Jak Tomasz Lis podpisuje się pod apelem prawicowych dziennikarzy sekciarzy sekty wSieci
Z wielką uwagą przeczytałem dziś list prawicowych dziennikarzy do ich "koleżanek i kolegów". W liście apelują oni o zaprzestanie "histerycznej kampanii nienawiści przeciw Kościołowi". List tak zacnego grona zasługuje na odpowiedź. - pisze na swoim blogu Tomasz Lis, aktualny redaktor naczelny tygodnika Newseek Polska.
Z wielką uwagą przeczytałem dziś list prawicowych dziennikarzy do ich "koleżanek i kolegów". W liście apelują oni o zaprzestanie "histerycznej kampanii nienawiści przeciw Kościołowi". List tak zacnego grona zasługuje na odpowiedź. - pisze na swoim blogu Tomasz Lis, aktualny redaktor naczelny tygodnika Newseek Polska.
![]() |
| Tomasz Lis - Newsweek |
Tomasz Lis widzi, owszem, materiały o pedofilskich przestępstwach niektórych księży katolickich, a nawet biskupów, takich jak Józef Wesołowski, pisze także o tym co w tej sprawie mówi i czyni papież Franciszek, o tym co w tej sprawie mają do powiedzenia polscy biskupi katoliccy. Jak widać Tomasz Lis poczuł się bardzo poruszony swoim zdjęciem na okładce jakiegoś prawie nieczytanego w Polsce tygodnika sekty wSieci, o której prawie nikt nie słyszał i pewnie oprócz kilku fanatyków z sekty Karnowskich nikt nie kupi.
Tomasz Lis dochodzi do konkluzji, że "ta sprawa musi być dla Kościoła katolickiego niezwykle niekomfortowa. Przez lata, dziesięciolecia była ta instytucja niemal nietykalna. Księża - pedofile często byli bezkarni, a Kościół i jego przedstawiciele robili naprawdę wiele, by księżom - pedofilom zapewnić bezkarność." Warto dodać, że księża i biskupi katoliccy ciągle są generalnie bezkarni, bo zamiast za pedofilię trafiać do więzienia, to sobie dalej bzykają dzieci przeniesieni na kolejną parafię z wyrokiem w zawieszeniu. A jak już jakiś jeden ksiądz dostaje wyrok karny, to minimalny, ze dwa lata za molestowanie kilkoro dzieci i pozostaje na wolności ze względu na stan zdrowia, jak to ma miejsce w Koszalinie czy Bydgoszczy, Warszawie, Katowicach, Lublinie, Szczecinie.
