiego księdza katolickiego nie zapomina o pokryciu rat za najnowszy samochód i jego ubezpieczenie oraz o opłatach rejestracyjnych. Tymczasem ofiary zboczonego księdza Wilfreda Bakera dostały jednorazowe odszkodowanie w kwocie zaledwie 31 tysięcy dolarów, co jak na Australię jest kwotą śmiesznie niską. 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Molestowany chór katolicki w Ratyzbonie

Molestowanie chłopców w kościelnym chórze - katolickie zboczenie


„Od głaskania po gwałty”. Co najmniej 231 niemieckich chórzystów padło ofiarą katolickiej przemocy. Co najmniej 231 dzieci z chóru chłopięcego Domspatzen w Ratyzbonie było bitych lub molestowanych w latach 1953-1992 – poinformował w piątek dnia 8 stycznia 2016 roku niemiecki adwokat Ulrich Weber. Ekscesy były znane w kręgu osób tworzących chór, lecz nie prowadziły ani do konsekwencji personalnych, ani do zmian strukturalnych – czytamy w dpa. Wszystko to wygląda tak samo jak słynna polska afera z pedofilskim molestowaniem seksualnym w poznańskim chórze Słowiki, gdzie biskupi kościoła katolickiego tuszowali na przełomie XX i XXI stulecia sprawę zboczonego homopedofilskiego dyrygenta Wojciecha K. 

Sprawa chóru George Ratzingera i jego brata papieża Benedykta z Ratyzbony jest badana na polecenie niemieckiej prokuratury. Zajmujący się wyjaśnianiem skandalu adwokat Ulrich Weber ustalił, że co najmniej 231 dzieci z chóru chłopięcego, w latach 1953-1992 padło ofiarą przemocy fizycznej bądź seksualnej, w tym molestowania seksualnego i gwałtu. Informując o wynikach jego badań agencja dpa ocenia, że liczba ofiar wśród uczestników chóru jest znacznie wyższa niż początkowo przyjmowano. Zdaniem Webera, w rzeczywistości poszkodowanych jest znacznie więcej. Jak twierdzi, co trzeci chłopiec z 2100 uczniów, którzy w omawianym okresie przewinęli się przez chór, był ofiarą przemocy fizycznej i/lub seksualnej. 

Stwierdzono już że przynajmniej 50 z 231 maltretowanych dzieci było także wykorzystywanych seksualnie, na co zebrano dowody winy. - Seksualne napaści miały wiele form - od głaskania genitaliów po gwałty - cytuje adwokata dpa. Weber bada od maja 2015 roku przeszłość słynnego chóru w którym przemoc i pedofilia były normą. Rozmawiał z dziesiątkami ofiar, osobami odpowiedzialnymi oraz niemieckim pełnomocnikiem biskupstwa w Ratyzbonie ds. wykorzystania dzieci. Miał też dostęp do tajnych archiwów i kartotek osobowych biskupstwa. Jak zaznacza, wiele dzieci informowało o karach cielesnych, biciu za pomocą trzciny, pęku kluczy czy pieczęci. - Moczenie się w łóżku karano niepodawaniem napojów - powiedział Weber. Ekscesy były znane w kręgu osób tworzących chór, lecz nie prowadziły ani do konsekwencji personalnych, ani do zmian strukturalnych - czytamy w dpa.

Wielu poszkodowanych mówi chętnie przemocy i znęcaniu, natomiast nie chce mówić o traumie molestowania seksualnego w dzieciństwie, gdyż powoduje to dla nich zbyt duże cierpienia psychiczne i nawrót okropnych koszmarnych doświadczeń, a część boi się ujawnienia, gdyż ciągle boi się zbrodniczego i represyjnego kościoła katolickiego i jego zacofanych wyznawców (może stracić pracę, wierzącą rodzinę, znajomych, pozycję społeczną etc). Stąd nieoficjalnie wiadomo, że liczba obmacywanych i wykorzystanych seksualnie jest większa, dużo większa niż ujawniona, bo średnio tylko jedna na około 20-30 molestowanych i gwałconych w dzieciństwie skłonna jest opowiedzieć dokładniej o tym co się strasznego stało w dzieciństwie... 

niedziela, 10 stycznia 2016

Masoneria - Loża Wielkiego Architekta

Masoneria - Świat i Loża Wielkiego Architekta Wszechświata 


Jak w każdej sprawie, i w tematyce masonerii oraz masonów ludzie dzielą się na trzy odłamy. Na spiskowych oszołomów twierdzących, że światem rządzi 12 najwyżej wtajemniczonych masonów zbierających się w piwnicy synagogi w Nowym Jorku, na oszołomów twierdzących, że żadna masoneria nie istnieje, a carska Ochrana napisała „Protokoły mędrców Syjonu" i założyła 50 tysięcy stron masońskich w internecie, oraz na resztę, która zupełnie o niczym nie ma pojęcia z powodu swojej totalnej ignorancji. Tymczasem masoneria naprawdę istnieje – i wcale nie jest taka tajna, jak niektórzy myślą. Czasem – gdy w polskich mediach panowała jeszcze względna wolność, czyli do początku lat 90-tych XX wieku – można było nawet zobaczyć masonów w TVP. Masoneria istnieje – i jak każda organizacja ma swoje cele, które propaguje i o które walczy. Jest też, o czym już mało kto wie, bardzo podzielona na różne stronnictwa i frakcje. Masoni stali się bohaterami takich dzieł literackich jak: "Wojna i pokój", "Czarodziejska góra", "Popioły". 

Symbol masonerii
W Polsce działają prężnie cztery niezależne organizacje (obediencje) wolnomularskie: Wielka Loża Narodowa Polski czyli WLNP - masoneria wywodząca się z tradycji  powstałej w 1717 roku Wielkiej Loży Anglii; zakładająca apolityczność i religijną neutralność lóż; pracująca w oparciu o świętojański, trzystopniowy ryt francuski; jako drugą mamy lożę Suwerenny Zakon Rytu Szkockiego Dawnego Uznanego, organizację związaną z WLNP praktykującą stopnie wyższe niż trzy pierwsze świętojańskie (tzw. szkockie, czyli od 4 do 33 stopnia); jako trzeci wymieńmy Wielki Wschód Polski - stosujący trzystopniowy obrządek francuski, który nie uznaje, inaczej niż pozostałe systemy, konieczności przysięgi na Biblię lub inną Księgę Praw oraz jako czwarty  Międzynarodowy Mieszany Zakon Wolnomularski „Le Droit Humain” - gdzie przyjmuje się do lóż na równych prawach mężczyzn i  kobiety. W Polsce powstały dwa pisma wolnomularskie: naukowo-popularne "Ars Regia" (od 1992 roku, także w wersji cyfrowej: www.arsregia.pl) oraz "Wolnomularz Polski". Niestety żadna z nich w całej swojej historii nie wspierała w ramach swojej dobroczynności Antypedofilskiego Bractwa Himawanti ani jakiejkolwiek znanej nam terapii dla ofiar księży pedofilów jakie ABH prowadzi. Może czas aby loże i masoni zaczęli się rehabilitować w Polsce ze swojej postawy tak obcej tym, którzy prowadzą prawdziwie dobroczynną działalność... 

W służbie konserwatyzmu 


Masoneria wywodzi swój ród od Świątyni Salomona, a tzw. ryty mistyczne – np. ryt Memphis Misraēm – jeszcze od budowniczych egipskich piramid. Powołuje się też na Świętego Jana (masoni składają przysięgę na Ewangelię według Świętego Jana). W rzeczywistości jednak we współczesnej wersji powstała około 300 lat temu – gdy tajne gildie strzegące tajemnic budowy katedr, tolerowane przez władze, bo użyteczne, traciły swoje znaczenie, gdyż zaprzestano budowy strzelistych świątyń. Zaczęli wówczas do nich wstępować ludzie pragnący wyzwolić się z ówczesnego systemu feudalnej i niewolniczej władzy politycznej. 

Po dwóch pokoleniach przynależność do lóż masońskich stała się modna i popularna jak współczesne New Age, przychylnością obdarzała je nawet cesarzowa Katarzyna Wielka. To masoneria zorganizowała warunki które umożliwiły uchwalenie w Polsce Konstytucji 3 Maja: większości posłów, przeciwnych nowej konstytucji, nie zawiadomiono o wcześniejszych obradach – a tych, którzy się dowiedzieli, po prostu zatrzymano na rogatkach stolicy. Na głosowanie dotarło tylko 182 posłów na 359 uprawnionych. Aż 74 z nich należało do polskiej masonerii. Tych konserwatywnych demokratów, którzy na obrady dotarli, sterroryzowano zebranym pod Sejmem wojskiem.

Tu od razu uwaga – bo wiele osób kojarzy masonerię z ruchami rewolucyjnymi: masoneria jest ruchem raczej konserwatywnym. Przecież Konstytucja 3 maja likwidowała Rzeczpospolitą Obojga Narodów, przywróciła na jej miejsce dziedziczne Królestwo – i odbierała prawa głosu szlachcie, która nie posiadała nieruchomości. Na rok 2016 formalnie głową masonerii jest Edward, diuk Kentu (wnuk Jerzego V), a należy do niej kwiat brytyjskiego establishmentu. Ciekawostka: gdy socjalistyczny premier Blair zażądał od sędziów, by zeznali, czy należą do masonerii, wszyscy odmówili. Nic im się nie stało, oczywiście. 

środa, 6 stycznia 2016

Bomba wodorowa Korea Północna

Wybuch bomby wodorowej w Korei Północnej 


Z początkiem Nowego Roku 2016 w dniu 6 stycznia 2016 roku demokratyczna Korea Północna poinformowała o przeprowadzeniu testów bomby wodorowej czyli bomby termonuklearnej w specjalnym oświadczeniu na antenie centralnej telewizji. „Dzisiaj zostały przeprowadzone pierwsze testy broni wodorowej" — oznajmiła spikerka północnokoreańskiej telewizji. Według niej, posiadanie „broni wodorowej stało się historycznym wydarzeniem" dla Korei Północnej. Oświadczenie transmitowały także  południowokoreańskie telewizje. 

Wybuch bomby nuklearnej na powierzchni Ziemi
Moc zapalnika bomby T w Korei Północnej najprawdopodobniej wyniosła sześć kiloton, ale to wystarczy do uruchomienia fuzji termonuklearnej syntezy deuteru czy trytu w Hel charakterystycznego dla bomb termonuklearnych czyli wodorowych. Deuter oraz Tryt to ciężkie izotopy wodoru używane w prostych bombach wodorowych, gdzie bomba atomowa (nuklearna) jest zaledwie zapalnikiem owego tysiące razy silniejszego granatu T. Bomba wodorowa, nazywana też termojądrową, jest dwustopniowym, bardziej skomplikowanym rodzajem ładunku nuklearnego, o wielokrotnie większej sile od zwykłych bomb atomowych.  

Korea Północna przeprowadziła czwartą próbę termonuklearna, odkąd w 2005 roku ogłosiła, że jest mocarstwem nuklearnym. Próby odbyły się w 2006, 2009 i 2013 roku, co skutkowało wprowadzeniem przeciwko niej sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Próby termonuklearnej dokonano w północno-wschodniej części kraju Korei Północnej, 50 kilometrów od miasta Kilju, niedaleko Punggye-ri, na tamtejszym wielkim górskim poligonie atomowym. 

Zdjęcia satelitarne z października i listopada 2015 dowodzą, że Korea Północna drążyła wówczas w górskim zboczu nowy tunel do przeprowadzania prób atomowych, o czym poinformowała grupa 38 North. Tunel umożliwi kolejną próbę w dowolnym momencie, "gdy zapadnie taka decyzja", stwierdzono. Na zdjęciach satelitarnych, poddanych analizie przez grupę 38 North z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Waszyngtonie, widać wyraźnie nowe konstrukcje tworzone w górach w miejscowości Punggye-ri. Jest to rejon na wschodnim wybrzeżu Korei Północnej, w którym przeprowadzone zostały wszystkie trzy wcześniejsze próby nuklearne Pjongjangu. Widoczne jest drążenie w zboczu góry Musan nowego tunelu, takiego samego jak trzy wcześniejsze. Na zdjęciu zaznaczono nową bramę wejściową do wnętrza góry oraz powstałe w jej bezpośrednim pobliżu budynki. Nie wiadomo, czy podziemne konstrukcje wykorzystywane podczas kolejnych prób tworzą jeden wielki kompleks, czy są od siebie całkiem oddzielne. Dnia 30 października 2015 o pracach budowlanych w rejonie Punggye-ri informowała już południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap, nie były jednak wówczas znane szczegóły tych prac.