sobota, 12 sierpnia 2017

Handel dziećmi z Polski

HANDEL DZIEĆMI Z POLSKI


Handel dziećmi w Polsce ostatnimi, szczególnie w pierwszej i drugiej dekadzie XXI wieku, czasy stał się jednym z głównych tematów mediów alternatywnych. Czy zaawansowana szajka przestępcza, zaczynająca się od organów skatoliczałej policji, a na głównych politykach kato-prawicowych kraju kończąc, każdego roku sprzedaje dzieci głównie z domów dziecka do pedofilskich burdeli lub na handel organami? Przyjrzyjmy się sprawie bliżej. 


W ciągu ostatnich lat media w Polsce rozpisywały się szeroko o procederze nagminnego odbierania dzieci biologicznym rodzicom pod byle pretekstem. Bałagan w domu, choćby lekki, donos zawistnego sąsiada, zbyt niskie dochody – a większość Polaków zarabia teraz grosze. Byle pretekst – i już decyzja pracownika społecznego o odebraniu dziecka. I nawet gdy okazuje się, że decyzja była bezpodstawna – to po dzieciach ślad zaginął, a odzyskanie dziecka graniczy z cudem, wymaga heroicznej walki prawdziwych rodziców i całych rodzin, włącznie z dalszymi krewnymi ofiary porwania którą jest dziecko. Coraz częściej o tym słyszymy, że w Polsce ma miejsce proceder handlu dziećmi, w którym uczestniczą przedstawiciele instytucji opiekuńczych i władz państwowych. Mówią o tym rodzice, którym zabrano dzieci, mówią przedstawiciele organizacji społecznych, usłyszymy o tym nawet od lekarzy... 

Niemożliwe, a jednak zabiera się matce 6-miesięczne niemowlę od piersi i oddaje rodzinie zastępczej, która oprócz szczęścia zyskuje przy tej okazji miesięcznie co najmniej 3 tysiące złotych. Niemożliwe, a jednak nagle i niespodziewanie zabiera się do domów dziecka z jednej, spokojnej, niewadzącej nikomu rodziny aż jedenaścioro dzieci i rozdziela je między trzy domy dziecka, żeby uzupełnić stan wychowanków. Nie było przemocy, nie było głodu, chłodu, ni powietrza morowego, a jednak się zabiera, a właściwie rabuje się dzieci, okrada się rodziny z ich dzieci. Niemożliwe, a jednak sąd przestępczo zabiera dzieci z powodu obecności w mieszkaniu psa i królika oraz niezapłaconej składki na komitet rodzicielski 10 złotych (tak wynika z uzasadnienia). Niemożliwe, a jednak centrum pomocy rodzinie wnioskuje, a sąd skwapliwie zarządza zabranie dzieci do domu dziecka, a w uzasadnieniu pisze, że chce w ten sposób zapewnić dzieciom miłość, szczęście i zrozumienie – powszechnie wszak wiadomo, że domy dziecka to oazy miłości i szczęścia... 

piątek, 14 lipca 2017

Polski pedofil biznesmen - Petersburg

Petersburg: Polski biznesmen pedofil zatrzymany za dziecięcą pornografię 


Funkcjonariusze organów ścigania zatrzymali w czwartek dnia 13 lipca 2017 roku w Petersburgu biznesmena Krzysztofa Pomorskiego, pseudonim "Piotr" (dane osobowe publikowane są legalnie za zgodą sądu w Petersburgu, który nie zabronił publikacji wizerunku ani nazwiska przestępcy). Mężczyzna był poszukiwany listem gończym przez Interpol za rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. „Krzysztof Pomorski został zatrzymany w środę w centrum biznesowym Newskaja Ratusza na ulicy Diegtiarnej” – poinformowało źródło. Z informacji zamieszczonych na stronie Interpolu wynika, że 58-letni Polak wyznania katolickiego jest poszukiwany w kraju za rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. Pomorski jest dyrektorem technicznym w zatrudniającej ponad 600 osób firmie budowlanej KB Vips. Firma posiada biura w sześciu rosyjskich miastach i dysponuje 20 biurami firm partnerskich w Europie, USA, Afryce i Indiach. Jak podają rosyjskie media, mieszkał on w Rosji od 2001 roku. 

List gończy za pedofilem z Pabianic
Mężczyzna został zatrzymany przez petersburską policję przy pomocy Interpolu. Od lat próbowali go ująć polscy śledczy ale bezskutecznie. W Internecie Krzysztof Pomorski chwalił się innym pedofilom zgwałceniem, a następnie zabiciem, poćwiartowaniem i spaleniem sześciolatki w 2008 roku, aby nie mogła się na niego poskarżyć. Zatrzymano go jednakże zaledwie za rozpowszechnianie pornografii z udziałem dzieci i zwierząt. Polska policja pedofila o internetowym nicku “Piotr” poszukiwała od 2006 roku. Już wtedy okazało się, że mężczyzna pochodzi spod Łodzi, ale mieszka w Rosji gdzie uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. W 2011 roku prokuratura postawiła mu zarzut rozpowszechniania pornografii dziecięcej. Od 2013 roku pedofil był poszukiwany polskim listem gończym, jednak sprawę umorzono w związku z rzekomą niemożliwością ustalenia jego adresu. 

Pedofil z Pabianic Krzysztof Pomorski znów trafił na nagłówki gazet i policyjne tablice w 2016 roku po dziennikarskim śledztwie dziennikarki Polsat News Ewy Żarskiej. Dziennikarka ustaliła, że mężczyzna przebywa w Petersburgu, gdzie jest znanym i poważanym konstruktorem. Strona polska domagała się od rosyjskich organów ścigania wydania mężczyzny, jednak bezskutecznie. W tym czasie Polak pedofil, który na forum dla pedofilów chwalił się swoimi “dokonaniami”, dalej pracował w biurze konstrukcyjnym WiPS, z którym zbudował m.in. drugą scenę Teatru Marinskiego i stadion Zenitu. Był też gościem telewizji i wyższych uczelni. Zboczony seksualnie Polak-katolik (a może jednak lepiej katol o takich mówić i pisać) piastował wysokie stanowisko w rosyjskiej firmie budowlanej. Za granicą miał nową rodzinę. Wielokrotnie podróżował po Europie. Był także w Polsce – głównie w Łodzi i w Pabianicach, skąd pochodzi. 

niedziela, 2 lipca 2017

Skandal seksualny w Watykanie

Kokaina i gejowskie party - kolejny skandal w zboczonym Watykanie 


Gejowskie orgie homoseksualne pod nosem papieża. Kolejna afera, w którą jest zamieszany sekretarz bliskiego współpracownika papieża, miała zostać zamieciona pod dywan, ale została ujawniona. Włoskie dzienniki opisują pederastyczno-narkotykowy skandal gejowski w Watykanie. 


Jeszcze nie przebrzmiało echo oskarżenia pedofilskiego kard. George’a Pella o przemoc seksualną na nieletnich, a już tak zwaną przez katolików Stolicą Apostolską wstrząsa kolejny skandal seksualny. Próbowano go ukrywać przez kilka miesięcy, ale sprawa się wydała! - pisze na Facebooku Jacek Pałasiński, dziennikarz TVN24, powołując się na publikację włoskich dzienników "Il Messaggero" i "Il Fatto Quotidiano". 

Kokaina w apartamencie sekretarza bliskiego współpracownika papieża 


Mniej więcej dwa miesiące wcześniej, na przełomie kwietnia i maja 2017 roku żandarmeria watykańska wkroczyła do apartamentów sekretarza jednego z Bardzo Ważnych Monsignorów, jednego z najbliższych współpracowników papieża. W apartamencie znaleziono kokainę w dużych ilościach. Jak wyznał aresztowany sekretarz, używał jej podczas homoseksualnych czyli gejowskich party, jakie organizował w budynku Sant’Uffizio, czyli Kongregacji Doktryny Wiary, tej samej, na której czele stał przez lata emerytowany papież homoseksualnego lobby w kościele katolickim Joseph Ratzinger - Benedykt XVI, lider konserwatywnego skrzydła Kościoła. 

wtorek, 13 czerwca 2017

Syn oficera policji zabija i chodzi wolny

Narkotyki i wypadek spowodowany przez naćpanego syna policjanta


Zginął pieszy. "Sprawca jest na wolności, dobrze się bawi" w krakowskich akademikach morderczej sekty Opus Dei! Komenda Powiatowa Policji, a także Miejska w Głubczycach znana jest z rozmaitych policyjnych przestępstw i rozbojów na obywatelach. Syn policjanta z Głubczyc spowodował śmiertelny wypadek samochodowy, w którym zginął pieszy. Choć pan Wiesław szedł prawidłową stroną drogi, a Marcin A., ćpunek i syn oficera policji kierował pod wpływem narkotyków, to niemal dwa lata po wypadku kierowca nie poniósł żadnej odpowiedzialności. 

Głubczyce - odprawa doroczna po tuszowaniu zabójstwa drogowego
W szpitalu zmarł mężczyzna potrącony przez samochód w Głubczycach. Do wypadku tego doszło w poniedziałek (21.09.2015) około godziny 22-ej. Rodzina ofiary obawia się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan. - pisało radio Opole trzy dni po wypadku ale wpływy policyjnej mafii terroryzującej Naród Polski usunęły już linki do takich artykułów. Zostały jedynie ślady z odnośników na serwisach linkujących, głównie zagranicznych, gdzie nie sięgają macki polskiej mafii policyjnej. 

Dnia 21 września 2015 roku na zawsze zmienił życie rodziny państwa Szmitów z Głubczyc na Opolszczyźnie. Wówczas 51-letni pan Wiesław wyszedł na wieczorny spacer ze swoim psem. Nagle uderzyło w niego rozpędzone auto. 

wtorek, 30 maja 2017

Magdalena Żuk - samobójstwo chorej psychicznie

Śmierć Magdaleny Żuk. Kobieta leczyła się psychiatrycznie. 


W niedzielę 30 kwietnia 2017 polska turystka Magdalena Żuk wyskoczyła z okna egipskiego szpitala. Dwanaście godzin potem zmarła. We wrześniu skończyłaby 27 lat. Magdalena Żuk była pacjentką poradni i oddziału psychiatrycznego w Sieniawce koło Bogatyni – ustalił w maju 2017 portal wp.pl. Pełnomocnik rodziny kobiety przekazał jednak informację, że bliscy zaprzeczają, by „miała takie problemy zdrowotne”, jednak rodzice Magdy mogli nie wiedzieć, że leczy się w związku z ich alkoholizmem rodzinnym. W maju 2017 odbyła się konferencja prasowa z udziałem prokuratury, podczas której dowiedzieliśmy się, że Magdalena Żuk nie miała na ciele śladów przemocy. Jednym z wątków jest choroba psychiczna dziewczyny. Śledczy zabezpieczyli dokumentację medyczną w Wielospecjalistycznym Szpitalu w Zgorzelcu. która wbrew twierdzeniom rodziny jednak istnieje. Kolejny znajomy twierdzi, że Magda leczyła się w poradni w Łużyckim Centrum Medycznym w Lubaniu, a było to leczenie skutków użycia alkoholu oraz leczenie depresji spowodowanej stresem. 


