Czołowi naziści i faszyści w Eroparlamencie 2014-2018
W Europie ponownie gromadzą się ciemne chmury na horyzoncie, a prawica jest jak groźna sekta. W wyborach do Parlamentu Europejskiego skrajna prawica osiągnęła przerażająco dobre wyniki we Francji, w Austrii, w Danii, na Węgrzech i w Grecji. Rozczarowani obywatele prawej strony zwykle sekty chrześcijańskiej na całym kontynencie wysłali swych ultranacjonalistycznych, faszystowskich, a nawet otwarcie neonazistowskich posłów do Brukseli i Strasburga. Jednak zdecydowaną liczbą głosów w Grecji wybrano także Manolisa Glezosa – legendarnego, 91-letniego bohatera II wojny światowej, który w dniu 30 maja 1941 r., mając 19 lat, zaledwie kilka tygodni po zajęciu kraju przez nazistów, wraz ze swym przyjacielem Apostolosem Santasem, w środku nocy zburzył swastyki na Akropolu.
![]() |
Europarlament |
Wybory do Parlamentu Europejskiego stały się prawdziwym przełomem dla sekciarskiej chadeckiej skrajnej prawicy, faszystów, nazistów i eurosceptyków o obrazie skrajnych sekt politycznych. Premier Francji Manuel Valls nazwał wyniki głosowania „politycznym trzęsieniem ziemi”, a niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera doprowadziły one do „oczywistego przerażenia”. W sumie, partie przeciwne integracji europejskiej, otrzymały 142 z 751 miejsca w Parlamencie Europejskim. Pozycję lidera zachowała centroprawicowa Europejska Partia Ludowa, w skład której wchodzą niemieccy chrześcijańscy demokraci Angeli Merkel. 213 miejsc w Europarlamencie. Niemcy są jednym z wiodących krajów Unii Europejskiej, a co za tym idzie, mogą nadawać ogólny polityczny ton.
Eksperci uważają, że pomimo iż nie ma jeszcze powodów do paniki, to europejscy przywódcy powinni poważnie przemyśleć zmianę polityki wobec obywateli i społeczeństwa. Dnia 25 maja 2014 roku Unia Europejska podsumowała czterodniowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Jak zauważyła liderka francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen, wyniki mówią o „masowym odwróceniu się ludzi od Unii Europejskiej”. Jej blok otrzymał ponad 26 procent głosów. Niezależna Partia Wielkiej Brytanii, opowiadająca się za wyjściem Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, po raz pierwszy w historii kraju wyprzedziła laburzystów i konserwatystów. W Niemczech partia „eurosceptyków” Alternatywa dla Niemiec weszła do Europarlamentu z wynikiem 6,5 procent głosów. Eksperci uważają, że wyniki wyborów były w dużym stopniu oczekiwane i do przewidzenia. Bezrobocie i przedłużający się kryzys gospodarczy zmusił Europejczyków do refleksji nad skutecznością polityki Brukseli, mówi analityk, kierownik Centrum Studiów Europejskich Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk Nadieżda Arbatowa: "Świadczy to o tym, że społeczeństwo jest niezadowolone z tego, co dzieje się w Unii Europejskiej. To wpływ kryzysu, pomimo tego, iż dobiega on końca, a Europa powoli zaczyna wychodzić na prostą. Jest to znak dla europejskich przywódców i brukselskich urzędników. Należy z większą uwagą odnosić się wobec oczekiwań zwykłych obywateli oraz brać pod uwagę ich interesy przy tworzeniu polityki Unii Europejskiej."
Wśród nowo wybranych posłów do Parlamentu Europejskiego spotkamy osoby zaprzeczające Holokaustowi z powodu nieuctwa, faszystów, ksenofobów, ale i lewicowego bohatera wojennego. Listę sporządzoną przez dziennik "Guardian" otwiera Janusz Korwin-Mikke, ale jest też na niej najstarszy poseł (92 letni Grek) bojący się latania, więc do Brukseli z Aten podróżował będzie statkiem, Alessandra Mussolini – wnuczka faszystowskiego Duce i siostrzenica Sophii Loren, która zasłynęła sesją dla "Playboya", Francuz z Frontu Narodowego, który w proteście przeciwko piosenkom o seksie wypinał gołe pośladki, satyryk z Niemiec postulujący zbudowanie muru wokół Szwajcarii i zamierzającego zrezygnować z mandatu po miesiącu, by dać zarobić inny kolegom z listy oraz kolejnego Niemca, uważającego, że hitlerowiec Rudolf Hoess zasłużył na pokojowego Nobla.
W demokracji tak jest, że kto wygrywa ten rządzi i robi co uznaje za stosowne. Demokracja nie chroni przed skrajnościami, świrami, wariatami, politycznymi sektami prawicy, gdyż wszyscy mogą wystartować w wyborczym szaleństwie. Jeśli partia ludożerców dojdzie do władzy, ludzinkę będzie można kupić w sklepie mięsnym. Jeśli partia pedofilów dojdzie do władzy wszystkie dzieci będą gwałcone przymusowo wedle życzenia pedofilów. Jeśli partia katolicka dojdzie do władzy wprowadzi przymus wyznawania katolicyzmu i palenie na stosach za odmienne poglądy religijne oraz czary. Jeśli partia korwinistów dojdzie do władzy, będzie można gwałcić kobiety, które nie będą mieć żadnego prawa głosu ani możliwości edukacji jak w Arabii Saudyjskiej czy w Polsce XIX wieku, a dzień pracy będzie tak długi jak zdecyduje kapitalistyczny dorobkiewicz i wyzyskiwacz i to bez gwarancji uzyskania jakichkolwiek zarobków. Faszyzująca Nowa Prawica ma od 25 maja 2014 roku takich posłów w EP jak Janusz Korwin Mikke, Stanisław Żółtek, Robert Iwaszkiewicz, Michał Marusik. Z PiS są takie "kwiatki" czy lepiej demony ultraprawicowe i faszystowskie jak Beata Gosiewska, Ryszard Czarnecki, Marek Jurek czy Anna Fotyga...
Janusz Korwin-Mikke, Polska, ur. 1942
Nowo wybrany polski europarlamentarzysta jest paranoidalnym przeciwnikiem Unii, demokracji, socjalizmu i praw kobiet, za to zwolennikiem Putina i dzikiego kapitalizmu z jego zbrodniczym wyzyskiem całego społeczeństwa. 72-latek poprowadził swoją skrajnie prawicową, konserwatywno-faszystowską partię Nowa Prawica do sukcesu w postaci czwartego miejsca w wyścigu do Parlamentu Europejskiego, zdobywając 7,2 proc. głosów, ale przy zaledwie 20 procentowej frekwencji wyborczej. Głosowało na niego 28,5 proc. wyborców z grupy wiekowej 18-25 lat, czyli więcej niż na jakąkolwiek inną partię. Jego wytrwałość zdaje się popłacać, gdyż ma talent do uwodzenia dzieci i młodzieży. Janusz Korwin-Mikke startował z zasadzie w każdych wyborach – prezydenckich czy parlamentarnych – w Polsce po prawicowym puczu w 1989 roku. Jednak wcześniej, poza krótkim epizodem w Sejmie na początku lat 90-tych XX wieku, nie czynił specjalnych postępów, zawsze zdobywając mniej niż 3 procent poparcia. Przy barwnym i bezceremonialnym Januszu Korwinie-Mikke Milton Friedman wygląda jak socjalista. Polak preferuje dziki faszystowski kapitalizm rodem z wczesnej epoki wiktoriańskiej, w którym nie ma ochrony pracy, a bezwzgledne i totalitarne siły rynkowego wyzysku mogą działać bez żadnych ograniczeń. Unię Europejską nazywa projektem komunistycznym, rządzonym przez "maoistę Barroso". Zapowiadał, że zrobi lepszy użytek z budynku Komisji Europejskiej, zamieniając go w burdel.
Wyraża katolicko-faszystowskie opinie, że kobiety są głupsze od mężczyzn i nie powinny mieć prawa głosu. "Kobiety nie mogą być zbyt inteligentne, dba o to mechanizm ewolucji naturalnej. Inteligentna istota nie wytrzymałaby przebywania przez dłużej niż godzinę dziennie z paplającym dzieckiem" – przekonywał polski faszysta Janusz Korwin-Mikke, będący jednocześnie zapalonym brydżystą. W podobnym tonie szydzi z demokracji, nazywając ją najgłupszym systemem rządów, jaki wymyślono, preferując zamiast tego monarchię. Zapowiedział, że w Parlamencie Europejskim spędzi najwyżej półtora roku, ponieważ ma nadzieję, że jego partia przekroczy 5-procentowy próg wyborczy w wyborach do Sejmu w Polsce jesienią w 2015 roku. Pytany przez dziennikarzy, dlaczego w takim razie zadawał sobie trud startowania do PE, odparł: "Jak to dlaczego? Dzięki temu będę miał immunitet, pieniądze i mogę sobie otworzyć biuro poselskie". Zapowiedział też, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy w Parlamencie Europejskim posieje tam taki zamęt, że zapamiętają go na długo. W samej Polsce większość społeczeństwa uważa ideologię korwinizmu za odmianę faszyzmu i nazizmu którego propagowanie powinno być surowo karane. Janusz Korwin Mikke oznajmił, że chce cofnąć Polskę o jakies 120 lat czyli do około 1890 roku. warto pamiętać, że Polska wtedy była pod zaborami czyli Polski nie było. Zwolennicy korwinizmu i całej rzekomo Nowej Prawicy to jak widać sprzedawczyki pragnący Polskę zlikwidować i sprzedać zaborcom i tylko dlatego dążą do władzy. Poseł Korwin Mikke i wielu członków jego partii popierają tak zwaną lekką pedofilię czyli wykluczają się z grona osób cywilizowanych chcąc zrobić z dzieci swoje zabawki seksualne...
Pozostali posłowie Nowej Prawicy JKM
Stanisław Żółtek, czyli lider listy Nowej Prawicy w Krakowie w mieście znany jest od lat. Od lat jest też związany z ugrupowaniami Korwin-Mikkego. W przeszłości był m.in. radnym Miasta Krakowa, a przez kilka miesięcy był nawet wiceprezydentem tego miasta. Stało się to możliwe dzięki koalicji Unii Polityki Realnej (jednego z ugrupowań JKM) z Unią Wolności w 1997 roku. Cała sprawa skończyła się jednak skandalem korupcyjnym. W 2002 roku Żółtka oskarżono o korupcję, w efekcie czego spędził w areszcie cztery miesiące. Po czasie zarzuty wycofano, a polityk uzyskał rekompensatę za rzekomo niesłuszne aresztowanie. Żółtek wielokrotnie startował w wyborach samorządowych. Był też kandydatem skrajnie faszystowskiej Ligi Polskich Rodzin do parlamentu i UPR do Parlamentu Europejskiego. Do tej pory bez sukcesów. Według wstępnych informacji, w tegorocznych Eurowyborach roku 2014 na Żółtka zagłosowało ponad 35 tysięcy omamionych propagandą prawicową wyborców, a polityk zdobył swój upragniony mandat. Pewnie podoba się krakowiakom ideał masowych umów śmieciowych, życie bez ubezpieczenia i jakichkolwiek praw pracowniczych...
Podobny wynik we Wrocławiu otrzymał Robert Jarosław Iwaszkiewicz. To 52-letni przedsiębiorca, który obecnie jest właścicielem firmy działającej w branży ochrony zdrowia. Z UPR, poprzednią partią Janusza Korwin-Mikkego, był związany od 2004 roku - od tej pory trzykrotnie startował do Sejmu. W 2011 roku był jednym z założycieli Nowej Prawicy. Jakie prezentuje poglądy? Kilka tygodniu przed Eurowyborami 2014 na łamach "Rzeczpospolitej" przyznał, że jest przeciwny wprowadzeniu euro w Polsce, a także uczestnictwu naszego kraju w Unii Bankowej. Nowy europoseł mówi "nie" również rozszerzeniu Unii na inne kraje. Czego taki wsteczniak szuka w Europarlamencie? Na pewno wysokich zarobków, bo kapitalistom zawsze chodzi tylko o to, żeby jak najwięcej zarobić. O ludzi pracy dbać nie będą.
Kolejny z polityków Nowej Prawicy, który najprawdopodobniej dostanie się do Parlamentu Europejskiego, to Michał Marusik. O liderze warszawskiej listy partii Janusza Korwin-Mikkego było głośno około miesiąc przed Eurowyborami. To wtedy Marusik na antenie TOK FM przekonywał, że w kraju jest potrzebna instytucja, która mogłaby "zapanować nad administorami i rządzącymi". Marusik w latach PRL działał w w rzekomej opozycji. Pracował w gdańskiej rafinerii, gdzie współorganizował protesty destabilizując polską gospodarkę i niszcząc Ojczyznę Polskę. Od kilkunastu lat był członkiem UPR, a obecnie szefuje Radzie Sygnatariuszy Nowej Prawicy.
Alessandra Mussolini, Włochy, ur. 1962
Kariera siostrzenicy Sophii Loren i wnuczki faszystowskiego Duce Mussoliniego jest równie barwna, co jej drzewo genealogiczne. Pozowała topless dla "Playboya", zagrała zakonnicę w filmie wydrwionym przez krytyków i generalnie od początku lat 90-tych XX wieku, odgrywa istotną rolę w polityce włoskiej prawicy, chadecji. Dziś, 10 lat po tym, jak po raz pierwszy wybrano ją do Parlamentu Europejskiego (z ramienia rozwiązanej już faszyzującej partii Społeczna Alternatywa), wraca do Brukseli, tym razem reprezentując Forza Italia Silvio Berlusconiego. Mussolini nigdy nie lubiła gryźć się w język. Ultraprawicowa frakcja PE, której była członkiem rozpadła się w 2007 roku, kiedy jej komentarze na temat wskaźnika przestępczości wśród Rumunów wywołały – możliwą do przewidzenia - burzę protestu wśród jej kolegów z Partii Wielkiej Rumunii. W 2006 roku odpowiadając na zarzuty transseksualnego deputowanego, że jest faszystką, odparła: "Lepiej być faszystą, niż pedałem". Od czasu do czasu ostry język zdobywał jej poklask poza tradycyjnym elektoratem. Kiedy w 2004 roku Godfrey Bloom z brytyjskiej partii UKIP stwierdził, że "żaden szanujący się biznesmen prowadzący małą firmę nie zatrudni nigdy kobiety w wieku reprodukcyjnym", odgryzła mu się w następujący sposób: "Pochodzę z Neapolu i mogę powiedzieć, że my kobiety potrafimy gotować, sprzątnąć lodówkę i nawet być politykami, podczas gdy Godfrey Bloom zapewne nie wie ani jak wyczyścić lodówkę, ani jak być politykiem". Współpracuje z najbardziej faszystowskimi i nazistowskimi ruchami politycznymi we Włoszech i w Parlamencie Europejskim.
Bruno Gollnish, Francja, ur. 1950
Jeden ze współtwórców faszyzującego chadeckiego Frontu Narodowego, absolwent prawa i nauk politycznych. Od chwili przejęcia funkcji przewodniczącej Frontu Narodowego Marine Le Pen robiła, co w jej mocy, by uwieść media i pokazać cywilizowaną twarz swojej prawcowej, chadeckiej partii faszystowskiej. Ale na południowym wschodzie kraju, w okręgu, z którego do PE wybrano w niedzielę jej ojca, wybrano również Gollnischa, w 2011 roku pokonanego przez Marine w wyścigu do fotela przewodniczącego. Gollnisch (lat 64) to były pracownik uczelni, radny z regionu Rhonde-Alpes i eurodeputowany od 1989 roku. Jednak – podobnie jak Le Pen senior, który w tygodzień przed wyborami do PE powiedział, że francuski problem imigracyjny rozwiązałby trzymiesięczna epidemia wirusa Ebola – stanowi potencjalne źródło ambarasu dla nowego wizerunku faszystowskiego Frontu. To ostry krytyk islamu, chorobliwy islamofob, któremu w 2011 roku uchylono immunitet z powodu pozwu o podżeganie do nienawiści rasowej i nienawiści religijnej. W lutym 2013 roku spuścił spodnie i wypiął pośladki na spotkaniu rady regionalnej, protestując w ten sposób przeciwko przyznawaniu dotacji zespołom muzycznym śpiewającym o seksie. Tłumaczył potem, że okazywał "dezaprobatę w stosunku do polityki kulturalnej regionu". Wielokrotnie wygłaszał kontrowersyjne wypowiedzi w stylu faszystowsko-katolickim. W 2007 został skazany w procesie karnym za publiczne negowanie faktu Holocaustu czyli masowego ludobójstwa dokonanego przez reżym katolika Adolfa Hitlera na milionach Żydów, co jest typowe dla zbrodniarzy faszystowskich i neohitlerowców. Żyje nienawiścią do Unii Europejskiej i jej struktur politycznych oraz socjalnych.
Mario Borghezio, Włochy, ur. 1947
Ukończył studia z zakresu prawa, w 1977 rozpoczął praktykę adwokacką. W 2013 roku Borghezio nazwał włoski rząd "administracją bongo bongo", a czarnoskórą minister Cécile Kyenge "bardziej gosposią niż politykiem", przez co został wydalony z prawicowej frakcji Europa Wolności i Demokracji, do której należy włoska ksenofobiczna Liga Północna. Skarżył się wówczas, że padł ofiarą "groteskowego prześladowania" ze strony Nigela Farage’a, współprzewodniczącego frakcji, który nazwał jego słowa odrażającymi. Jednak po kolejnej antyimigracyjnej i demagogicznej kampanii 66-letni Borghezio powraca. Komentarze Borghezio o minister Kyenge (którą oskarżał o narzucanie "plemiennych tradycji" Włochom) wpędziły go w polityczne tarapaty, lecz nie było to jego pierwsze przewinienie. Wcześniej określał Radko Mladicia mianem patrioty, a część poglądów Andersa Beringa Breivika, sprawcy masakry na wyspie Utoia, nazywał "doskonałymi".
W 1993 został skazany na karę 750 tysięcy lirów grzywny za bestialskie pobicie marokańskiego dziecka. Prowadził też akcję opryskiwania siedzeń w pociągu linii Turyn-Mediolan zajmowanych przez nigeryjskie prostytutki, motywując to chęcią dokonania dezynfekcji. W 2005 wymierzono mu grzywnę ponad 3 tysiące euro za brutalne podpalenie mienia i pobicie imigrantów nocujących pod mostem w Turynie. W 2007 został zatrzymany i osadzony w belgijskim areszcie po demonstracji przeciwko rzekomej islamizacji Europy. W 2011 został zawieszony na trzy miesiące w prawach członka Ligi Północnej, gdy w telewizyjnym wystąpieniu poparł antyislamskie poglądy i wyczyny Andersa Breivika znanego z ludobójstwa...
Martin Sonneborn, Niemcy, ur. 1965
Kampania jego partii przebiegała pod zjadliwymi hasłami w rodzaju: "Merkel jest głupia" i "Ręce precz od niemieckich ptaszków: nie dla unijnej normy penisa", proponował ponadto zbudowanie muru wokół Szwajcarii. Jednak najwyraźniej w Niemczech jego absurdalna kampania znalazła oddźwięk. Jedyna czysto satyryczna partia w Europie zdołała zgromadzić 0,6 proc. poparcia i wyśle swojego pierwszego deputowanego do Brukseli. Sonneborn, były redaktor magazynu satyrycznego "Titanic" ogłosił już, że zamierza zrezygnować po miesiącu. "Pierwsze cztery tygodnie w Brukseli spędzę na intensywnych przygotowaniach do rezygnacji – deklaruje. – Mamy grafik rotacji 60 kandydatów, którzy nie zarobili jeszcze ani centa w polityce krajowej i upewnimy się, że do 2019 roku będą mieli szansę dopchać się do koryta". W 2004 roku założył partię o nazwie PARTIA z programem odbudowy Muru Berlińskiego i oddzielenie czerwonych Niemców ze Wschodu od prawdziwych Niemców z danej zachodniej RFN. W 2009 roku oskarżony o znieważenie Narodu Chińskiego i uczuć ludności pochodzenia Chińskiego w publicznym programie telewizyjnym.
Jak powiedział, nie może doczekać się spotkania z brytyjskimi deputowanymi z UKIP. "Zamierzamy stworzyć frakcję idiotów i głupków, mającą wielki potencjał wśród nowego naboru deputowanych. Nigel Farage będzie do niej doskonale pasował i niniejszym wystosowuję do niego zaproszenie do członkostwa". W Niemczech Sonneborn cieszy się reputacją kogoś, kto doprowadza polityczną satyrę do ostatecznych granic. W latach 90-tych XX wieku wielokrotnie wcielał się w fikcyjnych kandydatów autentycznych partii, takich jak SPD, liberalna FDP czy ultraprawicowa DVU, prowadząc kampanię pod celowo obraźliwymi hasłami uwydatniającymi uprzedzenia poszczególnych ugrupowań. Zapytany, czy satyra w polityce wciąż jest śmieszna w czasie, kiedy Parlament Europejski w coraz większej mierze zapełniają politycy w rodzaju Farage’a albo Beppe Grillo, którzy nie traktują procesu politycznego w Brukseli poważnie, Sonneborn odpowiedział: "Nasza partia prowadzi współczesną turbo politykę przy wykorzystaniu idei innych ludzi. Nasz manifest może nie jest autentyczny, ale nasz apetyt na władzę owszem".
Udo Voigt, Niemcy, ur. 1952
Urodził się w rodzinie członka Sturmabteilung - Oddziałów Szturmowych NSDAP, który po 1945 zarabiał na życie jako kierowca. Niemiecki polityk faszystowski, od 1996 do 13 listopada 2011 przewodniczący faszystowskie, nazistowskeij NPD - kontynuatorki NSDAP, i jej radny w okręgu administracyjnym Treptow-Köpenick (od 2006). Pierwszy ultraprawicowy eurodeputowany z Niemiec, który publicznie i bezkarnie chwali katolika Adolfa Hitlera jako "wielkiego męża stanu" i twierdzi, że katolik Rudolf Hoess zasłużył na pokojową Nagrodę Nobla. Voigt (lat 61) jest byłym przewodniczącym NPD, organizacji klasyfikowanej przez niemiecki kontrwywiad jako ekstremistyczna partia prawicowa. Pod jego przewodnictwem w latach 1996 – 2011 nabrała zdecydowanie agresywnego nacjonalistycznego charakteru, przez co w 2003 roku bezskutecznie próbowano ją zdelegalizować.
Udo Voigt, syn oficera hitlerowskiego Wehrmachtu, wstąpił do katolicko-nazistowskiej NPD w wieku lat 16 i zachował członkostwo nawet, kiedy kosztowało go ono pracę w wojsku. Już jako szef partii zaczął otwarcie rekrutować młodych neonazistów wbrew woli niektórych innych członków. Nazistowski salut hitlerowców określał mianem "pozdrowienia pokoju" i apelował o zniesienie zakazu jego wykonywania w RFN. Po ogłoszeniu wyników wyborów Ugo Voigt entuzjastycznie obwołał "rozpad starych struktur politycznych w Europie". "Będziemy budować alianse do walki z zagraniczną infiltracją, dążyć do likwidacji porozumienia z Schengen i proponowanego transatlantyckiego porozumienia o wolnym handlu. Chcemy, by Europa była unią ojczyzn". NPD zdobyła w Niemczech jeden procent poparcia, czyli o 0,3 proc. mniej niż w zeszłorocznych wyborach powszechnych, mniej także niż inne partie niszowe, jak Partia Praw Zwierząt. W poprzednich wyborach europejskich NPD nie przeszła 3-procentowego progu wyborczego, zniesionego po raz pierwszy właśnie w ostatnich wyborach.
Neonazista katolicki z Bawarii marcu 1996 niewielką większością głosów został wybrany nowym przewodniczącym NPD. Zastąpił w tej roli odbywającego karę więzienia za podżeganie do waśni narodowych Güntera Deckerta. Za rządów Voigta NPD udało się wyjść z letargu, m.in. za sprawą ofensywy ideologicznej w tzw. nowych landach czyli głosami z byłej NRD. Od lat głosi poglądy wymierzone w porządek prawny RFN, nie stroniąc od wypowiedzi nacjonalistycznych, ksenofobicznych i relatywizujących zbrodnie III Rzeszy, w szczególności zagładę Żydów. W 2003 sąd w Stralsundzie wszczął postępowanie przeciwko Voigtowi za nawoływanie podczas kampanii w 1998 do zbrojnego oporu przeciwko systemowi politycznemu RFN. W wywiadzie dla pisma Junge Freiheit z 2004 zatytułowanym "Naszym celem jest likwidacja RFN" (Ziel ist, die BRD abzuwickeln) nazwał Adolfa Hitlera "wielkim niemieckim mężem stanu", a RFN "bezprawnym systemem".
Podczas demonstracji w Jenie w 2007 zaproponował przyznanie Rudolfowi Hessowi pokojowej nagrody Nobla. W marcu 2007 wziął udział w obchodach na cześć zabitych żołnierzy SS w Budapeszcie, gdzie część działaczy NPD wznosiła nazistowskie pozdrowienia. Sam Voigt nazwał nazistowskie pozdrowienie "pozdrowieniem pokoju", które po 60 latach od upadku Rzeszy powinno zostać zalegalizowane. W grudniu 2007 udzielił irańskiej TV wywiadu, w którym powątpiewał w liczbę ofiar Holocaustu. Dnia 10 grudnia 2007 udzielając wywiadu telewizji ARD zażądał od Polski zwrotu Pomorza, Prus Zachodnich, Prus Wschodnich, Śląska, Gdańska i Wrocławia, a od Rosji Kaliningradu. 2 stycznia 2008 gdyńska prokuratura wszczęła śledztwo stawiając mu zarzut brzmiący: nawoływanie do popełnienia zbrodni, tj. podjęcia działań zmierzających bezpośrednio do oderwania części obszaru Rzeczypospolitej Polskiej.
LEWICA W OPOZYCJI DO FASZYSTÓW I NAZIOLI
Manilos Glezos, Grecja, ur. 1922
Nie wszyscy nowi deputowani reprezentują poglądy radykalnie prawicowe, ksenofobiczne i antyeuropejskie. Manilos Glezos, najstarszy z nowo wybranych parlamentarzystów, ma 92-lata, jest bohaterem II wojny światowej, ikoną ruchów lewicowych, nałogowym wręcz pisarzem i niestrudzonym działaczem. W wyborach zdobył więcej głosów (105 184) niż którykolwiek z pozostałych 21 greckich europosłów. Nie wysyła tweetów, nie pisze na komputerze i w każde popołudnie musi uciąć sobie drzemkę, co jest pozostałością po 16 lat wygnania i więzienia za poglądy polityczne. – W ten sposób z jednego dnia robię sobie dwa – wyjaśnia. – Zaczynam o siódmej rano, pracuję do 15, potem zaczynam znowu o 17 i jestem aktywny do północy. Dzięki temu udaje mi się zrobić niezwykle wiele rzeczy. Słusznie uważa, że jego kraj, Grecja powinien zażądać od Niemiec wypłaty odszkodowań, jeszcze za czas II wojny światowej, a nie spłacać jakieś urojone przypisywane Grecji długi na rzecz posthitlerowskich Niemiec i ich złodziejskich banków.
Sławny za sprawą zerwania swastyki z Akropolu w 1941 roku w czasach nazistowskiej okupacji Glezos jest też uznawany za największy żyjący autorytet w dziedzinie greckiego ruchu oporu przeciwko Hitlerowi. Napisał na ten temat dwa opasłe tomy, po 800 stron każdy. Jako czołowy reprezentant skrajnie lewicowej partii Syriza w Brukseli nie zmierza odkładać pióra. Ten antykapitalista ma wiele do powiedzenia – między innymi o niemieckiej "kolonizacji" Europy. "Grecja jest królikiem doświadczalnym polityki egzekwowanej przez rządy, których jednym bogiem jest pieniądz – mówi. – Zaczęło się u nas, ale rozejdzie też na inne kraje. Ludzie reagują i musimy dać im głos". Jednak może się to okazać trudniejsze, niż na to wygląda. Nieustraszony Glezos boi się bowiem jednego: latania. Ponadto z przyczyn medycznych nie będzie wolno mu dołączyć do innych greckich posłów latających na trasie Ateny-Bruksela. Na szczęście Glezos ma już plan awaryjny – zaopatrzył się w rozkłady jazdy statków i autobusów.
W nowożytnej historii Grecji można wskazać cztery najważniejsze wydarzenia: okupacja nazistowska, wojna domowa, dyktatura wojskowa i załamanie finansowe. Manolis Glezos nie był ich biernym świadkiem.To, co naznaczyło go na zawsze, miało miejsce na początku jego życiowej drogi. W nocy 30 maja 1941 roku, kiedy wojska nazistowskie zajęły całkowicie jego kraj, Manolis razem ze swym przyjacielem i towarzyszem Lakisem Santasem, przekradli się przez skalne groty na szczyt wzgórza Akropol. Zerwali z masztu nazistowską flagę i uciekli, niezauważeni przez strażników. Symboliczne znaczenie tego gestu było ogromne. Ten akt protestu w najbardziej mrocznych dniach wojny dawał nadzieję uciśnionym przez zwyrodniałych hitlerowskich faszystów narodom planety. Manolis Glezos był jednym z czołowych działaczy partii komunistycznej i dyrektorem jej oficjalnej gazety. Z tego powodu wielokrotnie trafiał do chrześcijańsko-faszystowskiego więzienia w Grecji. Dwa razy skazano go na śmierć za przekonania, a potem, jeszcze siedząc za kratami, został wybrany posłem do parlamentu. W sumie prawie 16 lat życia spędził w zakładzie karnym bądź na wygnaniu represjonowany przez prawicowe rządy greckich faszystów, konserwatystów i cerkiewnych bandytów.
„Moich 118 przyjaciół – odpowiada. – Straciłem 118 towarzyszy. Zostali straceni podczas wojny domowej. W tamtych czasach, przed każdą walką rozmawialiśmy o tym, co chcemy osiągnąć, o naszych celach i marzeniach, bo wiedzieliśmy, że nie wszyscy przeżyjemy. Chcieliśmy, aby ci, którzy przeżyją, zrealizowali niektóre z tych marzeń. A ja przeżyłem ich wszystkich”. Mordowanie lewicy w Grecji było niewątpliwie faszystowską zbrodnią prawicowych rządów, które w końcu doprowadziły Grecję do kryzysu gospodarczego który zawsze jest skutkiem wprowadzania zbankrutowanej jak amerykański kryzys lat 30-tych XX wieku gospodarki wolnorynkowej czyli kapitalistycznej.
Brat Manolisa, Nikos, 10 maja 1944 roku, więziony przez hitlerowskich nazistów, napisał wzruszającą wiadomość pożegnalną do swej matki na wewnętrznej stronie hełmu. „Najdroższa matko, chcę cię objąć i pocałować. Dziś zostanie wykonana egzekucja. Zginę dla GR. ludu”. Manolis Glezos wyjaśnia, dlaczego słowo „greckiego” zostało skrócone i napisane wielkimi literami. Jego brat chciał przez to powiedzieć, że nie poniósł ofiary w imię jakiegoś nacjonalistycznego złudzenia, ale dla ludzi z całej Europy i świata. Tych ludzi, którzy zdecydowanie walczyli o wolność, sprawiedliwość i samostanowienie wszędzie.
To absolutna hańba, że dziś, w XXI wieku, legenadarny bohater II wojny światowej, taki jak Manolis Glezos, który był trzykrotnie więziony (najpierw przez hitlerowców, a później przez dwie kolejne, prawicowe dyktatury), który spędził 11 lat za kratami i 4,5 roku na wygnaniu, który w swej walce w imię radykalnie demokratycznych przekonań został pobity i zagazowany przez policję w czasie protestów przeciwko cięciom w 2011 r., ma teraz zasiadać w Europarlamencie obok kilkudziesięciu nacjonalistów, faszystów i neonazistów, którzy czerpią swe nikczemne idee z tych samych potworów, którzy niegdyś zamordowali jego brata, a kolejne miliony – na całym kontynencie i daleko poza nim. Samo to powinno powodować, że każdy się wzdrygnie. W XXI wieku faszystowskie i nazistowskie śmieci nie powinny mieć prawa do zrzeszania ani do brania udziału w wyborach parlamentarnych, nawet na szczeblu wyborów na Sołtysa Wsi. Niestety demokracja nie zadbała o to, aby scenariusz z hitlerowskich Niemiec nie mógł się więcej powtórzyć.
Glezos zresztą jest znanym obrońcą demokracji bezpośredniej i kontroli pracowniczej. Aktywnie eksperymentował z demokracją bezpośrednią jako burmistrz miasteczka Naxos. Zwycięstwo wyborcze lewicowego Glezosa jako takie jest świadectwem ducha oporu przeciwko faszyzmowi i kapitalistom, który nadal cechuje prawosławną, sklerykalizowaną Grecję. Cechuje ludzi mimo wstrząsającej, pięcioletniej kapitalistycznej depresji, która pozostawiła niemal połowę gospodarstw domowych w państwie kapitalistyczno-klerykalnym z problemem w utrzymaniu się powyżej poziomu ubóstwa.
Manolis Glezos, mówi że Niemcy są wciąż winne Grekom więcej pieniędzy z tytułu odszkodowań wojennych, niż Grecy z powodu kosztów dofinansowania. „To nie my im, tylko Niemcy nam są winni”, powiedział Reutersowi podczas wywiadu w swoim biurze w Atenach, na tle szeregu plakatów wyborczych bloku Syriza, który zajął drugie miejsce w wyborach do parlamentu. “W sumie są nam winni 162 mld euro bez odsetek. Jeśli dodać 3 %, daje to więcej niż bilion euro. Możemy jednak ponegocjować co do umorzenia części z nich”. Glezos mówi, że Niemcy nie zgodziły się zapłacić odszkodowania za okupację nazistowską i grabież kraju w latach 1941-44 ani zwrócić kontrybucji narzuconej Grekom przez Trzecią Rzeszę. Przemilczana kwestia reparacji wojennych wyszła na światło dzienne w tym roku i to ze zdwojoną siłą, gdy rząd grecki otarł się o konieczność ogłoszenia bankructwa, a Berlin zaczął pokrzykiwać na Greków, żeby przyjęli na siebie surowe warunki cięć w wydatkach w celu zrównoważenia bilansu.
Opinia Glezosa w tej sprawie cieszy się w Grecji szczególną powagą z powodu jego wojennej przeszłości oraz ciążącym nad nim wyrokiem śmierci wydanym in absentia przez nazistowskich okupantów. Jest on jednym z najbardziej cenionych parlamentarzystów i otwierał listę kandydatów Syrizy w niedzielnych wyborach, i jak sam mówi, udzielił około 80 wywiadów różnym zagranicznym mediom. Liczby, które przytoczył Glezos, wynikają z odszkodowań wojennych, jakie przyznano Grecji na konferencji w Paryżu w 1946 r. (ówczesne 7 mld $, jakie obecnie warte są 108 mld euro) oraz kontrybucji narzuconej Grekom (3,5 mld $ warte obecnie 54 mld euro). W lutym, 28 parlamentarzystów postawiło wniosek pod obrady w sprawie odszkodowań wojennych, jakie winny są Niemcy. Minister, Stavros Dimas, skomentował sprawę jako kwestię otwartą. Minister spraw zagranicznych Niemiec odparł na początku kwietnia, że Berlin uznaje swoją odpowiedzialność za wojnę, ale powiedział również, że wszelkie odszkodowania zostały Grekom wypłacone, co jest typowym niemieckim kłamstwem politycznym.
===============================
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz