niedziela, 24 maja 2020

Bestie gwałciły głuchonieme dzieci, a siostra zakonna im je dostarczała.

Do potwornych pedofilskich przestępstw dochodziło w kraju papieża Franciszka, Argentynie. W Ośrodku dla niesłyszących i głuchoniemych dzieci  prowadzonej przez instytut im. Antonia Provolo w Luján de Cuyo, w prowincji Mendoza na zachodzie Argentyny, dwóch katolickich księży - dyrektor placówki 83-letni Nicola Corradi i 59-letni Horacio Corbacho - oraz zatrudniony w ośrodku ogrodnik - 47-letni Armando Gomez, dopuszczali się gwałtów na niepełnosprawnych podopiecznych. Koszmar dzieci trwał na przestrzeni lat 2004-2016.

Horacio Corbacho, Armando Gomez i  Nicola Corradi

Księża i ogrodnik gwałcili dzieci w łazienkach, piwnicy, ogrodzie a nawet, co chyba najbardziej bulwersujące, w szkolnej kaplicy Maryi Dziewicy, do której dzieci przychodziły się spowiadać  i otrzymywać komunię. W trakcie przeszukania mieszkania jednego z pedofilów, policja znalazła łańcuchy, którymi krępowano dzieci i zdjęcia i filmy pornograficzne z dziećmi. Jednak równie demoniczną rolę, co gwałcący pedofile, odegrała także w tym wszystkim jedna sióstr zakonnych - Kosaka Kumiko. 

Demon w habicie - Kosaka Kumiko

Ta pochodząca z Japonii zakonnica, przyjechała wraz ze swoimi rodzicami do Argentyny 40 lat temu. W 2000 roku wstąpiła ona do zakonu i 4 lata później znalazła zatrudnienie na placówce, w której dochodziło do tych makabrycznych gwałtów. Jak zeznawały w prokuratorze i przed sądem skrzywdzone dzieci, siostra Kumiko wybierała i dostarczała ofiary do gwałtów pedofilom. Kiedy było już po wszystkim odprowadzała ofiary do klas zakazując jakiegokolwiek komunikowania się z rówieśnikami. Potrafiła nawet krwawiącej po gwałcie dziewczynce założyć pieluchę, żeby nikt nie domyślił się, że padła ona ofiarą gwałtu.

Gwałcone dzieci, które powinny były być uczone języka migowego, miały całkowity zakaz rozmawiania z innymi dziećmi i kiedy któreś z nich podejmowało taką próbę było bite i torturowane. Jako ofiary wybierano dzieci najbardziej posłuszne, które były systematycznie przez siostrę i gwałcicieli zastraszane. Jedynym gestem z języka migowego, jaki w stosunku do gwałconych dzieci używali opiekuni był znak milczenia... Już w 2008 roku podejrzewano, że w ośrodku dzieją się makabryczne sceny, jednak nie wiedzieć czemu sprawę umorzono ze względu na brak dowodów (!)

W roku 2014 do Watykanu, na ręce papieża Franciszka, trafiła sprawa gwałtów na uczniach jednej z placówek prowadzonej przez  Instytut im. Antonia Provolo we włoskiej Weronie. Wtedy to piętnaścioro byłych uczniów tej placówki wystosowało list do władz watykańskich, w którym obszernie opisano akty molestowania i znęcania się nad nimi. Jako swych oprawców wskazali 24 "księży - drapieżców". Wśród nich wymieniany był także Nicola Corradi, który w werońskim instytucie pracował do roku 1970.

Kościół, na podstawie zeznań byłych uczniów,  wszczął wewnętrzne śledztwo, skutkiem czego jedne z oskarżonych księży został skierowany do życia w odosobnieniu i z dala od dzieci, a trzech innych dostało ostrzeżenia. Corradi nie został w żaden sposób ukarany i swobodnie w dalszym ciągu mógł za przyzwoleniem kościelnych władz gwałcić głuchonieme dzieci w Argentynie. Wielu Argentyńczyków pyta teraz, dlaczego papież Franciszek nie pozbawił funkcji nauczyciela Corradiego, skoro było wiadomo o jego pedofilskich przestępstwach w Weronie.

Ofiary ze szkoły dla głuchoniemych twierdzą, że nie uzyskały żadnego wsparcia ze strony Watykanu ani lokalnych władz kościelnych. Z kolei mieszkańcy Mendozy są przerażeniu, że w ich okolicy dochodziło przez ponad dekadę do takich makabrycznych rzeczy i nikt nigdy się tym nie zainteresował. Chcą szczegółowych wyjaśnień w sprawie z 2008 roku, kiedy to umorzono śledztwo.

W 2017 roku aresztowano sprawców tych pedofilskich zbrodni i zamknięto całkowicie placówkę. Watykan wówczas wysłał do Mendozy swoich dwóch śledczych by przyjrzeli się z bliska sprawie. Jeden z nich w wywiadzie wyznał, że "zarzuty zdają się być więcej niż prawdopodobne" i że "papież Franciszek wyraża smutek i sprawa go niepokoi". Z kolei archidiecezja w Mendozie wydała oświadczenie, w którym wyraziła „solidarność z ofiarami i ich rodzinami" i zapowiedziała, że „będzie dalej działać, aby "tego typu sytuacje się nie powtórzyły”.

Natomiast prawnicy ofiar zdecydowanie twierdzą, że Watykan nie tyle co nie pomógł w całej sprawie, ale także ukrywał wszelkie dowody świadczące o winie szkolnych pedofilów. Kościół wręcz kpił z zeznań ofiar i świadków, a ich zeznania uznawał za niewiarygodne. Pod koniec roku 2018, biskup Alberto Germán Bochatey - oddelegowany przez papieża do kontroli placówek Instytutu, w wywiadzie dla Washington Post powiedział, że Corradi czuje się niewinny, a argentyńscy prokuratorzy i prawnicy niepotrzebnie rozdmuchują sprawę. Sugerował też, że sprawa została ukartowana przez kręgi masońskie, które działają przeciwko Kościołowi. - Nie możemy zrozumieć, dlaczego oskarżenia są tak bezpośrednie i szerokie - dziwił się. - Robi się wielką aferę i stawia 40 czy 50 zarzutów, podczas gdy prawdziwych z nich jest może nie więcej jak dziesięć. - mówił dziennikarzom.

Sprawa była wyjątkowo trudna, ze względu na traumę jaką dzieci niosą w sobie, ale także z powodu problemu z komunikacją z nimi. Ofiary, w większości z biednych rodzin, przez wiele lat edukacji w ośrodku dla głuchoniemych, specjalnie nie były uczone języka migowego, aby nie mogły opowiedzieć o swoim dramacie rodzicom i opiekunom. Watykan także utrudniał śledztwo, gdyż poproszony o akta ich wewnętrznego śledztwa, aby można było uniknąć ponownych traumatycznych przesłuchań dzieci, kategorycznie odmawiał wydania ich organom świeckim.

Ostatecznie śledztwo udało się zakończyć i zwyrodniali zboczeńcy zostali ukarani. . Pomimo, że dwóch księży odmówiło jakichkolwiek zeznań, a trzeci pedofil wszystkiemu zaprzeczył, Sąd w prowincji Mendoza skazał ich na długoletnie więzienie: Nicola Corradi i Horacio Corbacho dostali po  45 lat więzienia, a Armando Gomez - 18 lat więzienia. Żaden z nich nie odważył się wypowiedzieć zarówno przed jak i po ogłoszeniu wyroku.

"Demon w habicie" - tak media nazwały Kosakę Kumiko - przebywa obecnie w areszcie i przeciwko niej toczy się osobne postępowanie. Grozi jej także wieloletnie więzienie.
Kumiko zaprzecza wszelkim zarzutom. Oprócz niej w stan oskarżenia postawiono 14-tu pozostałych pracowników placówki dla głuchoniemych. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza