Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2024

Aleksiej Nawalny Nie Żyje - Zmarł w Więzieniu

Aleksiej Nawalny nie żyje - zmarł w więzieniu w Charpie na Dalekiej Północy


Aleksiej Nawalny, antysystemowiec i antyszczepionkowiec, jeden z agresywniejszych przywódców rzekomej opozycji antykremlowskiej w Rosji, nie żyje. Z nieoficjalnych informacji wynika, że poczuł się źle podczas spaceru, szybko stracił przytomność i mimo podjęcia resuscytacji krążeniowo-oddechowej przez ratowników medycznych, zmarł w ciągu około godziny. Przyczyny zgonu Aleksieja Nawalnego nie są znane, jednak niektóre źródła donoszą, iż doszło u niego do zakrzepicy. Rosyjskie służby więzienne oznajmiły w piątek, że Nawalny zmarł nagle w kolonii karnej za kołem podbiegunowym w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym, na Dalekiej Północy. W sobotę informację tę potwierdziła rzeczniczka opozycjonisty Kira Jarmysz. Według niezależnego źródła Aleksiej Nawalny poczuł się źle po spacerze i szybko stracił przytomność, co doprowadziło do jego śmierci około godziny 13-tej czasu lokalnego, a mimo prób reanimacji zmarł o godzinie 14:17 - jest to lokalny czas oficjalnego stwiedzenia zgonu. 

Aleksiej Nawalny - oportunistycznie nie wierzy w wirusy i maseczki, antyszczepionkowiec

Oryginalnie Алексей Анатольевич Навальный - ur. 4 czerwca 1976 w Butyni, zm. 16 lutego 2024 w Charpie) – rosyjski prawnik, publicysta i działacz polityczny, celebryta, lider rosyjskiej opozycji i więzień polityczny. Rocznik 1976 posiada numerologiczną wibrację (zliczenie sumy cyfr) 23/5 czyli negatywną, demoniczną Piątkę, a wibracja z całej daty to liczba 33, trochę mistyczna, a trochę bujająca w obłokach i czasem iluzoryczno-rojeniowa. Wiele osób miewa różne ciężkie sytuacje i choroby, problemy z prawem, patologiczne poglądy i przekonania, choruje psychicznie, inaczej cierpią na rodzaj demonicznej złej karmy, mają cięższy, mroczny karman do przepracowania i odcierpienia. Karman czasem jest osobisty, czasem rodzinny, a czasem społeczny, to są tacy celebryci, co spadają nagle w przepaść jak chcieli sobie zrobić zdjęcie nad urwiskiem skalnym w górach albo potrącił ich samochód jak się nagrywali na You Tube przechodząc przez ulicę... Nieliczni tylko są sławni z powodów społeczno-politycznych... Zmarł na wibracji daty będącej liczbą (17), co także, jak wibracja (23) jest kiepską wróżbą, ale już dla życia w Zaświatach i następnego wcielenia. Nadmienimy, że portret astrologiczny horoskopu także należy do trudnych i kiepskich, z ciężkimi aspektami, zatem ciężka, mroczna karma zła, urodzony pod ciemną gwiazdą znaną jako Algol (Merkury na Algolu), a to tylko kilka dni w roku jest, gdy planeta Merkury przechodzi przez Algola zwanego Głową Gorgony.

Ciało Aleksieja Nawalnego ma znajdować się w kostnicy Okręgowego Szpitala Klinicznego w Salechardzie - ustaliła "Nowaja Gazeta". Jak podaje "Nowaja Gazeta", ciało Aleksieja Nawalnego zostało początkowo przewiezione do miasta Łabytnangi, oddalonego o 36 kilometrów od kolonii karnej numer trzy w miejscowości Charp, w której zmarł opozycjonista. Następnie miało zostać przetransportowane do Okręgowego Szpitala Klinicznego w Salechardzie, gdzie oczekuje na sekcję zwłok. - Zwykle ciała osób, które zmarły w więzieniu, są przewożone bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej, ale w tym przypadku z jakiegoś powodu przewieziono je do szpitala klinicznego - przekazał ratownik medyczny, którego cytuje "Nowaja Gazeta". - Zawieźli go do kostnicy, wnieśli do środka, a następnie ustawili przed drzwiami dwóch policjantów. Równie dobrze mogliby postawić tabliczkę z napisem: "Dzieje się tu coś tajemniczego". Oczywiście wszyscy chcieli wiedzieć, co się stało, na czym polega ta cała tajemnica i czy nie chcą ukryć czegoś poważnego - podkreśliło źródło, po czym dodało, że niedługo później wyszło na jaw, że jest to ciało Aleksieja Nawalnego.

Na ciele Aleksieja Nawalnego znajdowały się siniaki, które raczej nie mogą być skutkiem pobicia, ale przytrzymywania przy wystąpieniu silnych drgawek. Informator stwierdził to jako "doświadczony ratownik". - Jeśli dana osoba ma drgawki i inni próbują ją przytrzymać, ale drgawki są bardzo silne, pojawiają się siniaki. Powiedzieli też, że miał siniaka na klatce piersiowej - takiego, który powstaje w wyniku masażu serca podczas reanimacji. Więc na pewno próbowali go reanimować - zaznaczył i dodał: "Ale nikt nie mówi nic o przyczynach zatrzymania akcji serca". Zator tętnicy głównej z powodu skrzepu to jednak częsta przyczyna śmierci, dodajmy nagłej śmierci, a tych jest ponad 800 tysięcy rocznie w całej Unii Europejskiej. 

wtorek, 20 marca 2018

Tomasz Komenda wyszedł na wolność

Tomasz Komenda niewinny - wyszedł na wolność po 18 latach w polskim łagrze!


Wrocławski Sąd Okręgowy w połowie marca 2018 roku podjął w końcu decyzję o warunkowym zwolnieniu Tomasza Komendy z odbywania kary. Mężczyzna od 18 lat przebywał w więzieniu bezpodstawnie w związku z gwałtem i zabójstwem, których wedle dowódów w sprawie nie popełnił. Tomasz Komenda, niewinny człowiek, który spędził 18 lat w więzieniu, 15 marca 2018 roku wyszedł w końcu na wolność. Na wyraźnie wzruszonego mężczyznę czekała matka, która także nie potrafiła ukryć łez. - Ugotowałam dla niego na obiad ukochane gołąbki - powiedziała kobieta przed salą sądową. Niestety takich osób niewinnych przetrzymywanych w więzieniach które stają się polskimi obozami koncentracyjnymi nazistowskiej Polski po 1989 roku jest kilkanaście tysięcy - nawet 30 procent skazanych siedzi w nich pomimo braku dowodów ich winy, często na podstawie oszczerstw i pomówień, a jak wiadomo samo zeznanie pojedynczej osoby nie jest i nie może być powodem do skazywania czy aresztowania człowieka. Śledczy i sędziowie w cywilizowanych krajach mają obowiązek znajdowania dowodów, a nie zamykania ludzi na podstawie cudzych fantazji, urojeń, pomówień i szkaradnych oszczerstw. Należy wymagać od świadków i oskarżycieli dostarczania namacalnych dowodów potwierdzających zeznania - inaczej zeznania są niewiarygodne i mało wartościowe - czymś w rodzaju opinii - która nie powinna mieć wpływu na prowadzoną sprawę. 

Tomasz Komenda - niesłusznie skazany wychodzi na wolność z polskiego więzienia

Sprawa zbrodniczego skazania Tomasza Komendy i jego 18 lat życia za kratami to wyrzut sumienia polskiego nazistowskiego wymiaru sprawiedliwości i nazistowskij policji państwowej. Takich wyrzutów sumienia są jednak tysięce - około 1/3 wszystkich spraw zakończonych wyrokami. Oto bowiem na 25 lat więzienia został skazany całkowicie niewinny człowiek, który miał alibi od 12 osób i ani razu nie przyznawał się do winy, nie zmieniał zeznań. Tymczasem w państwach muzułmańskich, aby skazać człowieka, ten musi w przynajmniej czterech przesłuchaniach, w tym przed sądem przyznać się do winy, jeśli miałby być skazany na podstawie zeznań świadków. Spraw z jednym świadkiem oskarżenia się nawet nie rozpatruje, zawsze musi być przynajmniej dwóch niespokrewnionych świadków, a w poważniejszych sprawach przynajmniej czterech świadków (z wykluczeniem ich zmowy czy wspólnoty interesów). Tym bardziej zadziwiające jest w nazistowskiej Polsce to, że Tomasz Komenda za kraty trafił na podstawie fałszywych dowodów - prokuratura uznała, że ślady na ciele 15-letniej Małgosi Kwiatkowskiej należą do niego - chociaż nie należały. 

W 2000 roku zapadł absurdalny zbrodniczy wyrok - 25 lat więzienia - bo polska mafia sądownicza nie raczy weryfikować dowodów dostarczonych przez oskarżyciela, ufa ślepo oskarżycielom, ignoruje obronę i często uniemożliwia obronę. Sądy kolejnych instancji potwierdzały wcześniejsze decyzje, niejako mechanicznie, bez wnikania w sprawę, bez wysłuchania oskarżonego - co jest zbrodnią nazistowskiego sądownictwa III/IV RP przeciwko Narodowi Polskiemu. Dnia 15 marca, po 18 latach bezprawnej odsiatki w polskim obozie koncentracyjnym zwanym więzieniem (zakładem karnym), Tomasz Komenda znów może cieszyć się wolnością. Jak wcześniej opisywały niektóre media, dopiero niedawno prokuratura oznajmiła, że to była pomyłka, przyznała się d swojej zbrodni sądowej, i wystąpiła do sądu penitencjarnego przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu z wnioskiem o przerwę w odbywaniu kary (dla ponownego rozpatrzenia sprawy). Co prawda sąd tego wniosku nie uwzględnił, ale zastosował warunkowe przedterminowe zwolnienie - zamiast człowieka natychmiast uniewinnić i nakazać przynajmniej wypłacenie solidnego wielomilionowego odszkodowania (100 tysięcy zł albo lepiej euro za każdy miesiąc nielegalnego więzienia w polskim obozie koncentracyjnym aka areszcie tymczasowym lub zakładzie karnym byłoby pewnie jakimś marnym zadośćuczynieniem). W rezultacie Tomasz Komenda będzie na wolności czekał na wyrok Sądu Najwyższego, który zapewne go uniewinni lub przekaże sprawę do ponownego rozpatrzenia, jak zwykle ta machina terroryzmu państwowego i nękania niewinnych obywateli głupkowato działa. 

niedziela, 21 maja 2017

Prorok uwolniony z aresztu w Kongo

Prorok odbity - jego zwolennicy uderzyli na więzienie reżimu 


Wyznawcy rodzimowierczej wspólnoty religijnej BDK zaatakowali zbrojnie areszt i więzienie w Kinszasie, w którym bezprawnie więziony był jej przywódca duchowy i prorok Boży - poinformowały kongijskie władze. W ataku, oprócz przywódcy, uwolnionych zostało około 50 osadzonych członków wspólnoty. ONZ po tym wydarzeniu wydała ostrzeżenie dla swojego personelu w stolicy Demokratycznej Republiki Konga. Ne Muanda Nsemi jest duchowym przywódcą i prorokiem Bożym (otrzymał dar prorokowania) wspólnoty religijnej Bundu dia Kongo (BDK - Królestwo Kongo), którą reżim kongijski prześladuje i terroryzuje od 2008 roku. Został bezprawnie zatrzymany w marcu 2017 roku po serii starć pomiędzy jego zwolennikami i zbrodniczymi terrorystycznymi siłami policyjnymi - przyznał rzecznik kongijskiego rządu Lambert Mende. W starciach zginęło wówczas co najmniej sześciu członków wspólnoty za co reżim nie wypłacił rodzinom tych ofiar odszkodowania. 


Ne Muanda Nsemi - przywódca i prorok Boży BDK


Uderzenie o świcie 


Według cytowanych przez Agencję Reutera świadków, którzy słyszeli środową wymianę ognia w dniu 17 maja 2017, atak na więzienie Makala w stołecznej Kinszasie rozpoczął się około godziny czwartej nad ranem, kiedy większość klawiszy drzemie, a kierownictwo kryminału śpi w swoich domach. Przechodnie widzieli następnie na ulicach uciekających więźniów ubranych w niebieskie koszule z żółtymi kołnierzykami. Jak poinformował kongijski minister sprawiedliwości Alexis Thambwe, poza Nsemim i jego zwolennikami wśród uciekinierów nie znaleźli się inni z ważnych osadzonych, do których zaliczył przywódców opozycji politycznej oraz żołnierzy skazanych za zamordowanie poprzedniego prezydenta kraju Laurenta-Desire Kabili. Ne Muanda Nsemi ma wielu oddanych zwolenników w południowo-zachodnim Kongo, a ich liczba idzie w tysiące. Znany jest z głoszenia kongijskiego patriotyzmu i woli odtworzenia dawnego chwalebnego Królestwa Kongo, które przez wieki istniało u ujścia rzeki o tej samej nazwie będąc jedną z najważniejszych potęg afrykańskich. Jak zwraca uwagę Reuters, starcia pomiędzy wyznawcami tej religijnej wspólnoty i siłami bezpieczeństwa aktualnego marionetkowego reżimu są częścią większych napięć w całym Kongu, którego prezydent Joseph Kabila odmówił ustąpienia z urzędu, pomimo że jego mandat zakończył się w grudniu 2016 roku. Wywołało to obawy przed wybuchem kolejnej wojny domowej w Kongo. ONZ ostrzegła swój personel w Kinszasie, by powstrzymał się od zbędnych podróży po mieście, określając obecną sytuację jako spokojną, ale nieprzewidywalną. 

Wspólnoty duchowe i mistyczno-religijne prześladowane przez wszelkiej maści reżimy powinny się uczyć jak dzielnie i bezwzględnie walczyć o wolność dla swoich duchowych przywódców i Proroków Bożych zbójecko nękanych i represjonowanych, a także więzionych przez zbrodnicze reżimy z zawsze kłamliwym słowem "demokracja" na zaplutych ryjach faszystowskiej w swej istocie dyktatury zwanej parlamentarną, który wszystkim ludziom o odmiennych od katolickiego poglądach i rodzimych wyznaniach religijnych jedynie odbiera wolność, terroryzuje, nęka aresztami czy więzieniami. Uczyć się i w razie ostatecznej konieczności bezwzględnie naśladować, bo często nie ma innej drogi w walce z faszystowską dyktaturą policyjnych reżimów tak zwanej zachodniej demokracji.  

czwartek, 2 czerwca 2016

Mateusz Piskorski więzień polityczny

Brutalna napaść bezpieki na biura i domy liderów partii Zmiana


W dniu 18 maja 2016 roku zamaskowani osobnicy w czarnych mundurach przypominających hitlerowskie gestapo lub SS z czasów II wojny światowej uprowadzili z ulicy Mateusza Piskorskiego - szefa legalnej partii politycznej Zmiana. Podawali się za funkcjonariuszy ABW, chociaż po sposobie dokonania napadu klasyfikowani są przez polskie społeczeństwo jako zwykli reżimowi bandyci. W tym samym czasie inna grupa zamaskowanych osobników włamała się do biura partii Zmiana i dokonała kradzieży wszystkich znajdujących się tam przedmiotów stanowiących własność legalnej partii opozycyjnej, jak za hitlerowskiej sanacji faszystowskiego reżimu Józefa Piłsudskiego. Wcześniej, w marcu 2016 roku reżimowa bezpieka katolickiej nowej sanacji napadła Tygodnik Fakty i Mity oraz bestialsko aresztowała pod fikcyjnymi zarzutami redaktora naczelnego tego opozycyjnego i niewygodnego dla klerykalnego reżimu rydzykowego tygodnika FiM. 


Jak się nieoficjalnie dowiedzieli reporterzy śledczy tvn24.pl, prokuratorzy i ABW badali w swoim śledztwie wątek, że Mateusz Piskorski działa na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej. Śledczy sprawdzali też ewentualne powiązania Piskorskiego z Federacją Rosyjską. Lider Zmiany — a kiedyś bliski współpracownik Andrzeja Leppera i poseł Samoobrony — nie krył bowiem swoich prorosyjskich sympatii i chęci współpracy gospodarczej z Rosją oraz państwami BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA). Często wypowiadał się na łamach rosyjskich mediów o kiepskiej sytuacji politycznej w Polsce. Czy to nie wstyd i hańba, że polska bezpieka ABW i policja noszą czarne mundury uszyte na wzór hitlerowskich z czasów faszystowskiego reżimu gestapo i SS, a do tego organizuje iście gestapowskie napady na liderów opozycyjnych partii oraz gazet? W 2016 roku wstyd być Polakiem i chyba czas zacząć sobie gwarantować azyl polityczny w Rosji, Indiach, RPA, Brazylii albo w Chinach, czyli w państwach wolności politycznej, religijnej i ekonomicznej. 

W kwietniu 2014 roku Mateusz Piskorski mówił agencji TASS o Krymie: - Referendum na Krymie było zgodne z międzynarodowymi normami, w pełni odpowiadało procedurom demokratycznym, bo taka jest prawda. Mateusz Piskorski był wtedy szefem misji międzynarodowych obserwatorów zaproszonych przez Rosję na Krym w trakcie referendum. 

niedziela, 27 września 2015

Pedofilski potwór z Andów Pedro Lopez

Potwór z Andów - seryjny gwałciciel morderca dzieci


Porwane dziewczynki gwałcił i mordował zawsze o świcie odprawiając nad nimi chrześcijańskie modlitwy. Zabił ponad 300 sztuk dziewcząt w wieku 8 do 13 lat. Aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek wyszedł z więzienia. Na wolności ślad po nim zaginął. 

Pedro Alonso Lopez - Pedofil gwałciciel morderca
Pedro Lopez jest kolejnym seryjnym mordercą z Ameryki Południowej, którego matka była prostytutką. Większość seryjnych morderców ma jakąś obsesję na punkcie swoich matek. Owe matki najczęściej nie są wzorowymi matkami lecz bestiami. Wspólnym pierwiastkiem wedle profilerów przestępstw jest dewiacyjny element seksualny matek. Matki potworów albo prowokowały seksualnie swoim wyglądem, albo miały dużą ilość partnerów seksualnych, o których syn doskonale wiedział widząc jeszcze jak matka się puszcza. Oczywiście, dzieci prostytutek mają znacznie większe szanse by to wszystko zauważyć i doświadczyć, by być bardziej podatnymi na tego typu zachowania i zwyrodnienia osobowości. 

– Zostawcie go – krzyknęła amerykańska misjonarka chrześcijańska, widząc, jak grupa Indian z plemienia Ayacucho pastwi się nad mężczyzną o którym wiedziała, że to pastor protestancki złapany na zgwałceniu i zabójstwie młodej dziewczynki. Był rok 1978, środek dżungli gdzieś w północnym Peru. Nieznajomy był zakopany po szyję w ziemi i oblany słodkim syropem. Indianie solidarnie uznali, że zginie pozostawiony na pastwę amazońskich mrówek, które zjedzą go żywcem. Wcześniej rozebrali go do naga, bili i torturowali za pedofilski gwałt i zabójstwo indiańskiej dziewczynki. To plemienna kara przewidziana dla zbrodniarzy i zwyrodnialców, akurat dla gwałciciela mordercy. Na nic zdały się tłumaczenia, że zakopany mężczyzna to pedofil, którego przyłapano na tym, jak próbował uprowadzić dziewięcioletnią dziewczynkę celem dokonania kolejnego gwałtu. Misjonarka uparła się, że zamiast zabijać, trzeba przekazać go policji, a jej tłumaczenia i nacisk miały na celu uratowanie obrzydliwego pastora pedofila. Nie bez oporów Indianie wykopali go więc z dołu, związali i wrzucili na pakę jeepa, którym przyjechała misjonująca zakonnica chrześcijańska. Obiecała przekazać go prosto w ręce funkcjonariuszy. 

W czasie drogi coś się jednak stało twierdzi prasa. Rzekomo z nieznanych przyczyn kobieta dojechawszy do granicy z Kolumbią, oswobodziła mężczyznę z więzów i puściła wolno. Sama twierdziła w śledztwie, że nie miała pojęcia, że wypuszcza Pedro Alonso Lópeza, jednego z najbardziej odrażających morderców dzieci w historii, jednak dobrze wiedziała, że był to pastor jednego z protestanckich kościołów chrześcijańskich, bo okazał się jej stosownym dokumentem. Już wówczas miał na koncie ponad 200 morderstw, dziewczynek w wieku 7-12 lat. Po odzyskaniu wolności zabił jeszcze 100. Po latach uśmiechnął się tylko na wspomnienie linczu, którego cudem uniknął. Co myślał o swojej wybawicielce? – Nie zabiłem jej, bo była za stara i mnie nie pociągała – stwierdził cynicznie o misjonarce która go uwolniła. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Seksafera w łódzkim więzieniu i Amber Gold

Łódź: Seksualny skandal w więzieniu z wielką aferą finansową w tle


Takiej afery w łódzkim więziennictwie jeszcze nie było, a przynajmniej nie wydała się tak, żeby trafiła do prasy. W ciążę z oficerem więziennictwa zaszła aresztantka oskarżona w dużej aferze finansowej, co wydało się wiosną pod koniec marca 2015 roku. Dyrektor Zakładu Karnego nr 1 w Łodzi został odwołany ze stanowiska po skandalu obyczajowym. Gdy śledztwo związane z największą dominikańską aferą finansową ostatnich lat znaną jako Amber Gold było przenoszone do łódzkiej Prokuratury Okręgowej, nikt nie zakładał, że właśnie w Łodzi tak potoczą się losy antybohaterów afery. Historia kończy się wątkiem miłosnym aresztantki z klawiszem, a dyrektor więzienia pożegnał się ze stanowiskiem. Nie od dzisiaj jednak wiadomo o wielu ekscesach seksualnych za kratami aresztów i więzień. Małżonkowie podejrzani w spekulacyjnej aferze Amber Gold zostali aresztowani i zza krat dowożeni na sprawy biorą udział w procesie sądowym. 

Amber Gold - Krzyż biskupi w godle przekrętu finansowego
W Zakładzie Karnym nr 1 na oddziale aresztu śledczego w Łodzi przy ulicy Beskidzkiej 54 została osadzona Katarzyna P., na rok 2015 lat 31, żona głównego oskarżonego w dominikańskiej aferze Amber Gold. Jej mąż Marcin P. przebywa w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim. Katarzyna P. przebywa w aresztowym zamknięciu od 15 kwietnia 2013 roku. - Łódzki sąd aresztował Katarzynę P., żonę właściciela instytucji finansowej, podejrzaną o dominikańskie oszustwo wobec co najmniej 18,5 tysiąca klientów na kwotę ponad 850 mln zł - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Prokuratorzy i media jakoś zapominają wspomnieć o tym, że głównymi autorami przekrętu Amber Gold jest sekta dominikańska, z tym były przeor dominikanów z Gdańska który dawno już uciekł z wielkimi pieniędzmi i kochanką, dyskretnie opuszczając sektę dominikańską tonącą z powodu afery Amber Gold. Od tego czasu areszt dla pani Katarzyny jest regularnie przedłużany. Małżonkowie nie mają możliwości na pozostawanie tylko w swoim towarzystwie. Tymczasem okazuje się, że Katarzyna P. jest w drugim trymestrze ciąży. - Sprawcą tego szczęścia, tudzież nieszczęścia, jest jeden z oficerów Służby Więziennej w ZK nr 1 w Łodzi - mówi prasie anonimowo jeden z funkcjonariuszy, pracujących w łódzkim więzieniu. - Do zbliżenia doszło w pokoju wychowawców, gdzie jeden z oficerów zaprosił panią Kasię - opowiada strażnik. Schadzka odbyła się za zgodą i akceptacją obu stron. - Nie wpłynęło dotychczas żadne zawiadomienie o możliwości popełnienia w ostatnim czasie przestępstwa gwałtu na terenie któregokolwiek z łódzkich zakładów karnych - informuje Krzysztof Kopania. Informacje potwierdzają dwaj inni strażnicy, którzy dodają, że wychowawca, który spotykał się z panią Katarzyną P., ma żonę i dwoje dzieci. 

Gdy śledztwo związane z największą aferą finansową ostatnich lat nie tylko na Pomorzu, ale w całej Polsce było przenoszone do łódzkiej Prokuratury Okręgowej, nikt nawet nie zakładał, że w Łodzi będziemy mieć dalszy ciąg historii antybohaterów spółki. Historia kończy się wątkiem miłosnym, a dyrektor więzienia pożegnał się ze stanowiskiem. O sprawie pisze "Dziennik Łódzki". Małżonkowie oskarżeni w tej aferze zostali aresztowani i zza krat biorą udział w procesie sądowym. W Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi przy ulicy Beskidzkiej została osadzona Katarzyna, żona głównego oskarżonego w aferze. Jej mąż Marcin przebywa w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim. Katarzyna przebywa w zamknięciu od 15 kwietnia 2013 roku. Małżonkowie nie mają możliwości na pozostawanie tylko w swoim towarzystwie. Tymczasem okazuje się, że Katarzyna jest w drugim trymestrze ciąży, około 5 miesiąca. Do informacji dotarli reporterzy "Dziennika Łódzkiego". Mąż pani Katarzyny P. - Marcin P. - przebywa w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim na oddziale aresztowym. Do dnia ujawnienia seksafery prawdopodobnie nie wiedział o ciąży swojej żony. Adwokat reprezentujący panią Katarzynę P. w sprawie dominikańskiej afery finansowej Amber Gold, a w kilku mniejszych sprawach także i jej męża, zasłania się tajemnicą zawodową. - Proszę mi wybaczyć, ale obowiązuje mnie tajemnica zawodowa i nie mogę się wypowiadać na ten temat. Nie wykluczam jednak oświadczenia w późniejszym czasie - mówi mec. Łukasz Daszuta. 

piątek, 16 maja 2014

Eugeniusz Pawlik - 13 lat dla pedofila z Kołobrzegu

13 lat więzienia za zgwałcenie dziewięciolatki


Na 13 lat wię­zie­nia ska­zał Sąd Okrę­go­wy w Ko­sza­li­nie 65-let­nie­go Eu­ge­niu­sza Paw­li­ka za bru­tal­ne zgwał­ce­nie dzie­wię­cio­lat­ki. Sąd w Koszalinie ze­zwo­lił na po­da­nie da­nych oskar­żo­ne­go do publicznej wiadomości. Rozprawie przewodniczył sędzia Waldemar Katzig. W wyroku orzeczono również, że mężczyzna ma zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną przez 10 lat. Musi także zapłacić na jej rzecz nawiązkę w wysokości 10 tysięcy zł. Sąd Okręgowy w Koszalinie zdecydował, że warunkowe zwolnienie katolika Eugeniusza Pawlika nie może nastąpić wcześniej niż po odbyciu przez niego co najmniej 9 lat kary. Uzasadnienie wyroku ze względu na drastyczne okoliczności przestępstwa było niejawne, jak i sam proces, który rozpoczął się w połowie kwietnia.

Eugeniusz Pawlik - Kołobrzeg
Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo, czy strony będą się od niego odwoływać. Eugeniusz Pawlik był sąsiadem dziewczynki. W piątek 16 maja 2014 roku na ogłoszeniu orzeczenia nie było ani prokuratora, ani obrońcy. Również oskarżony nie został dowieziony do sądu z aresztu śledczego. Do zgwałcenia dziewięciolatki doszło w czerwcu 2013 roku w Kołobrzegu. Jak ujawniła później prokuratura, oskarżony był wówczas pijany i pod wpływem leków. Działał wobec dziewczynki ze szczególnym okrucieństwem, a brutalnie zgwałcone dziecko wymagało interwencji chirurga. Po zgwałceniu mężczyzna groził dziewięciolatce i członkom jej rodziny śmiercią. Sąsiedzi mężczyzny, gdy dowiedzieli się o gwałcie, chcieli go zlinczować. Policjanci, którzy go zatrzymywali, musieli wezwać do pomocy Straż Graniczną i agencję ochrony. 

Dziewczynka została brutalnie zgwałcona. Jej matka tak wspominała te okropne chwile: – Mała powiedziała mi, co ten zboczeniec jej zrobił! – mówiła „Gazecie Koszalińskiej” roztrzęsiona pani Renata. – Jak ją obejrzałam, od razu wiedziałam. To był gwałt! – dodaje. Matka dziewczynki wezwała pogotowie.