Wątek choroby psychicznej jest wciąż brany pod uwagę jako zasadnicza przyczyna śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie. – Wystąpiliśmy do placówek o dokumentację medyczną, w tym psychiatryczną – potwierdza Violetta Niziołek, rzeczniczka prokuratury w Jeleniej Górze. – W tej chwili trudno powiedzieć jaką dokumentację faktycznie zabezpieczono. Sprawa jest dynamiczna – dodaje w rozmowie. Prokuratura zabezpieczyła m.in. akta w Wielospecjalistycznym Szpitalu w Zgorzelcu. Pojawiły się informacje, według których Magdalena Żuk leczyła się w poradni i na oddziale psychiatrycznym w Sieniawce koło Bogatyni. Cała dokumentacja została zabezpieczona i przekazana prokuraturze. Nie mogę udzielić bardziej szczegółowych informacji – mówi Zofia Barczyk, dyrektor szpitala w Zgorzelcu. 

Magdalena Żuk była pacjentką poradni i oddziału psychiatrycznego w Sieniawce koło Bogatyni – pisze portal Wirtualnapolska.pl. – Przekazaliśmy policji historię jej leczenia – powiedział dziennikarzom Witold Korycki, wicedyrektor szpitala w Zgorzelcu, pod który podlega placówka w Sieniawce. Jednak pełnomocnik rodziny Magdaleny Żuk przekazał, że bliscy zaprzeczają, by „miała takie problemy zdrowotne”, ale jak to bywa w rodzinie, Magda mogła się swoim leczeniem i terapią nie pochwalić rodzinie. Wicedyrektor ze względu na tajemnicę lekarską nie mógł mówić o szczegółach leczenia Polki, co jest zrozumiałe. 

niedziela, 21 maja 2017

Prorok uwolniony z aresztu w Kongo

Prorok odbity - jego zwolennicy uderzyli na więzienie reżimu 


Wyznawcy rodzimowierczej wspólnoty religijnej BDK zaatakowali zbrojnie areszt i więzienie w Kinszasie, w którym bezprawnie więziony był jej przywódca duchowy i prorok Boży - poinformowały kongijskie władze. W ataku, oprócz przywódcy, uwolnionych zostało około 50 osadzonych członków wspólnoty. ONZ po tym wydarzeniu wydała ostrzeżenie dla swojego personelu w stolicy Demokratycznej Republiki Konga. Ne Muanda Nsemi jest duchowym przywódcą i prorokiem Bożym (otrzymał dar prorokowania) wspólnoty religijnej Bundu dia Kongo (BDK - Królestwo Kongo), którą reżim kongijski prześladuje i terroryzuje od 2008 roku. Został bezprawnie zatrzymany w marcu 2017 roku po serii starć pomiędzy jego zwolennikami i zbrodniczymi terrorystycznymi siłami policyjnymi - przyznał rzecznik kongijskiego rządu Lambert Mende. W starciach zginęło wówczas co najmniej sześciu członków wspólnoty za co reżim nie wypłacił rodzinom tych ofiar odszkodowania. 


Ne Muanda Nsemi - przywódca i prorok Boży BDK


Uderzenie o świcie 


Według cytowanych przez Agencję Reutera świadków, którzy słyszeli środową wymianę ognia w dniu 17 maja 2017, atak na więzienie Makala w stołecznej Kinszasie rozpoczął się około godziny czwartej nad ranem, kiedy większość klawiszy drzemie, a kierownictwo kryminału śpi w swoich domach. Przechodnie widzieli następnie na ulicach uciekających więźniów ubranych w niebieskie koszule z żółtymi kołnierzykami. Jak poinformował kongijski minister sprawiedliwości Alexis Thambwe, poza Nsemim i jego zwolennikami wśród uciekinierów nie znaleźli się inni z ważnych osadzonych, do których zaliczył przywódców opozycji politycznej oraz żołnierzy skazanych za zamordowanie poprzedniego prezydenta kraju Laurenta-Desire Kabili. Ne Muanda Nsemi ma wielu oddanych zwolenników w południowo-zachodnim Kongo, a ich liczba idzie w tysiące. Znany jest z głoszenia kongijskiego patriotyzmu i woli odtworzenia dawnego chwalebnego Królestwa Kongo, które przez wieki istniało u ujścia rzeki o tej samej nazwie będąc jedną z najważniejszych potęg afrykańskich. Jak zwraca uwagę Reuters, starcia pomiędzy wyznawcami tej religijnej wspólnoty i siłami bezpieczeństwa aktualnego marionetkowego reżimu są częścią większych napięć w całym Kongu, którego prezydent Joseph Kabila odmówił ustąpienia z urzędu, pomimo że jego mandat zakończył się w grudniu 2016 roku. Wywołało to obawy przed wybuchem kolejnej wojny domowej w Kongo. ONZ ostrzegła swój personel w Kinszasie, by powstrzymał się od zbędnych podróży po mieście, określając obecną sytuację jako spokojną, ale nieprzewidywalną. 

Wspólnoty duchowe i mistyczno-religijne prześladowane przez wszelkiej maści reżimy powinny się uczyć jak dzielnie i bezwzględnie walczyć o wolność dla swoich duchowych przywódców i Proroków Bożych zbójecko nękanych i represjonowanych, a także więzionych przez zbrodnicze reżimy z zawsze kłamliwym słowem "demokracja" na zaplutych ryjach faszystowskiej w swej istocie dyktatury zwanej parlamentarną, który wszystkim ludziom o odmiennych od katolickiego poglądach i rodzimych wyznaniach religijnych jedynie odbiera wolność, terroryzuje, nęka aresztami czy więzieniami. Uczyć się i w razie ostatecznej konieczności bezwzględnie naśladować, bo często nie ma innej drogi w walce z faszystowską dyktaturą policyjnych reżimów tak zwanej zachodniej demokracji.  

wtorek, 9 maja 2017

Argentyna i zakonnica wielka nierządnica

Kosaka Kumiko - zakonnica pedofilka w Argentynie 


Argentyna: aresztowano katolicką zakonnicę oskarżoną o współudział w skandalu pedofilskim. Zakonnicę ścigano listem gończym od marca 2017 i aresztowano dopiero w maju 2017, gdy sama oddała się w ręce władz. Jest oskarżona o współudział w systematycznym gwałceniu dzieci głuchoniemych przez katolickich księży. Pedofilka zakonna Kosaka Kumiko (42 l.) może spędzić w więzieniu długie lata. Łącznie mówi się o przynajmniej 24 ofiarach podłej zakonnicy zboczenicy, ofiarach dzieci głównie w wieku 10-12 lat, ale łącznie licząc wszystkie ofiary od lat 5 do 15. 


Kosaka Kumiko, japońska zakonnica katolicka, która od 10 lat pracowała w Argentynie, ukrywała się od 29 marca 2017 roku w Buenos Aires, gdzieś na północy, szkoląc się w katolickim klasztorze jak ma zeznawać w sądzie. Tego dnia prokuratura w prowincji Mendoza, gdzie pracowała, wystawiła nakaz jej aresztowania i międzynarodowy list gończy. Oskarżała ją o stręczenie dwóm katolickim księżom pedofilom niepełnosprawnych dzieci (kalek), które przebywały pod ich opieką w katolickim ośrodku dla kalek w prowincji Mendoza. Dzieci były zmuszane do seksu dopochwowego (waginalnego), doodbytniczego (chłopcy i dziewczynki) oraz do seksu oralnego czyli do tak zwanego "obciągania" księżom wacków w szkole w Lujan de Cuyo - jak podaje gazeta The Independent. 

Obaj katoliccy księża – 82-letni Nicolas Corradi i 56-letni Horacio Corbacho – byli już wówczas aresztowani razem ze swoimi wspólnikami, pracownikami ośrodka Jose Luise Ojedą i ogrodnikiem Armando Gomezem. Bezpośrednim powodem ścigania katolickiej zakonnicy było zeznanie 17/18-letniej wychowanki ośrodka, która opowiedziała śledczym, jak 10 lat wcześniej zakonnica ją biła, by sprawdzić, jak bardzo jest uległa, a potem oddawała księżom na zgwałcenie. Przyglądała się też gwałtom, a po fakcie kazała ofierze zakładać pieluchy, by zatamować krwotok z krocza. 

poniedziałek, 8 maja 2017

100 lat objawień fatimskich

Setna rocznica objawień fatimskich 


13 maja - data uważana za kluczową dla losów świata. Sto lat temu, 13 maja w 1917 roku, w pobliżu portugalskiej miejscowości Fatima, doszło do rzekomego cudu, gdzie trojgu małych dzieci pojawiła się podobno Matka Boska czyli dawna Wielka Bogini. Potem powracała do nich jeszcze przez sześć kolejnych miesięcy. Kościół katolicki uznał to zjawisko za cud już w 1930, a w 1941 roku opublikował dwie z trzech tak zwanych tajemnic fatimskich, które urosły do rangi tekstów religijnych katolicyzmu o zabarwieniu apokaliptycznym. Nie wiadomo jednakże jak daleka jest ingerencja w pierwotny tekst o której wspominali ludzie żyjący w tamtych czasach. 


Objawienia w Fatimie rozpoczęły się 13 maja 1917 roku. Trójce małych pasterzy: Franciszkowi i Hiacyncie Marto oraz Łucji Santos przez pięć kolejnych miesięcy rzekomo ukazywała się Matka Boża, prosząc za ich pośrednictwem ludzkość o nawrócenie i pokutę oraz przekazując trzy tajemnice. Przed blisko stu laty rzekoma Matka Boża tu, w Fatimie, apelowała do ludzkości o pilne nawrócenie się i zejście z drogi prowadzącej do wojennej katastrofy oraz zniszczenia. Niestety paranoiczne siły nazizmu i neofaszyzmu znów agresywnie atakują Rosję i ludy Słowiańskie oraz Bliski Wschód i Północną Koreę, próbują okupacji Ukrainy i zniszczenia Białorusi, okrutnie wyzyskują Polskę, chorują na paranoję smoleńską i podsycają paranoidalną rusofobię. A na dodatek astrologia mówi o Saturnie arymanicznym (lata 2016-2019) czyli pogrążonym w najgorszym okresie ciemności w trzydziestoletnim cyklu Saturna na tle gwiazd. 

Z trójki dzieci, które widziały rzekomą Matkę Boską do dorosłości przeżyła tylko Łucja dos Santos, która została katolicką zakonnicą. To ona jako tzw. dziecko fatimskie, jest głównym świadkiem i dostarczycielem przekazu rzekomej Matki Boskiej czy Wielkiej Bogini przerabianej nachalnie na katolicką Maryję. Wiadomo o przynajmniej trzech tajemnicach fatimskich chociaż czasem przebąkiwano, że było ich więcej. Pierwsza opisuje koszmarne piekło i dusze grzeszników zmierzające do niego po śmierci. Z opisu wynika jakby piekło znajdowało się we wnętrzu wulkanu czyli w sferze ognia podziemnego. Ezoteryka i mistyka doskonale zna opisy piekieł i życie dusz nieczystych oraz demonów w mrocznych światach piekielnych, opisywanych także przez inne wielkie religie. 

środa, 12 kwietnia 2017

Maoistyczna sekta w Londynie

Maoistyczna sekta polityczna więziła i wykorzystywała kobiety w Londynie


Była więziona u maoistów w Londynie przez 30 lat. Sekta polityczna odebrała jej wszystko. Naszego świata nie znała. Katy Morgan-Davies od urodzenia była więźniem maoistycznego „kolektywu” politycznego zorganizowanego w mafijną sektę. Po trzydziestu latach wyrwała się z rąk prześladowców i opowiada swoją życiową historię. 

- Byłam nikim - opowiada Katy Morgan-Davies. Urodziła się w maoistycznej sekcie. Przez całe życie nie miała kontaktu z otaczającą społeczną rzeczywistością. Nie mogła oglądać angielskiej ani chińskiej telewizji, nie wolno jej było chodzić do szkoły i do lekarza. Wódz wmawiał wszystkim, że jest bóstwem, któremu wszystko podlega, jak przewodniczący Mao. To nie historia z końca świata, a z przedmieść Londynu, z końca XX wieku i początków XXI wieku. To jedna z migawek o tym jak wygląda życie w Wielkiej Brytanii. 

Aravindan Balakrishnan z małżonką - Polityczna sekta maoistów

Trudno uwierzyć, że coś takiego mogło stać się w dobie mediów społecznościowych, wszechobecnego monitoringu, uczulonych na patologie sąsiadów i tak dalej, i tak dalej - a jednak takie rzeczy się dzieją, podobnie jak skrywana przemoc domowa czy rodzinne  molestowanie seksualne dzieci w rzekomo porządnych i bogatych willach. Katy miała 33 lata, gdy uciekła z politycznej sekty założonej przez maoistę Aravinadana Balakrishnana. Mówili na niego Towarzysz B albo towarzysz Bala. Był dla takich jak Katy całym światem. Zniewolił swoich współpracowników do tego stopnia, że popełniali dla niego samobójstwa. 

Katy już jako mała dziewczynka wiedziała, że nie można wychodzić z domu. Towarzysz Bala powtarzał, że jeśli ktoś to zrobi bez opieki innego członka społeczności, boska siła go ukarze. Wierzyli w Jackie - akronim angielskich nazw Jehowy, Allaha, Chrystusa, Kryszny i Nieśmiertelnego Easwarana, jako że maoistom wolno wierzyć w siłę wyższą, najlepiej naukowo zdefiniowaną. Któregoś dnia Towarzysz Bala wystawił Katy za karę przed drzwi domu - zaczęła histerycznie krzyczeć, bała się, że umrze. Jackie postanowił ją wtedy oszczędzić. 

Wierzyła, że Jackie ma wielką moc, która może zablokować nawet wszystkie krany w mieszkaniu. - Łazienka zawsze była moim schronieniem. Wiedziałam, że w kranie nie będzie wody, bo tak karze nas siła wyższa. Czasem woda płynęła, wtedy całowałam kran, byłam przekonana, że jest po mojej stronie - opowiada Katy w opublikowanej na przełomie lat 2015/2016 rozmowie z BBC. Dopiero teraz odważyła się opowiedzieć o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami maoistycznego „kolektywu”, jak nazywał to jego założyciel. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Szczecinek - konkubent zgwałcił 9-latkę

W Szczecinku zatrzymano pedofila gwałciciela 9-latki 


Z wstępnych ustaleń wynika, że zboczony seksualnie mężczyzna dopuścił się czynów pedofilskich wobec 9-letniej dziewczynki. Do zdarzenia doszło w sobotę 1 kwietnia 2017 w Szczecinku, a niektórzy czytelnicy szczecineckich portali, myśleli nawet, że to niewybredny żart primaaprylisowy, z powodu bardzo skąpych informacji. Jednakże zarzut zgwałcenia dziecka usłyszał mieszkaniec Szczecinka. Mężczyzna w sobotę 1 kwietnia 2017 wywiózł 9-latkę do lasu. Po jej powrocie, rodzice zaniepokojeni jej zachowaniem, płaczem i informacjami, zawiadomili policję. O sprawie mówił Janusz Bugaj, Prokurator Rejonowy w Szczecinku:

- Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. Sprawca wywiózł dziewczynkę samochodem poza miasto i ją zgwałcił. Sprawcę, który był znany rodzinie pokrzywdzonej, namierzono i zatrzymano. Przedstawiono mu już zarzut. Obecnie w tej sprawie przesłuchiwani są świadkowie. Zbierane są materiały dowodowe. Mężczyzna znany był rodzinie. Za to co zrobił grozi mu do 12 lat więzienia. Niewykluczone, że jeszcze dziś (3 kwietnia) sąd podejmie decyzję o tymczasowym areszcie.


Według nieoficjalnych informacji mężczyzna wcześniej był podejrzewany o podobne czyny. Prokuratura nie ujawnia jednak, czy był wcześniej skazany za gwałt lub molestowanie małoletnich. Dziewczynka jest pod opieką lekarzy i psychologów. Dziewczynka mogła darzyć sprawcę zaufaniem, bo go znała. W lesie mężczyzna zgwałcił 9-latkę, a po wszystkim odwiózł do domu jak gdyby nigdy nic. Dziewczynka płakała i o wszystkim opowiedziała matce, a ta zawiadomiła policję.

środa, 22 marca 2017

Kłodzko - Wikary molestuje dziecko seksualnie

Ksiądz molestował ministranta? Wikariusz z Kłodzka zawieszony! 


Diecezja Świdnicka Krk z początkiem lutego 2017 roku zawiesiła w obowiązkach jednego z katolickich księży z parafii w Kłodzku z powodu podejrzenia o molestowanie seksualne ministranta, przestępstwo typowe wśród katolickiego duchowieństwa. Takie zawiadomienie o przestępstwie kryminalnym katolickiego duchownego złożył jeden z ministrantów w parafii katolickiej. Odsunięcie od sprawowania obowiązków nie oznacza, że wikary został uznany za winnego. To aktualnie standardowe działanie w przypadku takich podejrzeń popartych zawiadomieniem o przestępstwie złożonym na policji lub w prokuraturze, jeśli lokalnemu kościołowi nie uda się zastraszyć poszkodowanego. 


Ministrant jednej z parafii w Kłodzku oficjalnie oskarżył pracującego tam księdza o pedofilskie molestowanie seksualne. Jak nieoficjalnie dowiedział się m.in. portal klodzko.naszemiasto.pl, zawiadomienie o tym do Kurii Biskupiej złożyła rodzina ofiary molestowania seksualnego. Od nowego roku 2017 weszło nowe prawo papieskie, które głosi, że w przypadku poważnie udokumentowanych oskarżeń tego typu biskup musi od razu rozpocząć stosowne postępowanie i do czasu jego zakończenia zawiesić podejrzanego księdza pedofila w jego parafialnych czy diecezjalnych obowiązkach. Tak też stało się w przypadku wikariusza Mateusza U. z Kłodzka. To jednak nie oznacza, że został uznany za winnego, gdyż o winie i karze orzeka niezawisły sąd. Teraz trwa oczekiwanie na decyzję Sądu Biskupiego, który ma ją podjąć w przeciągu 2-3 tygodni. Wikary Mateusz U., dostał zalecenie, by na czas jej podejmowania usunąć się w cień i odpoczywać, jako że księża pedofile musza odpoczywać wedle Watykanu po ciężkiej pracy molestowania seksualnego i gwałceniu dzieci - taka ich ciężka widać praca jest we współczesnym świecie. Obecnie przebywa w Domu Księży Emerytów i nie rozmawia z mediami, bo pedofile w sutannach ciągle są w Polsce pod ochroną swojej kurii biskupiej i episkopatu sekty katolików. 

Proces objęty jest tajemnicą, dlatego na temat sprawy niewiele wiadomo, a tajemnica zwykle związana jest z tym, że taki ksiądz po prostu jest zboczeńcem seksualnym, a kościołowi katolickiemu chodzi o to aby jak najmniej rozgłosu było. Dopiero po artykułach w mediach z początku lutego 2017 po około dwóch tygodniach, sprawą zawieszonego za molestowanie seksualne księdza wikarego, oskarżanego przez ministranta o nieobyczajne zachowanie, zainteresowali się kłodzcy śledczy. Sprawą zainteresowali się - i to z urzędu chociaż pod naciskiem mediów – kłodzcy prokuratorzy - Na razie chcemy ustalić, jakie konkretnie zarzuty skarżący stawiają księdzu – mówił 24 lutego 2017 Jan Sałacki, szef Prokuratury Rejonowej w Kłodzku. 

piątek, 10 marca 2017

Funkcjonariusze CBŚP kradli perfumy

Zatrzymano 17-tu funkcjonariuszy CBŚP z Warszawy. Naczelnik odwołany! 


Ze stanowiska odwołano naczelnika warszawskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji i kierownictwo jednego z jego wydziałów - poinformowała w sobotę dnia 4 marca 2017 roku Komenda Główna Policji. Jak wyjaśniono decyzja ta ma związek z zatrzymaniem przez Biuro Spraw Wewnętrznych kilkunastu funkcjonariuszy CBŚP z Warszawy. Wśród zatrzymanych są policyjni łapówkarze, którzy uczestniczyli w przestępczości zorganizowanej polegającej na prześladowaniu Antypedofilskiego Bractwa Himawanti w latach 2002, 2005 i 2006. Czas najwyższy bandziorków policyjnych biorących łapówki od pedofilskiej mafii rozliczyć z te i wiele innych przestępstw kryminalnych. Wobec aresztowanych mowa jest o obawie matactwa, czyli utrudniania śledztwa. Zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej usłyszało w sumie 16 funkcjonariuszy. 


Policjanci BSW KGP (Biura Spraw Wewnętrznych) bazując na własnych ustaleniach, w porozumieniu z Prokuraturą Okręgową w Warszawie i kierownictwem CBŚP zatrzymali do wyjaśnienia kilkunastu funkcjonariuszy CBŚP z Warszawy. Wyjaśniane są okoliczności sprawy dotyczące możliwości przekroczenia uprawnień służbowych. W związku z tą sprawą odwołano ze stanowisk naczelnika Zarządu CBŚP w Warszawie oraz całe kierownictwo jednego z wydziałów CBŚ Policji, tego od zwalczania przestępczości gospodarczej i terroryzmu - poinformowano w specjalnym komunikacie. W sprawę zamieszani są funkcjonariusze, którzy pracowali w CBŚP od kilkunastu lat.

Jak dodano w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości, wobec funkcjonariuszy CBŚ zostanie wszczęta procedura wydalenia ze służby. RMF FM podało, że chodzi między innymi o kilkunastu stołecznych funkcjonariuszy CBŚP, którzy w połowie lutego 2017 roku w Milanówku likwidowali największą w Polsce nielegalną rozlewnię perfum. Według stacji, istnieją poważne podejrzenia - weryfikowane teraz przez prokuraturę - że podczas akcji, część biorących w niej udział funkcjonariuszy wzięła dla siebie sporą ilość perfum. Przeszukano mieszkania policjantów przestępców z CBŚP, w których znaleziono nawet po kilka flakonów drogich perfum pochodzących z nielegalnej rozlewni. 

piątek, 3 marca 2017

Kobieta spalona żywcem w zborze ewangelicznym

Ewangeliczni chrześcijanie spalili żywcem kobietę na stosie 


Chrześcijańska sekta tak zwanych Ewangelicznych Chrześcijan w El Cortezal na północnym wchodzie Nikaragui w dniu 21 luty 2017 roku spaliła żywcem młodą kobietę, by wypędzić z niej rzekomego diabła. Aresztowano pastora i jego czworo najbardziej fanatycznych pomocników. Zbrodnia dokonana przez zbór sekty ewangelicznych Chrześcijan wstrząsnęła całą Nikaraguą.

Ofiara niebezpiecznej sekty Ewangelicznych Chrześcijan, Vilma Trujillo miała zaledwie 25 lat, męża i dwoje dzieci. Mieszkali w wiosce El Cortezal na północy kraju. We wtorek 15 lutego 2017 roku jej męża Reynalda Peralty nie było w domu, pomagał w gospodarstwie mieszkającej w innej wiosce matce, skąd wrócił po kilku dniach. Zeznał potem policji kryminalnej Nikaragui, że od pewnego czasu żona uskarżała się na jakieś dolegliwości i zachowywała trochę dziwnie, zwłaszcza od kiedy zaczęła zażywać specyfiki przepisane przez lokalnego medyka, legalnie działającego curanderos. 

Ewangeliczni chrześcijanie aresztowani za bestialskie morderstwo
Pod nieobecność Reynaldo Peralta - męża ofiary, rodzina należąca do zboru zabrała Vilmę do zboru miejscowego zboru kościoła Ewangelicznych Chrześcijan znanego pod lokalną nazwą Iglesia Visión Celestial de las Asambleas de Dios (Kościół Niebiańskiej Wizji Zborów Bożych). Fanatyczny i nawiedzony pastor zboru Juan Gregorio Rocha kazał ją związać i zamknąć, po czym zarządził rzekome „ozdrowieńcze modlitwy” dla członków zboru swojej ewangelicznej sekty. 

Sześć dni później, czyli w poniedziałek 21 lutego 2017, pastor sekty Ewangelicznych Chrześcijan miał ostatecznie uzdrowić Vilmę czyli wyegzorcyzmować. Pomagierzy pastora zaprowadzili ją na dziedziniec kościoła sekty ewangelicznej, z polecenia pastora rozpalili ognisko – rozebraną do naga kobietę związali i wepchnęli w ogień chrześcijańskiego ewangelicznego stosu. Potem, ciężko poparzoną na ponad 80 % powierzchni ciała i nieprzytomną z bólu wrzucili do płytkiego jaru i konającą zostawiono. Po sześciu godzinach znalazł ją tam jeden z krewnych, który przyszedł do zboru Ewangelicznych Chrześcijan, aby zapytać jak poszło uzdrawianie. Po przewiezieniu helikopterem sanitarnym do szpitala w odległej o 480 km stołecznej Managui zmarła, głównie wskutek częściowego spalenia ciała żywcem i makabrycznych poparzeń. 

sobota, 18 lutego 2017

Wróżbita Sylwester B groźnym pedofilem

Pseudo Astrolog i pseudo Wróżbita Sylwester B. zatrzymany za pedofilię


W dniu 16 lutego 2017 roku w czwartek, Sąd Rejonowy w Bydgoszczy aresztował pod zarzutem seksualnego wykorzystywania pięciorga dzieci Sylwestra B. z Warszawy. Około 37-letni pseudo astrolog i pseudo wróżbita Sylwester B. to popularny przez kilka lat wróżbita telewizyjny niemieckiej sekty kosmica.tv, a także bydgoskiego portalu magicznewrota.pl, którego podejrzewa się o pedofilię, najlepszy kumpel zboczonego wróżbity Dawida, przez skandal seksualny z którym, kosmica.tv upadło w 2014 roku. Pedofil został złapany dzięki informacji przekazanej przez bydgoską Pomoc Społeczną, że dwie dziewczynki w wieku poniżej 15-tu lat spotkały się z tym mężczyzną, a ich spotkanie miało charakter seksualny. Okazało się jednak, że ofiar jest więcej. 

Pedofil Sylwester B wprowadzany do Komendy Policji po zatrzymaniu
Podczas pracy operacyjnej udało się ustalić, że pokrzywdzonych dziewczynek było aż pięć, a sprawa jest rozwojowa. Śledczy ustalili, że dziewczynki, które nie ukończyły nawet 15 lat poznały mężczyznę w sieci. Na internetowej znajomości ani wróżbach on-line się jednak nie skończyło. Ze zgromadzonych przez funkcjonariuszy policji materiałów wynika, iż jedna koleżanka wciągała w proceder kolejną. Wszystkie dobrze się znały. Podejrzany o pedofilię Sylwester B. przyjeżdżał do Bydgoszczy z Warszawy. Wówczas dochodziło do tzw. spotkań sponsorowanych – powiedziała w rozmowie z prasą st. asp. Lidia Kowalska z biura prasowego z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. 

Po zatrzymaniu podejrzanego pseudo wróżbity Sylwestra B. przeszukano jego komputery. Znalazły się w nich w dużej ilości filmy i zdjęcia pornograficzne dzieci. Sprzęt ten został przekazany policjantom z wydziału do walki z cyberprzestępczością. Po wstępnym sprawdzeniu okazało się, że na tych urządzeniach znajdują się materiały pornograficzne z udziałem osób małoletnich – powiedzieli mundurowi. Podejrzany o pedofilię Sylwester B. został zatrzymany i na wniosek prokuratury osadzony w areszcie tymczasowym. Grozi mu do 12 lat więzienia. 

Na początek rozwojowego śledztwa hodzi o pięć dziewczynek w wieku około 11-12 lat, co pokazuje na wyjątkowo obrzydliwy rodzaj pedofilskiego zboczenia seksualnego Sylwestra B. Jak udało się nieoficjalnie dowiedzieć dziennikarzom śledczym i osobom zwalczającym zboczeńców pedofilskich zatrzymany to znany z występów w telewizyjnej sekcie kosmica.pl wróżbita czy raczej pseudo wróżbita. 

Wszystko zaczęło się od informacji przekazanej przez Pomoc Społeczną. Pracownik socjalny z Bydgoszczy ustalił, że dwie małoletnie mieszkanki Bydgoszczy spotykały się ze starszym mężczyzną. Jedna z sumiennych pracownic socjalnych, mająca pod opieką rodzinę ze Szwederowa w Bydgoszczy, dowiedziała się, że dwie 11-letnie dziewczynki spotykały się w zamian za pieniądze za seks ze znacznie starszym od nich mężczyzną. Kobieta natychmiast zaalarmowała policję kryminalną. Funkcjonariusze przesłuchali dzieci w towarzystwie psychologa. Z ustaleń wynika, że kontakty te miały charakter wyraziście seksualny. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Bydgoszcz prokuratura wspiera pedofilię

Bydgoszcz - prokuratura i policja pomaga pedofilom 


W sierpniu 2009 roku prowadzący dochodzenie w sprawie zboczonego seksualnie mężczyzny, który chciał umówić się na erotyczne spotkanie z wirtualną 12-latką przez Internet stwierdzili, że nie było powodu, żeby występować do sądu o aresztowanie dewianta. Sprawę szeroko opisywała prasa. Dziennikarze dotarli także do Tomasza, internauty, który podając się za 12-latkę umówił się na spotkanie erotyczne z 21-letnim bydgoszczaninem - członkiem lokalnej pedofilskiej mafii. Podejrzany został zatrzymany podczas zasadzki. Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ postawiła mu zaledwie zarzut usiłowania doprowadzenia do obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15-cie, przestępstwa będącego zbrodnią zagrożonego karą do 12 lat więzienia. Mimo to mężczyzna nie został aresztowany, zwolniono go, aby mógł bezkarnie nagabywać kolejne ofiary - nasze dzieci. Internauta, który doprowadził do ujęcia zwyrodniałego pedofila, był zdziwiony decyzją prokuratury Bydgoszcz-Północ, tej samej, która w latach 2003-2005 zajmowała się więzieniem tych, którzy walczą z pedofilską mafią zbójeckiego tandemu Mynarski - Rewald. Dowiedział się o niej od redakcji lokalnej gazety. Tymczasem pedofilscy śledczy nie mają sobie nic do zarzucenia, a kolaboracja z pedofilskimi gangsterami ciągle uchodzi im na sucho. 


- Naszym zadaniem jest ocena faktów. Przede wszystkim, potencjalna osoba pokrzywdzona była tylko wirtualnym tworem. Zagrożenie dla dobra prawnego było w tym wypadku czystą abstrakcją. Żeby zastosować tymczasowy areszt muszą istnieć podstawy kodeksowe. Jest ich kilka. W mojej ocenie ich nie było. Ten mężczyzna ma stałe miejsce zamieszkania i stałą pracę. Nie ma obawy, że ucieknie, ukryje się. Ponieważ nie ma pokrzywdzonego, a jedynie dowody na próbę popełnienia przestępstwa, to dodatkowo nie ma też możliwości matactwa, wpływania na ofiarę - mówił bluźnierczo sympatyzujacy jak widać z pedofilską mafią prokurator Jarosław Głowacki. Zdaniem propedofilskiego prokuratora Głowackiego, podejrzany nie będzie mógł także zacierać śladów. Bezpośrednio po zatrzymaniu mundurowi przeszukali jego mieszkanie. Znaleźli tam i zabezpieczyli jako dowody w śledztwie komputer, laptopa, nośniki danych, płyty. Biegli powołani do sprawy muszą teraz sprawdzić, czy nie ma na nich treści pornograficznych o charakterze pedofilskim. Będą także usiłowali odnaleźć w pamięci komputera ślady rozmów, które 21-letni pedofil przeprowadzał na chacie i przez komunikator gadu-gadu. 

Czy prokuratura nie zdaje sobie sprawy, że zboczeniec na wolności może nadal grasować w sieci i umawiać się na spotkania z dziećmi? - Musimy działać zgodnie z prawem. Nie ma potrzeby stosowania tak surowego środka, przypuszczając że w przyszłości może on popełnić inne przestępstwo. Nie można aresztować kogoś na wyrost - dodaje propedofilski prokurator Głowacki, zapominając, że de facto pedofil już się umówił na seks z 12-to letnim dzieckiem. Upiornym jest występowanie bydgoskiej prokuratury Bydgoszcz-Północ w obronie interesów pedofilów i pedofilskich gangów, przynajmniej od 2003 roku. 

wtorek, 7 lutego 2017

Polska zatruwa i morduje smogiem czarnym

Smog - polska specjalność w zatruwaniu sąsiednich państw i ludobójstwie na własnych obywatelach


Nazwa SMOG jest zbitką słów smoke (dym) i fog (mgła), zatem smog to 'dymna mgła'. Smog jest zjawiskiem atmosferycznym – zanieczyszczeniem powietrza, które występuje na skutek działań ludzkich. W skład smogu wchodzą szkodliwe związki chemiczne (tlenek azotu oraz tlenki siarki) i pochodzące zwykle ze spalania węgla, drewna lub biomasy cząstki stałe – PM10, a także drobniejsze pyły PM25. „PM10 oznacza skrót od nazwy cząstek stałych unoszących się w powietrzu o rozmiarze poniżej 10 mikrometrów. Są drobinkami, które charakteryzuje możliwość przedostawania przez nasz układ oddechowy do układu krwionośnego do krwiobiegu” – mówią jednym głosem eksperci do spraw ekologii i oczyszczania środowiska. 

Smog - smutny krajobraz tragicznie zatrutej Polski
Smog rodzi się w korzystnych warunkach terenowych (np. w dolinie otoczonej wzgórzami), pogodowych (brak wiatru, duża wilgoć) i atmosferycznych (zjawisko inwersji powietrza – ciepłe powietrze unosi się nad zimnym). Zjawisko smogu najbardziej zauważalne jest w terenach mocno zurbanizowanych. Smog może być przyczyną opadów kwaśnego deszczu, który zawiera trujące kwasy. Kwaśne deszcze negatywnie oddziałują na środowisko, powodują ogromne zniszczenia lasów oraz tragiczne w skutkach zakwaszania gleby i wód. 

Już w 2014 i 2015 roku Unia Europejska wszczęła alarm antysmogowy, podnosząc, że zanieczyszczenie powietrza zabija co roku w Europie ponad pół miliona osób. W Polsce z powodu zanieczyszczenia na 2014 rok przedwcześnie zmarło 47,3 tys. osób - wynikało z najnowszego na rok 2014 raportu Europejskiej Agencji Środowiska. W 2016 roku zmarło w Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza ponad 50 tysięcy ludzi, co oznacza, że kolejne rządy w Polsce doprowadzają do masowego ludobójstwa własnych obywateli. Przez 10 lat to 400 do 500 tysięcy czyli dobrych pół miliona trupów wymordowanych własnych obywateli, a trzeb doliczyć jeszcze tych, którzy umrą przedwcześnie poza granicami naszego kraju, głównie w państwach sąsiednich. 

Zanieczyszczenie powietrza jest największym zagrożeniem dla zdrowia ludzi w Europie, związanym ze środowiskiem, a Polska należy do najgorszych śmierdzili i trucicieli zatruwających wszystkie okoliczne państwa, w tym Szwecję przez morze. Powoduje skrócenie czasu życia mieszkańców i przyczynia się do poważnych chorób, m.in. serca, układu oddechowego i nowotworów - alarmują autorzy raportu.

Pyły zawieszone (PM10, PM25) powodują lub pogłębiają choroby układu krążenia i płuc, zawały serca, zaburzenia rytmu serca i nowotwory, w tym także chorobę obturacyjną. 

Największym problemem jest zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi (PM 10 i PM 2,5), ozonem troposferycznym (O3) i dwutlenkiem azotu (NO2) oraz dwutlenkiem siarki (SO2) - podkreślają autorzy raportu "Air quality in Europe — 2015 report". Raport dotyczy narażenia mieszkańców Europy na zanieczyszczenia powietrza i ich konsekwencji dla zdrowia. Dane z lat 2012 i 2013 pochodzą z oficjalnych stacji monitoringowych w 40 krajach Europy, podobnie na lata następne. Problem zatrucia smogowego nie jest problemem tylko jednej zimy z roku 2016/17... 

Dane Komisji Europejskiej pochodzą częściowo jeszcze z 2012 roku, ale generalnie stan zanieczyszczenia atmosfery jedynie uległ pogorszeniu. Wynika z nich, że normy zapylenia powietrza były wielokrotnie przekraczane aż w 21 krajach, także w Polsce. Dotyczy to zarówno cząsteczek stałych i rakotwórczych benzopirenów. Zanieczyszczenia trafiają potem do upraw oraz paszy zwierząt i trują nas podwójnie, raz z oddychania, a dwa ze spożywanego pokarmu.  

W Polsce głównym problemem są pyły zawieszone i benzopireny. Ich źródłem są szkodliwe i wadliwe instalacje przemysłowe, kopcące nadmiernie ruchy samochodów (szczególnie ciężarowych i autobusów) oraz fatalne ogrzewanie domów prywatnych. Samochody na silniki spalinowe odpowiadają średnio za 40 procent całego smogu czyli zatrucia powietrza. 

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ksiądz pedofil Roman Bee - Puszczykowo

Ksiądz gwałcił 13-letnią dziewczynkę. Znów odprawia msze dla dzieci! 


Ksiądz pedofil Roman B., zakonnik skompromitowanego na całym świecie pedofilią Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił 13-latkę. Nadal jednak jest katolickim księdzem, odprawia katolickie msze i pisze do dzieci na Facebooku, namawiając na wspólne wycieczki zagraniczne. Dobrze nagłośniona w mediach gehenna Żanetki spod Pyrzyc zaczęła się, gdy dziewczynka była w szóstej klasie szkoły podstawowej. Gdy katolicki ksiądz pedofil Roman B. zorientował się, że uczennica ma problemy w domu, zaproponował, że załatwi jej  przeprowadzkę do szczecińskiej szkoły z internatem. 

Okazało się jednak, że nie był to internat, lecz puste mieszkanie matki księdza, która przebywała za granicą. Ksiądz pedofil Roman B. zapisał dziewczynkę do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Kazał jej z nikim w szkole nie rozmawiać i od razu po lekcjach wracać do mieszkania. Duchowny katolicki z sekty chrystusowców zwanej oficjalnie Towarzystwem Chrystusowym więził tam dziewczynkę mającą niespełna 13 lat, gwałcił ją, bił i poniżał przez wiele miesięcy, zmuszał do brania leków działających psychotropowo. Po czym mówił: „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie”. Zapewne dlatego, dla takich bandytów pedofilskich i katów dzieci, rządzący Polską katolicki PiS Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry nie chce konwencji antyprzemocowej. Niestety, sekta chrystusowców założona została przez jednego z głównych przedwojennych sprzymierzeńców nazizmu, kardynała Augusta Hlonda pospołu z faszyzującym księdzem Ignacym Posadzym, a jak pamiętamy z historii obaj mieli wiele brudów za uszami, nie tylko kolaborację z hitlerowcami przeciwko Narodowi Polskiemu. 

Katolicki ksiądz pedofil Roman B. został wyświęcony w 2005 roku - to niejako świeżej daty pedofilski narybek kościoła katolickiego i nic się w sekciarskich zakonach pokroju Towarzystwa Chrystusowego nie robi aby odrzucać osoby o zboczonych skłonnościach seksualnych. Od razu trafił na posługę do jednej z miejscowości w woj. zachodniopomorskim, w dekanacie Stargardu Szczecińskiego. Ksiądz pedofil Roman B., miał częsty kontakt z młodzieżą i dziećmi - uczył religii katolickiej jako katecheta, udzielał się na pielgrzymkach, także młodzieżowych i dziecięcych, a to prawdziwie katolicki raj dla księży pedofilów. Krótko potem ksiądz pedofil Roman B. poznał swoją ofiarę - 13-letnią wówczas dziewczynkę pochodzącą z biednej rodziny. W latach 2006-2007 regularnie wykorzystywał ją seksualnie - całował w intymnych miejscach, namawiał do wzajemnych pieszczot. W tym czasie co najmniej kilkadziesiąt razy zmusił dziecko do stosunków seksualnych. Zrozpaczona dziewczynka samookaleczała się, próbowała popełnić samobójstwo. Zeznała także, że pedofil gwałciciel Roman B. zmusił ją do przeprowadzenia aborcji u katolickiej ginekolog, znajomej księdza pedofila, która nie raczyła zawiadomić o tym policji. 

sobota, 31 grudnia 2016

Pedofil gwałciciel z Wrocławia aresztowany

Tysiące zdjęć i filmów porno. Pedofil zatrzymany we Wrocławiu! 


Wrocławscy policjanci, którzy walczą z pedofilską cyberprzestępczością zatrzymali 29-letniego wrocławianina podejrzanego o pedofilię. W dniu 27 grudnia 2016 roku pedofilskiego 29-latka podejrzanego o wykorzystywanie seksualne małoletnich poniżej 15 roku życia aresztowała policja we Wrocławiu. W mieszkaniu zboczonego seksualnie mężczyzny znaleziono nośniki elektroniczne, na których znajdowało się kilkanaście tysięcy zdjęć i materiałów wideo przedstawiających twardą pornografię z udziałem dzieci oraz dzieci i zwierząt, w tym materiały wykonane samodzielnie przez zatrzymanego zbrodniarza. 


Zboczony seksualnie 29-letni mieszkaniec Wrocławia był całkowicie zaskoczony (jak większość zbrodniarzy), gdy z nagła policjanci pojawili się u niego w domu, w swej istocie w pedofilskiej melinie. Podczas przeszukania mieszkania-meliny pedofilią zboczonego mężczyzny zabezpieczyli komputer, kilkanaście nośników pamięci, telefony komórkowe, płyty CD oraz DVD. Wszystkie zabezpieczone przez funkcjonariuszy nośniki pamięci zostały przekazane do poddania dokładnej analizie przez biegłych z tego zakresu. Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że mężczyzna wykorzystywał małoletnich na przestrzeni ostatnich 2-3 lat. Sprawa jest rozwojowa. Na razie funkcjonariusze ustalili popełnienie kilku przestępstw pedofilskich, w tym przynajmniej pięcioro poszkodowanych dzieci poniżej lat 15-cie siłą przymuszanych do niechcianego brutalnego seksu. 

Do wieczora dnia 27 grudnia 2016 policjanci już ustalili popełnienie przez zboczonego mężczyznę, a byłego ministranta katolickiego kilku przestępstw na osobach małoletnich obojga płci poniżej 15 roku życia, a miało do nich dojść na przestrzeni ostatnich 2-3 lat. W cywilizowanym zachodnim świecie dominuje naukowo udowodnione przekonanie, że najparszywszymi zboczeńcami są pedofile biseksualni, którym zatarła się granica pomiędzy płciami, a choroba mózgu generuje im zboczony pociąg do dzieci, bez względu na płeć. 

niedziela, 18 grudnia 2016

Aleppo wyzwolone przez syryjskie wojsko

Aleppo wyzwolone przez wojska syryjskie 


Złapano do niewoli 128 oficerów i generałów NATO walczących dla Państwa Islamskiego 

W dniu 15 grudnia 2016 roku wojska rządowe i ochotnicy zasadniczo zakończyli operację wyzwolenia wschodniego Aleppo z rąk terrorystów sekty Państwo Islamskie (PI, ISIL, Daesh) oraz sekty an-Nusra i innych odłamów al-Kaidy - oznajmił na briefingu wiceszef głównego zarządu operacyjnego Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji generał-lejtnant Wiktor Poznichir. Według generała rządowa syryjska armia wyparła terrorystów i gangsterów niebezpiecznych sekt salaficko-wahabickich ze wszystkich nielegalnie okupowanych przez nich dzielnic. Podczas walk w końcu 2016 roku demokratyczne wojska syryjskie zlikwidowały ponad 900 terrorystów-ludobójców i zniszczyły dziesiątki jednostek ciężkiej broni oraz sprzętu wojskowego terrorystycznych bojówkarzy. Zostało całkowicie wyzwolonych 105 osiedli o łącznej powierzchni 78,5 km2. — Zwracam uwagę na to, że zgodnie z decyzją prezydenta Rosji Władimira Putina rosyjskie lotnictwo od 18 października 2016 całkowicie wstrzymało naloty na Aleppo — podkreślił Poznichir. 

Aleppo wyzwolone od salaficko-wahabickiej okupacji ISIL/Daesh
Rosyjskie Centrum Pojednania Stron Konfliktu w Syrii potwierdziło, że operacja wyprowadzenia zbójeckich salaficko-wahabickich terrorystów-rebeliantów i ich rodzin z Aleppo dobiegła końca. Wcześniej syryjska telewizja państwowa Al-Ikhbariya poinformowała, że operacja została wstrzymana. — Pojawiły się doniesienia, że rebelianci naruszyli porozumienie i próbowali wziąć zakładników — poinformował syryjski kanał. Według Al-Ikhbariya grupy terrorystyczne sekty salaficko-wahabickiej (an-Nusra i Daesh) ostrzelały dzielnicę Ramus. Z kolei Reuters, powołując się na świadków, poinformował o wilku wybuchach, które było słuchać w pobliżu miejsca, skąd wyruszają autobusy uczestniczące w ewakuacji. Zaznacza się, że z pomocą Rosyjskiego Centrum Pojednania Stron Konfliktu w Syrii z Aleppo wywieziono ponad 4,5 tysiąca terrorystów-rebeliantów i 337 rannych bandytów. W sumie podczas trwania operacji wyzwolenia wschodniego Aleppo prowadzonej przez Centrum z Aleppo ewakuowano ponad 9,5 tysiąca osób zamieszanych w rozbójnictwo. 

piątek, 25 listopada 2016

Kambo - morderczy jad zabija ludzi

Kambo - toksyczny jad amazońskiej żaby zabija ludzi i niszczy mózg


We wtorek, 22 listopada 2016 roku padła ofiarą jadu żaby 30-letnia Halina T. , która bezmyślnie wzięła udział w pseudo szamańskiej "ceremonii kambo" w Grodzisku Mazowieckim. Kobieta zmarła po rzekomej "ceremonii kambo". Wyjaśniamy zatem, czym jest ten niebezpieczny dopalacz i skąd się bierze jego stosowanie. Kambo przez swoich dilerów pokroju Konrada S. z Grodziska Mazowieckiego nazywane jest "szczepionką", "rytuałem" czy "terapią". W rzeczywistości to podawanie ludziom silnej neurotoksyny w warunkach, które zagrażają życiu. Przykre, że w Polsce pozwala się działać gangom dillerów narkotyków i dopalaczy pod szyldem medycyny naturalnej czy szamanizmu. 



Moda na dopalacz kambo pochodzi z Ameryki Południowej, bo z niej wywodzi się trująca żaba, płaz, którego toksynę podaje się ludziom zafiksowanym na tak zwane mocne wrażenia. To rzekotka, chwytnica zwinna, której skóra wydziela szereg niezwykle silnie działających na organizm substancji. Mieszkańcy Puszczy Amazońskiej rzekomo używają toksyny tych płazów podczas obrzędów szamańskich, tyle, że jakoś dziwnie, głównie na białych turystach. W historii stosowano tę toksynę na przesłuchiwanych jeńcach i osobach podejrzanych o przestępstwa. Rzeczywiście szamani w dawnych czasach stosowali takie substancje do przesłuchiwania więźniów i jeńców wojennych w walkach z innymi plemionami. 

Jednak w Polsce kambo czyli sesje podawania toksyny, stały się kolejną modą z nurtu tak pseudo medycyny alternatywnej, a w istocie grupy ludzi szukającej niszy dla zysku z mało znanych i jeszcze nie zakazych przez prawo dopalaczy. Jedna z grup oferujących podawanie trucizny tak reklamuje jej rzekome działanie:

"KAMBO oferuje możliwość przywrócenia ciała do harmonii i odzyskania zdrowia. Dzięki detoksykacji ludzie czują się odmłodzeni i odzyskują posiadane wcześniej potencjały energii. Dalej zapowiada też, że podawanie jadu może pomóc w problemach z płodnością, cukrzycy, reumatyzmie, depresji, chorobach Alzheimera i Parkinsona, AIDS i niemal wszystkich innych problemach zdrowotnych."

Tymczasem prawda jest taka, że zawarta w żabim jadzie dermorfina jest silniejszą, bardziej toksyczną i bardziej uzależniającą postacią morfiny, a jak wiadomo morfina ma dużo wspólnego z opium oraz z heroiną. Uzależnienie psychiczne i fizyczne oraz dermorfinowy "złoty strzał", podobny jak u heroinistów to akurat nic nadzwyczajnego. Tyle, że media zwykle nie rozpisują się o tym jak skończył na cmentarzu kolejny narkoman czy narkomanka, jedynie hurtem podaje się liczbę zgonów "pod wpływem" morfiny, opium, dermorfiny czy heroiny. Dermorfina to taki grubszy gatunek trucizny wspomaganej wieloma innymi środkami odurzajacymi i uzależniającymi. 

piątek, 4 listopada 2016

Pedofile molestują na Podkarpaciu

Pedofil chciał umówić się na randkę z 13-latką. Pedofil z Mielca zatrzymany w Dębicy 


Zboczony seksualnie 29-latek wpadł w ręce policjantów z Dębicy, gdy przyjechał na miejsce, gdzie zamierzał spotkać się z 13-latką. Mężczyzna został zdemaskowany przez internautów, z którymi prowadził rozmowę za pośrednictwem komunikatora. Usłyszał zarzut uwodzenia osoby małoletniej przez internet, grozi mu za to do 3 lat pozbawienia wolności i trochę nieprzyjemności pod celą w kryminale. 


W piątek 30 października 2016 roku wieczorem do dębickiej komendy zgłosiły się dwie osoby. Twierdziły, że korzystały z jednego z portali internetowych, na którym zalogowali się nickiem, który mógł sugerować, że to 13-letnia dziewczynka. Wśród osób biorących udział w rozmowie pojawił się internauta, który po upewnieniu się, że pisze z nastolatką zaproponował jej spotkanie. Z późniejszego dialogu wynikało jednoznacznie, że spotkanie miało mieć podłoże seksualne. 

Dębiczanie zaniepokojeni przebiegiem internetowej rozmowy stawili się w komendzie. Poinformowali funkcjonariuszy o spotkaniu, które zaplanowano jeszcze tego samego dnia na terenie miasta. Policjanci przygotowali zasadzkę na zboczeńca seksualnego. W umówionym  miejscu zatrzymali 29-letniego mieszkańca powiatu mieleckiego. 

Mężczyzna wyznania rzymskokatolickiego usłyszał zarzut nawiązywania za pośrednictwem Internetu kontaktu z małoletnią poniżej lat 15-cie w celu seksualnego wykorzystania lub gwałtu. Grozi mu za to do 3 lat pozbawienia wolności. Zboczony seksualnie pociągiem do dzieci 29-latek przyznał się i wyjaśnił, że spotkanie z 13-latką było sprowokowane jego ciekawością. W miejscu zamieszkania podejrzanego policjanci zabezpieczyli komputer, który sprawdzą technicy informatyczni czy nie zawiera treści pornograficznych z udziałem małoletnich. 

Postępowanie pod nadzorem prokuratora prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Dębicy. Niecierpliwie czekamy, aż lokalny katolicki kościół na odpowiednim szczeblu podejmie decyzję o usunięciu zboczeńca ze swojej wspólnoty religijnej i publicznie z ambony potępi jego pedofilską zbrodnię. 

czwartek, 3 listopada 2016

Facebook - prywatna cenzura internetu

Kontrowersyjne blokowanie przez Facebook kontrowersyjnych treści...  


Blokować i cenzurować czy nie blokować i nie cenzurować na Facebooku, to ciągle popularny temat wobec tysięcy bezprzedmiotowych zablokowań dziennie. W końcu października i na początku listopada 2016 roku działacze kilku ruchów narodowych informowali m.in. na Twitterze, że w ostatnich dniach z Facebooka zniknęły profile m.in. z Marszu Niepodległości, Ruchu Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej, a także profile prywatne wielu osób, które udostępniły z nich treści, nawet jak tylko w celu ich skrytykowania. 

Fanpejdż rowerowy zbanowany za pisanie o częściach zamiennych do roweru
W Polsce nie ma zgody na cenzurę; będziemy analizować pod kątem prawnym, co możemy zrobić w sprawie blokowania na Facebooku profili związanych z ruchami narodowymi - zapowiedział w środę 2 listopada 2016 wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. To woła o pomstę do nieba - uważa. Działacze ruchów narodowych informowali m.in. na Twitterze, że w ostatnich dniach z Facebooka zniknęły profile m.in. z Marszu Niepodległości, Ruchu Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. Administratorzy strony blokują też profile samych działaczy i tych, którzy je udostępniają. Narodowcy, którzy winą za usuwanie stron obarczają przede wszystkim pracowników polskiego oddziału Facebooka, zaplanowali na 5 listopada 2016 protest przed warszawską siedzibą serwisu społecznościowego. 

Wiceminister Patryk Jaki podkreślił w środę 5 listopada 2016 roku w "Sygnałach dnia" w radiowej Jedynce, że Polska jest "kolebką demokracji i wolności". "Nie ma zgody na cenzurę" - oświadczył. Brak neutralności zarzuciły też Facebookowi obie strony konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Polityka stosowana przez Facebook - portal społecznościowy z rzekomo około 1,6 miliarda użytkowników - w kwestii publikowania niektórych treści wielokrotnie wywoływała publiczne oburzenie i zmuszała portal do cofania decyzji ocenianych jako kontrowersyjne. Faktycznie Facebook ma znacznei mniej użytkowników niż ilość założonych na nim dotąd kont, gdyż miliony osób zakladały już swoje konta z wielu kolejnych emaili, podczas gdy firma Facebook bezmyślnie w zancznym stopniu owe profile blokuje i niszczy dorobek milionów ludzi na portalu społecznościowym. 

Patryk Jaki pytany, czy prokuratura powinna zająć się blokowaniem stron narodowców oraz treści związanych m.in. z marszem niepodległości, wiceszef Ministerstwa Sprawiedliwości odpowiedział: "Będziemy analizować pod kątem prawnym, co możemy zrobić, bo rzeczywiście to, co się dzieje na Facebooku, ale również na Twitterze, to woła o pomstę do nieba". Dopytywany, czy prokuratura może cokolwiek zrobić w sprawie spółki, która jest poza polską jurysdykcją, stwierdził: "Dzisiaj będziemy się zastanawiali, czy możemy coś zrobić. Pewnie możliwości mamy ograniczone, ale nawet te, które nam zostały, uważam, że powinniśmy z nich skorzystać". jak wiadomo, zawsze można wydać polecenie NASK aby zablokowała wszystkie adresy IP firmy Facebook na terytorium Polski, tak jak to robią w innych cywilizowanych krajach, gdy firma podpadnie rządowi. 

"Mogą być tam (na Facebooku) strony, które obrażają kościół katolicki, wulgarne, nawiązujące do ideologii komunistycznej, natomiast nie może być polskich haseł patriotycznych? Coś tutaj jest nie w porządku i na to absolutnie nie można się zgodzić" - powiedział Jaki. Skoro w USA można swobodnie głosić zarówno komunizm jak i faszyzm, to póki nikt nie nawołuje do zabijania i stosowania przemocy, zgodnie z regulaminem samego Facebooka, nie powinno być zjawiska likwidowania czyichkolwiek stron. Niestety, obserwuje się także niszczenie stron fanpage'y i profili prywatnych na temat duchowości i religii wschodnich, niechrześcijańskich, zjawisko znane od przynajmniej 2010 roku, które także nie powinno mieć miejsca...  

czwartek, 18 sierpnia 2016

Sekty - niebezpieczne substytuty rodziny

Sekty katolickie jako niebezpieczne substytuty rodziny... 


Swoje działania sekty katolickie nasilają w wakacje, choć werbują tak naprawdę przez cały rok. Do sekty katolickiej łatwo jest wejść, ale wspólnotę taką trudno jest opuścić. Sekta katolicka porządkuje nasze życie, zaczyna je regulować. Gdy jesteśmy pełni dylematów i rozterek, także tych o naturze religijnej, takie rozwiązanie - gdy ktoś mówi nam, jak mamy żyć i co robić - wydaje nam się idealne. 

Wielka Nierządnica i jej niebezpieczne sekty
Określenia "sekta" czy "sekta katolicka" ma zabarwienie pejoratywne i kojarzy się często z destrukcyjną organizacją czy lokalną grupą, która niszczy osobowość i relacje z sobą samym i najbliższymi. Jednak, jak przyznaje doktor Paweł Szuppe, to także po prostu grupa, której cele deklarowane różnią się od tych prawdziwych, czyli np. zdobycia przez przywódców środków finansowych. 

"W praktyce to słowo stanowi "wytrych", łatkę, którą przyklejamy grupom, które różnią się doktrynalnie od naszych własnych założeń - mówił ekspert w radiowej Czwórce. Podkreślał, że wakacje to świetny czas, by werbować nowych członków do niebezpiecznych sekt katolickich, bo metod dotarcia do młodych ludzi jest mnóstwo. - Parafialne akcje charytatywne, przykościelne warsztaty, parafialne kursy edukacyjne - wymieniał i tłumaczył, że działanie sekt katolickich jest odpowiedzią na dysfunkcje w życiu ich ofiar, m.in. brak miłości czy poczucia bezpieczeństwa w katolickim domu rodzinnym. 

czwartek, 4 sierpnia 2016

400 milionów dolarów USA dla Iranu

Tajny lot, 400 milionów w gotówce. "USA zapłaciły Iranowi okup". 


W styczniu 2016 roku nieoznakowany samolot przywiózł z USA do Iranu 400 milionów dolarów w gotówce - podał w środę 3 sierpnia 2016 "Wall Street Journal". Republikanie, w tym Donald Trump, krytykują administrację prezydenta Baracka Obamy za wysoki okup wypłacony Iranowi, który był uzgodnioną nagrodą za zwolnienie z więzień czterech Amerykanów aresztowanych pod ciężkimi zarzutami, m.in. szpiegostwa. "Wall Street Journal" zwraca uwagę, że w tym samym czasie, gdy samolot z pieniędzmi lądował na irańskim lotnisku w Mehrabadzie, rząd w Teheranie zwolnił czterech obywateli amerykańskich, m.in. dziennikarza "Washington Post" Jasona Rezaiana. 


Rzecznik Departamentu Stanu John Kirby oświadczył, że pieniądze były pierwszą ratą kwoty, jaką USA postanowiły zapłacić Iranowi w ramach umowy rozstrzygającej sądowy spór związany z zakupem broni przez ten kraj za 1,7 miliarda dolarów, dokonanym na krótko przed rewolucją islamską, która w 1979 roku obaliła prozachodni reżim szacha. Iran przekazał te fundusze do USA, ale po rewolucji Waszyngton wstrzymał dostawy broni dla irańskiego państwa dawniej zwanego Persją, a 1,7 mld dolarów zostało przez USA nielegalnie zamrożonych w amerykańskich bankach. Rzecznik oświadczył, że przywiezione do Iranu 400 mln dolarów "nie było okupem", bo negocjacje w sprawie zwolnienia więźniów toczyły się osobnym torem. - Fundusze przekazane do Iranu były związane jedynie z uregulowaniem zadawnionych roszczeń, rozpatrywanych przez trybunał w Hadze - stwierdził Kirby w wydanym przez Departament Stanu oświadczeniu. W wywiadzie dla prawicowej telewizji "Fox News" powiedział: "To były ich (Iranu) pieniądze. My nie płacimy okupów". 

Jednak według "WSJ" przedstawiciele administracji przyznali, że w czasie negocjacji na temat zwolnienia Amerykanów Irańczycy powiedzieli im, że chcą otrzymać gotówkę, aby pokazać, że dostali coś w zamian za uwolnienie więźniów. "WSJ" podał też, że prezydent Obama nie poinformował opinii publicznej o wypłacie 400 mln dolarów, kiedy 17 stycznia 2016 ogłosił rozstrzygnięcie sporu o irańskie roszczenia, znacząco na korzyść okradzionego przez USA państwa irańskiego. Jeśli my robimy zakupy, płacimy za towar, a nie dostajemy ani towaru ani zwrotu gotówki, to normalnie jest oszustwo, wyłudzenie, zbójecki rabunek. Tak USA potraktowały Iran w 1979 roku by po prawie 40-tu latach zacząć oddawać to, co w złodziejskim amoku zagrabiły. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wyzwolenie Warszawy 1944-1945

Historia wyzwolenia Warszawy 1944-1945 - II wojna światowa


Przed II wojną światową Warszawę nazywano Paryżem Północy, a było to piękne, tętniące życiem miasto. W 1939 roku przed wybuchem II wojny światowej stolica Polski liczyła 1.289.000 mieszkańców, w tym około 32% Żydów, dzięki którym głównie była kwitnącym centrum gospodarczym i kulturalnym Polski oraz Europy. W wyniku hitlerowskiej agresji na Polskę i nazistowskiej okupacji naszej Ojczyzny, łączne straty ludności samej Warszawy w latach 1939-1944 wyniosły około 850 tysięcy osób, w tym około 170 tysięcy (zwykle podaje się liczby od 150 do 180 tysięcy lub włącznie z powstańcami 200-250 tysięcy) zginęło w czasie powstania, pozostałe ofiary były zaś wynikiem systematycznego i bezwzględnego procesu eksterminacji mieszkańców Warszawy trwającego przez cały okres czarnej okupacji hitlerowskiej. Łączne straty bezpardonowo eksterminowanej przez hitlerowski reżim ludności Polski w II wojnie światowej (wojsko i ludność cywilna) wyniosły 6.850.000 osób czyli prawie 7 milionów ludzi. Dla porównania łączne straty alianckiej Francji w II wojnie światowej (wojsko i ludność cywilna) wyniosły zaledwie około 810.000 osób a Wielkiej Brytanii tylko 388.000 osób. Powstanie Warszawskie formalnie mające na celu wyzwolenie stolicy od hitlerowskiej okupacji, które wybuchło 1 sierpnia a upadło 2 października 1944 roku było wielką katastrofą narodową, a także wielką i tragiczną w skutkach polityczną hucpą pozbawionego zdolności analitycznych obozu londyńskiego i dowództwa podziemnej Armii Krajowej cierpiących także na paranoiczną rusofobię. 


W maju 1943 roku w Sielcach nad Oką w ZSRR czyli w Związku Radzieckim, z inicjatywy polskich patriotów rozpoczęto formowanie 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Dla Polaków pozostających w ZSRR po 1942, po ucieczce Armii Andersa do Iranu, wstąpienie do powstającej armii gen. Berlinga pozostawało jedną z niewielu szans na powrót do Polski i podjęcie walki z niemieckim okupantem. Pierwszą bitwą polskich oddziałów na froncie wschodnim była słynna bitwa pod Lenino 12–13 października 1943, jednak do lata 1944 formacje te nie miały osiągnięć bojowych wpływających na losy toczonych walk. Na przełomie 1943 i 1944 sformowano kolejne polskie jednostki w ZSRR, które utworzyły 1 Korpus Polskich Sił Zbrojnych, rozwinięty 16 marca 1944 w 1 Armię Polską w ZSRR, pomimo początkowej nieprzychylności zarówno władz ZSRR jak i rządu polskiego na uchodźctwie w Londynie. Odrodzone Wojsko Polskie zostało formalnie powołane ustawą Krajowej Rady Narodowej z 21 lipca 1944 o przejęciu zwierzchnictwa nad Armią Polską w ZSRR i o scaleniu Armii Ludowej i Armii Polskiej w ZSRR w nowe jednolite Wojsko Polskie. Na mocy tej ustawy Krajowa Rada Narodowa objęła zwierzchnią władzę nad Armią Polską w ZSRR oraz powołała do życia Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego. Jednocześnie rzut bojowy 1 Armii Polskiej w ZSRR został przemianowany na 1 Armię Wojska Polskiego. W lipcu 1944 rozpoczęto formowanie 2 Armii Wojska Polskiego, a w październiku 3 AWP, która nie ukończyła jednak formowania m.in. z powodu braku odpowiedniej liczby polskich oficerów. 

Od 20 sierpnia 1944 prowadzona była intensywna mobilizacja do Wojska Polskiego na wyzwolonych terenach Polski, która została zakłócona przez neohitlerowski nazistowski bojkot (dywersję hitlerowską). Od wezwania mobilizacyjnego uchyliło się 27.486 osób będących kolaborantami hitlerowców, którym nie odpowiadał m.in. fakt, iż nowa armia polska znajdowała się pod formalnym zwierzchnictwem radzieckich generałów i jest podporządkowana Frontowi Białoruskiemu utworzonemu przez ZSRR dla wyzwolenia ziem okupowanych spod hitlerowskiego zaboru faszystowskiego. ZSRR dawało głównie sprzęt i amunicję oraz szybkie szkolenie do walki zbrojnej. W swej istocie, kolaboranci hitlerowscy na terenach wyzwolonych nazwani później obłudnie "żołnierzami wyklętymi", odmawiając walki w strukturze Odrodzonego Wojska Polskiego, przyczynili się w lipcu, sierpniu i wrześniu 1944 roku do wykrwawienia Warszawy i upadku Powstania Warszawskiego, a także opóźnili wyzwolenie Warszawy o przynajmniej cztery miesiące. Tych 27.486  dezerterów, którzy odmówili wstąpienia do Wojska Polskiego przyczyniło się do niepotrzebnej śmierci przynajmniej 300 tysięcy obywateli polskich, którzy zginęli w Warszawie pomiędzy 1 sierpnia 1944 a 17 stycznia 1945. Taka jest cena kolaboracji z hitlerowcami w stylu tak zwanej londyńskiej Armii Krajowej i rozlicznych lokalnych bojówek tak zwanych "żołnierzy wyklętych". Hipokryci polityczni nie chcieli walczyć o Wolną Polskę bo im kolor sztandaru się nie podobał... 

W okresie II wojny światowej sformowano dwie armie Wojska Polskiego, w skład których wchodziło łącznie 10 dywizji piechoty, 5 brygad pancernych, brygada kawalerii, 2 brygady saperów, 3 dywizje i kilka brygad artylerii oraz mniejsze oddziały, jak również 4 dywizje lotnictwa. Pod koniec 1944 w ich skład wchodziło około 180 000 żołnierzy - bohaterów walczących o wyzwolenie Polski od hitlerowskiej okupacji niemieckiego reżimu Adolfa Hitlera. Do zakończenia działań zbrojnych w maju 1945 całkowite straty osobowe Wojska Polskiego walczącego u boku bohaterskiej radzieckiej Armii Czerwonej ponoszącej główny ciężar walk, osiągnęły liczbę 17.500 zabitych, 10.000 zaginionych i 40.000 rannych żołnierzy. W wyniku walk o umocnienia Wału Pomorskiego oddziały Wojska Polskiego poniosły ciężkie straty, zginęło 5000 żołnierzy, a 11 000 odniosło rany. W walkach o stolicę Niemiec poległo 7000 żołnierzy, a 17 000 zostało rannych. W wyniku mobilizacji liczebność wojska w maju 1945 osiągnęła imponującą liczbę 370 tysięcy żołnierzy, zaś we wrześniu 1945 roku 440 tysięcy, a na wyzwalanych obszarach organizowano regularne Okręgi Wojskowe. Niestety postawa wielu kolaborantów hitlerowskich, którzy odmawiali służby w Wojsku Polskim, w tym owych 27.486 hipokrytów, którzy uchylili się od wezwania mobilizacyjnego uciekając do lasu i lokalnych watażków-bandytów-rabusiów w okresie lipiec-sierpień 1944, kiedy Wojsko Polskie nie było jeszcze zbyt liczne, to główna przyczyna wykrwawienia się Powstania Warszawskiego i opóźnienia wyzwolenia Warszawy o cztery miesiące. 

piątek, 29 lipca 2016

Pedofil wabi przez internet trzynastolatkę

Warszawa - pedofil więził i wykorzystywał seksualnie trzynastolatkę 


Bulwersujące zdarzenie pedofilskie z czerwca 2016 w Warszawie, gdzie 28-letni mężczyzna przez kilka dni przetrzymywał w swoim mieszkaniu 13-letnią dziewczynkę i namolnie wykorzystywał ją seksualnie. Jak ustaliła policja, poznał ją przez internet, namówił do ucieczki z domu, zwabił i wykorzystał seksualnie. Wykorzystał moment, kiedy nastolatka zdecydowała, że uciekła z domu, zaprosił i zaprowadził ją do siebie. W jego mieszkaniu odnaleźli ją policjanci, a zboczonemu mężczyźnie wyznania rzymsko-katolickiego grozi od 2 do 12 lat więzienia za pedofilię. 

Pedofil zwabia i wykorzystuje seksualnie dzieci
Wszystko wydarzyło się w drugiej połowie czerwca 2016 roku. Zaczęło się od tego, że policjanci z warszawskiej Ochoty otrzymali zgłoszenie o zaginięciu 13-latki. Dziewczynka, nikomu nic nie mówiąc, wyszła z domu i ku rozpaczy rodziców zniknęła. Kiedy nie wróciła na noc i nie było z nią żadnego kontaktu, zaniepokojeni rodzice zgłosili się na komisariat policji. Wszystko wskazywało na to, że nastolatka uciekła z domu, ale funkcjonariusze, jak zawsze w takich przypadkach, zakładali różne wersje zdarzenia. Ruszyły szeroko zakrojone policyjne poszukiwania. 

Po pewnym czasie policjanci uzyskali informację, gdzie może przebywać zaginiona dziewczynka. Weszli do jednego z mieszkań na warszawskim Mokotowie znanym głównie z aresztu w którym likwidowano więźniów politycznych na masową skalę. – W lokalu odnaleźli zaginioną nastolatkę, która jednak nie próbowała z niego uciekać. Oprócz niej w mieszkaniu nikogo nie było, mogła swobodnie opuścić lokal. Policjanci rozpoczęli poszukiwania jego 28-letniego właściciela. Trafili na jego trop w podwarszawskim Raszynie – relacjonuje komisarz Joanna Banaszewska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. 

wtorek, 26 lipca 2016

Pedofilia - ideologia i zboczenie

PEDOFILIA - ideologia polityczna i seksualne zboczenie 


Pedofilia to temat bardzo stary, w dawnej Grecji określany jako "paiderastia" czyli pederastia. Okazuje się, że prominentny polityk Europarlamentu w 2010 roku opublikował swoje wspomnienia o tym jak seksualnie molestował dzieci w przedszkolu i nie przeszkadza mu to w unijnej karierze. W Holandii z początkiem XXI wieku powstała partia polityczna pedofilów, ale uległa samorozwiązaniu, bo środowisko, chociaż liczne, boi się jawnie określić, że należy do pedofilskiej 'orientacji seksualnej'. I w końcu te wskaźniki, z których wynika, że wśród księży jest statystycznie 200 razy więcej pedofilów niż pośród ogółu społeczeństwa, chociaż to i tak zaledwie 2 procent wszystkich przestępstw seksualnych popełnianych na dzieciach. Czy to tylko jawny atak szatana na kościół chrześcijański czy też problem skrywany przez ponad 1700 lat od czasu powstania kościoła rzymskiego i Konstantyna? 

Pedofile atakują społeczeństwo 


"Dobroczynność, Wolność i Różnorodność" - to nie nazwa jakiejś nowej organizacji charytatywnej, Nie, to nazwa partii politycznej NVD założonej w 2006 roku przez pedofilów w Holandii. Chcą legalizacji swojego zboczenia seksualnego. 

Pedofilska Partia polityczna powstała właśnie w Holandii. Jej przywódca nazywa się Ad van den Berg. Głównym celem nowej partii jest obniżenie z 16 do 12 lat granicy wieku, od której współżycie seksualne byłoby dozwolone i niekaralne. Partia od początku działała jako grupa lobbystów. Chcą także liberalizacji przepisów dotyczących pornografii dziecięcej i sodomii. Domagają się, żeby pornografia dziecięca mogła być emitowana w telewizji bez żadnych ograniczeń i żądają edukacji seksualnej w szkołach od najniższych klas. 

Protesty przeciwko legalizacji partii pedofilskiej w Holandii
Pierwsza holenderska partia pedofilów, "Dobroczynność, Wolność i Różnorodność", może działać legalnie - orzekł z całą powagą w lipcu 2006 roku holenderski sąd. Założona w maju 2006 roku partia "Dobroczynność, Wolność i Różnorodność" (PNVD), nie będzie zakazana. Holenderski sąd odrzucił wniosek działaczy antypedofilskich o jej natychmiastową delegalizację. Partia PNVD, może więc działać bezproblemowo na terenie Holandii i postulować: liberalizację przepisów dotyczących pornografii dziecięcej i sodomii (w tym zoofilii) oraz obniżenie granicy z 16 do 12 lat wieku nieletnich, od której współżycie seksualne byłoby dozwolone. 

Jak mówią sami działacze tej partii, ich celem jest zniesienie wszystkich zakazów w sferze seksualnej. Przywódca PNVD Ad van der Berg, twierdzi, że tak wysoka granica wieku, od którego można rozpocząć współżycie seksualne, wzmaga tylko wśród młodocianych zainteresowanie współżyciem z dorosłymi. Partia powołuje się na homoseksualistów i ich walkę o własne prawa. - To właśnie geje jeszcze do niedawna nie mogli działać legalnie w wielu krajach, ale gdy tylko zaczęli się twardo dopominać o swoje „prawa”, to parlamenty niektórych państw ustąpiły i zezwoliły im na korzystanie z szeregu przywilejów, których dotąd nigdy i nigdzie nie posiadali - informuje na swej stronie internetowej PNVD. 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Kanada gwałciła dzieci Eskimosów

KANADA - molestowanie indiańskich i eskimoskich dzieci w szkołach

Dzieci Indian, Innuitów i Metysów w Kanadzie od XIX wieku aż do 1996 roku były bestialsko odbierane rodzicom, umieszczane głównie w katolickich szkołach, gułagach dla dzieci i młodzieży. Były molestowane seksualnie, gwałcone, torturowane, głodzone, wynaradawiane, pozbawiane ojczystej mowy. Były przymusowo chrystianizowane, chrzczone, komunizowane i bierzmowane w ramach rasistowskiego apartheidu kościelnego. Zmuszanie do pracy niewolniczej zamiast nauki to pryszcz w porównaniu z wieloletnim gwałceniem przez nauczycieli i księży... 

Indianie w Kanadzie i horror XX wieku 


Indianie to autochtoniczna ludność pochodzenia mongoloidalnego zamieszkująca obszary Ameryki (z wyjątkiem Eskimosów). Nazwa nadana z końcem XV wieku przez Krzysztofa Kolumba, który dopływając do wybrzeży Ameryki sądził, że osiągnął wschodnie wybrzeża Indii. Przodkami Indian była wedle aktualnych teorii naukowych niewielka grupa ludzi, która w czasie ostatniego zlodowacenia przybyła z terenów północno-wschodniej Azji przez dzisiejszą Cieśninę Beringa i zasiedliła cały kontynent amerykański. 

Ponad 150 tysięcy dzieci Indian i Innuitów molestowano w Kanadzie
W Kanadzie istnieje jeszcze ponad 600 indiańskich rezerwatów, w większości niewielkich i zamieszkanych przez niewielkie społeczności, jako małe wioski – zwykle od kilkudziesięciu do kilku tysięcy osób, w większości Indian - pełnoprawnych, czyli tzw. "statusowych", ale też etnicznych Indian pozbawionych federalnego "statusu tubylca" oraz Metysów. Większość z nich zarządzana jest zgodnie z unormowaniami ustawy o Indianach, niektóre – zgodnie z lokalnymi prawami i tradycjami ich mieszkańców. 

W momencie zetknięcia z cywilizacją europejską Indianie stanowili odrębne grupy, zróżnicowane pod względem kulturowym oraz sposobu prowadzenia gospodarki. Proces barbarzyńskiej kolonizacji ziem i narodów indiańskich rozpoczęty wraz z odkryciem Ameryki stał się przyczyną upadku cywilizacji indiańskich w Ameryce. Ludność tubylcza była barbarzyńsko eksterminowała, gwałcona i mordowana w kilkadziesiąt lat trwającym akcie inkwizycyjnej rzezi motywowanej chęcią nawracania i czynienia sobie niewolników z "czerwonych małp", jak oficjalnie aż do lat 60-tych XX wieku nazywano Indian w Ameryce. 

Kanada rozlicza się z tragicznej historii indiańskich dzieci 


W Winnipeg w Kanadzie zebrało się kilkuset byłych uczniów, a także przedstawiciele pedofilskich Kościołów, członkowie Komisji Prawdy i Pojednania oraz rządu federalnego. – W tych szkołach działy się rzeczy straszne – opowiadała 81–letnia Nancy Morrison, od lat domagająca się ujawnienia prawdy o dramatycznych wydarzeniach z przeszłości. – Wolałabym o tym zapomnieć. Ale tego akurat zrobić nie można – dodała, cytowana przez „Montreal Gazette”. 

Pochodzący z Kolumbii Brytyjskiej Robert Joseph opowiadał, że był molestowany seksualnie przez pracowników katolickiej szkoły. Chował się pod kocem i marzył o swej rodzinie, której nie pozwalano mu zobaczyć, gdyż gwałconych nie wypuszczano do domu nawet na kilka dni wakacji, żeby się prawda nie wydała. Molestowana była też Leanne Sleigh z Alberty. – Czułam, że jestem nikim, że jestem człowiekiem bez żadnej wartości – wspominała. A Mary Simon, Eskimoska, opowiadała, że kazano się jej wstydzić jej zwyczajów i kultury – relacjonowała telewizja CBC News. 

W geście symbolicznego niestety pojednania rząd kanadyjski ogłosił, iż usunie z ustawy o Indianach – podstawowego aktu prawnego dotyczącego rdzennych mieszkańców Kanady – przepisy umożliwiające rządowi tworzenie szkół z internatami i odbieranie indiańskich dzieci siłą ich rodzicom celem przymusowej chrystianizacji. Takie ustawy mają bowiem jeszcze rzekomo cywilizowane i rozwinięte kraje jak Kanada. Z takimi ustawami bliżej do inkwizycyjnych mroków średniowiecza niż do cywilizacji XXI wieku. Islam nigdy nie był tak brutalny dla swoich mniejszości w Iranie czy Arabii Saudyjskiej! Komisja Prawdy i Pojednania będzie pracowała jeszcze pięć lat, przede wszystkim zbierając wypowiedzi poszkodowanych i dokumentując chrześcijańskie zbrodnie swojego kraju.